178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowe (110 pdr) RBL

Działo 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowe (110 pdr) RBL było przykładem wczesnej próby wykorzystania nowego i innowacyjnego mechanizmu zamka ładowania odtylcowego opracowanego przez brytyjskiego konstruktora uzbrojenia Sir Williama Armstronga do ciężkich dział gwintowanych. Ta oraz wcześniejsze konstrukcje Armstronga (działa o mniejszym kalibrze) stanowiły tak naprawdę pierwszą znaczącą zmianę w konstrukcji armat od ponad 400 lat.
Kraj: Wielka Brytania
klasa: odtylcowe działo gwintowane

Historia

Działo 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowe (110 pdr) RBL powstało w skutek twórczego rozwinięcia wynalazku odmiany artyleryjskiej broni gwintowanej ładowanej odtylcowo, który został zaprojektowany przez Williama George'a Armstronga, uznanego inżyniera i wynalazcy. Geneza tej broni sięga aż do okresu wojny krymskiej, podczas której miała miejsce bitwa pod Inkerman (5 listopada 1854 r.). Jednym z elementów które zadecydowały o jej losie, były dwa 18-funtowe działa, które dotarłszy na pole bitwy w jej decydującym momencie, ze względu na swój większy zasięg, skutecznie uciszyły rosyjski ogień. Sir William Armstrong był jednym z tych, którzy spostrzegli, że podobnym zagrożeniom można zaradzić jedynie poprzez nadanie działom polowym większej celności i zasięgu, oraz że przeszkodę w postaci nadmiernego ciężaru armat należy usunąć, zastępując działa wykonane z żeliwa (ang. cast iron) żelazem kutym (ang. forged iron). Swój najwcześniejszy projekt realizacji tej koncepcji przedstawił Sekretarzowi Stanu ds. Wojny w grudniu 1854 r. Zaproponował powiększenie gwintowanego muszkietu do standardu armaty polowej, zastosowanie ładowania odtylcowego i zastosowanie wydłużonych pocisków pokrytych ołowiem zamiast kul odlewanych z żelaza. Książę Newcastle (wówczas Sekretarz Stanu ds. Wojny) zainteresowany tematem, wydał Sir W. Armstrongowi (wtedy panu Armstrongowi) zamówienie na szereg jego dział, nie więcej niż sześć, na próbę.

Pierwsza z tych armat, 3-funtowa, została dostarczona w lipcu 1855 r., wraz z nią Armstrong przesłał szczegółowy raport z przeprowadzonych przez siebie eksperymentów oraz zasady budowy jego działa i pocisków. Cały temat został skierowany do Specjalnej Komisji ds. Artylerii, której raport, choć z zastrzeżeniami, był zasadniczo korzystny dla broni i która chciała przeprowadzić dalsze eksperymenty. Armata została następnie rozwiercona do wagomiaru 5-funtów i w grudniu 1856 roku została przetestowana w obecności pułkownika Eardleya Wilmota, superintendenta Królewskiej Fabryki Broni (Superintendent, Royal Gun Factory) w pobliżu Newcastle, który doniósł 30 grudnia 1856 roku, że na odległości 1500 i 2000 jardów, działo spisało się wyjątkowo dobrze.

W styczniu 1857 r. zamówiono drugie działo, które odpowiadałoby jak najbardziej aktualnie wykorzystywanym w służbie armatach polowych. Powstała 18-funtowa armata była gotowa 1 lipca 1857 r., a próby testowe wyznaczono na 14 października, jednak proces został opóźniony z powodu nieobecności pana Armstronga na kontynencie do 26 stycznia 1858 r., kiedy ostatecznie przeprowadzono zakładane eksperymenty w rywalizacji ze liniową 32-funtową armatą, o czym poinformowała komisja ds. Uzbrojenia, 5 lutego 1858 r. Wyniki były tak nieoczekiwane, że pułkownik Mitchell z Royal Artillery, w specjalnym raporcie, pomimo jego skrupułów co do ładowania od strony zamka, stwierdził, że ta broń wydawała się dawać uzasadnione oczekiwanie, że artyleria może nie tylko odzyskać decydujący wpływ w polu walki, którego do pewnego stopnia pozbawił go niedawny postęp w broni strzeleckiej, ale aby ten wpływ mógł się znacznie zwiększyć. Lord Panmure, stojący wówczas na czele Departamentu Wojny, uznał nowy egzemplarz broni za "najcenniejszy wkład w naszą armię". Wydał rozkaz, aby wykonać jeszcze trzy działa: 12-funtowe i dwa 18-funtowe, wraz z niezbędnymi pociskami w celu przekazania artylerzystom do testów zniszczeniowych i złożenia raportu o ich wytrzymałości i pracy w porównaniu z obecnie używanymi działami polowymi. 25 lutego zamówiono dwa działa 18-funtowe, a 13 kwietnia jedno 12-funtowe oraz 400 pocisków do 18-funtowych dział do dalszych eksperymentów.

W 1858 roku generał Peel, który właśnie objął urząd Sekretarza Stanu ds. Wojny, zwrócił uwagę na fakt, że Wielka Brytania jest w tyle za innymi krajami, jeśli chodzi o stan broni palnej do służby polowej. W związku z tym wezwał pułkownika Lefroya, swojego doradcę naukowego, o sporządzenie relacji ze wszystkich eksperymentów, które przeprowadzono na broni palnej i zgodnie z zaleceniem tego raportu powołał specjalną komisję, która miała mu doradzić, jaka jest obecnie najlepsza broń gwintowana do służby polowej. Ta specjalna komisja, po przeanalizowaniu raportów będących w posiadaniu Departamentu Wojny na temat różnych dział gwintowanych, które zostały przedłożone komisji specjalnej, doszła do wniosku, że nie jest celowe ponoszenie kosztów dalszych eksperymentów z nowymi projektami, należy natomiast skupić się na rozwiązaniach zaproponowanych przez panów Whitwortha i Armstronga. Jednakże eksperymenty z działami Whitwortha nie miały tak rozbudowanego charakteru jak te z armatami Armstronga. W owym czasie pan Whitworth nie miał żadnej broni własnej konstrukcji, ani nie proponował żadnego nowego systemu konstruowania i budowy broni artyleryjskiej. System zaproponowany przez pana Armstrong był zatem jedynym kompletnym projektem przedstawionym przed Komisją.

Z drugiej strony pan Armstrong zaproponował metodę konstruowania broni, która czyniła ją zdolną do spełnienia warunków, które były wymagane przez Komisję. Jak można przeczytać w "Reports from Committees, Tom 11, Ordnance, 1863": "Ta metoda była z pewnością w tamtym czasie jedyną zdolną do spełnienia zakładanych parametrów, a Wasz Komitet nie miał przed sobą żadnych praktycznych dowodów na to, że nawet w tej chwili istnieje jakakolwiek inna metoda konstruowania artylerii gwintowanej, którą można by porównać z metodą pana Armstronga. W połączeniu ze swoim systemem konstruowania lub produkcji dział, pan Armstrong przedstawił Rządowi plan ładowania od strony zamka, w którym broń była gwintowana na starym systemie wielorowkowym "polygroove", który obejmował powlekanie pocisku miękkim metalem. To połączenie konstrukcji ładowanej odtylcowo, gwintowania lufy i powlekania pocisków miękkim metalem zaczęto postrzegać jako system Armstronga. Zasięg i precyzja tej broni były tak znacząco lepsze od całej znanej wówczas artylerii polowej, że po starannych i wielokrotnych próbach komisja powołana do zbadania tej kwestii zaleciła jej przyjęcie jako armaty polowej do czynnej służby. Wasz Komitet jest zdania, że przyjęcie działa Armstrong przez Sekretarza Stanu ds. Wojny do specjalnej służby w terenie było w pełni uzasadnione".

Sir W. Armstrongowi dano gwarancję na środki, które miały być przeznaczone na zbudowanie fabryki będącej w stanie dostarczyć 100 dział rocznie. Gwarancja ta została później zwiększona, lecz lord Derby w liście skierowanym do generała Peela 18 grudnia 1858 r. przekonywał, że powinien on raczej wątpić w celowość używania wynalazku w obecnym stadium niemowlęcym, a kiedy niewątpliwie czas i doświadczenie zaowocują ulepszeniami i spowodują oszczędność w produkcji, dopiero wtedy sugerował zwiększenie liczby zamawianych armat. Zasugerował również, że pierwsze zamówienia powinny ograniczać się głównie, jeśli nie wyłącznie, do tych odmian dział - do maksymalnie 32-funtowych - co do których istnieją już wystarczające dowody eksperymentalne i że powinno się odroczyć wszelkie zamówienia na cięższe działa, dopóki nie zostaną one znacznie solidniej przetestowane.

15 stycznia 1859 r. Sir W. Armstrong przekazał Rządowi swoje udziały we wszystkich patentach i ulepszeniach w produkcji dział swojego projektu. Sekretarz Stanu ds. Wojny odmówił jednak przedłożenia tych patentów Komitetowi twierdząc, że jest skłonny sądzić, że wydawanie patentów tego rodzaju byłoby sprzeczne z porządkiem publicznym. W celu jak najszybszego uzyskania dostaw armat Armstronga postanowiono podpisać umowę z założoną w Elswick firmą produkującą armaty i pociski Armstronga. 16 stycznia 1859 r. udzielono tej firmie gwarancji, aby zabezpieczyć ją przed stratą w wyniku poniesienia nakładów na budynki i urządzenia. Rząd zobowiązał się do utrzymania zakładów w ciągłej pracy, ale zachował w swoich rękach władzę wypowiedzenia umowy z opcją zapłaty odszkodowania. Ze względu na potrzeby służby wymagające dostarczenia większej liczby armat Armstronga, niż początkowo przewidywano, gwarancja udzielona przez rząd Lorda Derby'ego została zwiększona jeszcze kilkukrotnie z biegiem czasu.

Zimą, na przełomie 1858 i 1859 roku, Zarząd Admiralicji, działając za radą i analizą Captain Hewletta R.N. z HMS "Excellent” (obiekt szkoleniowy artylerii) w Portsmouth, zdecydował o wprowadzeniu dział Armstronga do marynarki wojennej, z przeznaczeniem do wykorzystania na mniejszych jednostkach. Latem 1859 roku, ten sam oficer, podkreślał znaczenie wprowadzenia do marynarki wojennej dział Armstronga o większym kalibrze. Bazując na jego opinii Rada Admiralicji zwróciła się do Sekretarza Stanu ds. Wojny z zamówieniem 40-funtowych i 70-funtowych dział systemu Armstronga. Jednocześnie prowadzono staranne i szeroko zakrojone eksperymenty, aby sprawdzić, czy można znaleźć jakikolwiek bezpieczny system wzmacniania dział żeliwnych lub czy istnieje lepszy, szybszy lub tańszy system konstruowania dział gwintowanych niż ten zaproponowany przez Sir W. Armstronga. Ponieważ w okresie objętym dochodzeniem nie znaleziono żadnego takiego systemu, system Armstronga został całkowicie przyjęty przez rząd.

24 września 1859 roku Komitet, w skład którego wchodził Sir William Armstrong zatwierdził działo 40-funtowe do służby w marynarce wojennej. System Armstronga został po raz pierwszy rozszerzony do wagomiaru 100 funtów 14 października 1859 roku. Wydaje się, że ówczesne potrzeby polityczne były tak pilne, że nie pozostawiały czasu na dojrzewanie projektu przed jego wyprodukowaniem. Wskutek panującego wówczas nadmiernego nacisku na zaopatrzenie w armaty tego kalibru, pierwszych 100 z nich zbudowano przed zakończeniem jakichkolwiek eksperymentów z nimi.

Specyfikacja

Działo 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowe (110 pdr) RBL generalnie występowało w dwóch wersjach wagowych, cięższej oznaczonej 82 cwt oraz lżejszej 72 cwt. Mimo, że działo to zostało pierwotnie zaprojektowane do zastosowań lądowych, w 1859 r. (dokładnie 14 października) wersja 72 cwt została zarekomendowana dla Royal Navy jako działo baterii burtowych lub do montażu na stanowiskach obrotowych (lawetach typu "pivot"). Dla działa przyjęto oznaczenie "100-pounder" (czyli działo 100-funtowe, od ciężaru pocisku) i w założeniach miały one zastąpić stosowane do tej pory 68-funtowe gładkolufowe działa odprzodowe (głównie 68-funtowe (68 pdr) SBML 95 cwt). Jednak szybko odkryto, że odmiana 72 cwt jest za lekka - siły generowane podczas strzału nie były kompensowane przez masę samego działa i energia odrzutu była zbyt duża jak na działa przeznaczone do użytku na pokładach okrętów. Zbyt duża energia odrzutu po prostu wpływała destrukcyjnie na lawety, mocowania i elementy wyposażenia jak również na sam pokład i konstrukcję jednostki. Działa tego typu były budowane w dwóch odmianach: A i B. Odmiany te miały taką samą długość całkowitą, jednak różniły się długością lufy, przy czym odmiana A posiadała o 2 cale dłużą lufę niż odmiana B, w zamian posiadała o 2 cale krótszy odcinek za szczeliną zamka. Właściwe dla danej wersji oznaczenie wybijano na lewym (patrząc od wylotu lufy) czopie działa. Po lutym 1862 r. waga pocisku została zwiększona do 110 funtów (w zaokrągleniu oczywiście) co spowodowało zmianę oznaczenia działa na "110-pounder" (działo 110-funtowe). Kolejna zmiana nazewnictwa tej armaty nastąpiła w 1863 r. kiedy została nazwana "light 110-pounder" (lekkie działo 110-funtowe) - było to spowodowane rozpowszechnieniem się w brytyjskich siłach zbrojnych cięższej wersji tego działa (odmiana 82 cwt). Ostatecznie, po 1864 r. ujednolicono nazewnictwo, przemianowując tą odmianę działa na 7 in 72 cwt. Przerwano ich produkcję po zbudowaniu jedynie 76 egzemplarzy i zostały przeniesione do służby garnizonowej i do użytku w fortyfikacjach. Planowano również przystosować działa 72 cwt do użytku podczas prowadzenia oblężeń (przy wykorzystaniu typowo morskich lawet ślizgowych) jednak ostatecznie nie doszło to do skutku.

Działo 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowe (110 pdr) RBL w odmianie 82 cwt zostało zaprezentowane w 1861 r. Generalnie była to cięższa wersja armaty 72 cwt. Od swojego poprzednika różniła się budową, dołożono dwa dodatkowe pierścienie - jeden duży i solidny pierścień wzmacniający, pomiędzy częścią zamkową, a pierścieniem czopów, tuż za szczeliną zamkową, oraz drugi, skromniejszy tuż przy pierścieniu czopów od strony wylotu lufy. Podobnie jak wersja 72 cwt, wersja 82 cwt również przechodziła podobną ewolucję jeżeli chodzi o nazewnictwo, ostatecznie kończąc jako armata 7 in 82 cwt. Ta wersja była używana zarówno w służbie lądowej jak i na okrętach Royal Navy, w bateriach burtowych lub jako działa na stanowiskach ze zmienną pozycją i jako działa pościgowe. Jednak w miarę rozwoju technologii opancerzenia okazało się, że armaty tego typu nie mają odpowiedniej mocy aby przebić coraz grubszy pancerz montowany na okrętach, głównie z powodu niewielkiej prędkości wylotowej. To, jak również problemy wynikłe podczas użytkowania tych armat spowodowało, że stopniowo na okrętach Royal Navy były wypierane przez działa gwintowane ładowane odprzodowo 178 mm (7 in) 112-funtowe /16 (6,5-ton) MLR i 178 mm (7 in) 112-funtowe 90 cwt MLR.

Według Raportu "Select Committee on Ordnance, 1862" dotyczącego kosztów produkcji dział Armstronga w zakładach Elswick Ordnance Company na dzień 31 marca 1862 r. początkowy koszt produkcji dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL wyniósł 700 funtów, by w okresie późniejszym zmaleć do 650 funtów za działo (w kompletach z dwoma blokami zamka). Z kolei według tego samego raportu w zakładach Royal Gun Factory w okresie od marca 1859 r. do 31 marca 1862 r. wyprodukowano 575 sztuk dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowe (110 pdr) RBL, zaś uśredniony, jednostkowy koszt wyniósł niemal 425 funtów. Łącznie, pomiędzy 1859, a 1864 rokiem zbudowano 959 sztuk tych armat, w tym 76 sztuk wersji 72 cwt oraz 883 sztuki odmiany 82 cwt. Większość z tych armat zbudowano w Royal Gun Factory (według raportu "Select Committee on Ordnance, 1863" na rok 1863 r. 620 sztuk), pozostałe w zakładach Elswick Ordnance Company (według tego samego raportu 179 sztuk).

Dane taktyczno-techniczne

Odmiana 82 cwt 72 cwt "A" 72 cwt "B"
Kaliber 7 in
(177,80 mm)
7 in
(177,80 mm)
7 in
(177,80 mm)
Długość lufy 99,50 in
(2527,30 mm)
99,50 in
(2527,30 mm)
97,50 in
(2476,50 mm)
Odległość od wylotu lufy do osi czopów 74,70 in
(1897,38 mm)
73,25 in
(1860,55 mm)
71,25 in
(1809,75 mm)
Długość części zamkowej do osi czopów 45,30 in
(1150,62 mm)
44,75 in
(1136,65 mm)
46,75 in
(1187,45 mm)
Długość całkowita 120,00 in
(3048 mm)
118,00 in
(2997,20 mm)
118,00 in
(2997,2 mm)
Długość komory prochowej 16,00 in
(406,4 mm)
14,25 in
(361,95 mm)
14,25 in
(361,95 mm)
Długość komory nabojowej 9,00 in
(228,60 mm)
9,00 in
(228,60 mm)
9,00 in
(228,60 mm)
Waga 9184 lbs
(4165,86 kg)
8064 lbs
(3657,83 kg)
8064 lbs
(3657,83 kg)

Działa 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowe (110 pdr) RBL, podobnie jak inne działa Armstronga tamtych czasów były skonstruowane z wykorzystaniem tzw. metody "built-up", gdzie działo (w dużym uproszczeniu) składało się z kilku warstw (pierścieni lub dłuższych rur) nakładających się jedna na drugą, które w procesie obróbki cieplnej, stygnąc i kurcząc się zwiększało wytrzymałość całej konstrukcji. Poszczególne warstwy były oznaczane literami alfabetu - pierwsza, zasadnicza część lufy była oznaczana literą "A", a każda następna warstwa była oznaczana kolejną literą: "B", "C" i tak dalej. Bazując na tej zasadzie konstrukcji, działo 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowe (110 pdr) RBL składało się z zasadniczej lufy wewnętrznej "A", lufy zewnętrznej "B", części zamkowej, pierścienia czopowego, służącego do osadzenia armaty na podstawie (lawecie) oraz pierścieni wzmacniających, które dodatkowo zwiększały wytrzymałość lufy. Wersja 82 cwt posiadała 6 takich pierścieni, natomiast wersja 72 cwt jedynie cztery. Działa 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowe (110 pdr) RBL, miały lufy (z kilkoma nielicznymi wyjątkami) wykonane z żelaza. Mniej więcej od 1963 r. rozpoczęto próby wykonywania lufy zasadniczej "A" ze stali miękkiej hartowanej w oleju, jednak wykonano ich niewiele - łącznie 5 sztuk wersji 82 cwt. Większość wykonano albo z pierścieni (do 5 sztuk) powstałych w wyniku zwinięcia sztab w specjalnej maszynie, wykonanych z żelaza zgrzewnego (ang. wrought iron) połączonych ze sobą na gorąco i potem rozwierconych, albo za pomocą wiercenia w litych odkuwkach, odlanych i poddanych obróbce jednolitych blokach (cylindrach) z żelaza. W pierwszym przypadku wykonano 699 sztuk luf wersji 82 cwt i 35 luf wersji 72 cwt, natomiast za pomocą wiercenia w odkuwkach wykonano 179 lub dział wersji 82 cwt i 41 luf wersji 72 cwt. Proces wiercenia w litych odkuwkach pomimo początkowych zadowalających rezultatów został jednak z biegiem czasu zarzucony, gdyż stwierdzono że chociaż wykonane w ten sposób lufy miały czystą, wewnętrzną powierzchnię, miały jednak gorszą wytrzymałość obwodową, a pęd gazu miał tendencję do znacznie szybszego tworzenia uszkodzeń powierzchniowych, co przekładało się na znacznie mniejszą żywotność lufy, szczególnie przy większych kalibrach. Dlatego w momencie pojawienia się w hutach większych i nowocześniejszych zwijarek zrezygnowano z tego sposobu wytwarzania luf wewnętrznych. Zarówno części zamka jak i pierścień czopowy były wykonane (w większości) z kutego żelaza (ang. forged iron).

Całkowita długość działa odmiany 82 cwt wynosiła 120,00 in (3048 mm), licząc od wylotu lufy, aż do końca części gwintowanej zamka, jednakże bez śruby zamkowej. Długość samej lufy liczonej od szczeliny klina zamkowego różnił się w zależności od odmiany działa - wersja 82 cwt posiadała lufę o długości 99,50 in (2527,3 mm), podobnie jak odmiana 72 cwt "A", natomiast wersja "B" miała lufę krótszą o dwa cale - generalnie działo odmiany 72 cwt było krótsze o dwa cale. Przeciążenie na tył armaty (różnica ciężaru odcinków armaty po obu stronach osi czopów) wynosiło dla wersji 82 cwt 772 lbs (350,18 kg), natomiast dla wersji 72 cwt 895 lbs (405,97 kg). Odmiany różniły się oprócz tego również długością komory prochowej - w wersji 82 cwt wynosiła ona 16,00 in (406,4 mm), natomiast wersja 72 cwt miała komorę o długości 14,25 in (361,95 mm). Jej średnica we wszystkich odmianach wynosiła 7,20 in (182,88 mm), jednak różnice w długości spowodowały, iż w przypadku dział odmiany 82 cwt pojemność komory prochowej wynosiła 620 in³ (10,16 cm³), natomiast w działach 72 cwt jej pojemność liczyła 552,9 in³ (9,06 dm³). Prześwit (wewnętrzna średnica) lufy nie był wszędzie jednakowy. O ile, jak już wspomniano komora prochowa miała średnicę 7,20 in (182,88 mm), to znajdująca się za nią komora nabojowa o długości 9,00 in (228,6 mm) miała już nieco mniejszy prześwit, u wlotu wynoszący 7,075 in (179,71 mm), ciągnąc się aż do stożkowego zwężenia, gdzie komora nabojowa przechodziła w resztę lufy o kalibrze 7,00 in (177,80 mm).

Maksymalna średnica zewnętrzna działa (wliczając w to czopy służące do mocowania działa na lawecie) wynosiła 27,70 in (703,58 mm) w przypadku solidniej skonstruowanej wersji 82 cwt, oraz 24,70 in (627,38 mm) w wersji 72 cwt. Zewnętrzna średnica lufy u jej wylotu dla obu wersji wynosiła 13,00 in (330,2 mm). Bruzdowanie składało się z 76 rowków o wymiarach 0,06 in x 0,166 in x 0,1233 in (1,52 mm x 4,22 mm x 3,13 mm) i ciągnęło się na długości 83,1 in (2110,74 mm) w przypadku wersji 82 cwt, natomiast odmiana 72 cwt miała bruzdowanie na długości 82,9 in (2105,66 mm). Skręcenie bruzdowania wynosiło 1 obrót na 37 kalibrów. Najczęściej stosowanym kształtem było bruzdowanie typu "polygroove", jednak w wersji 82 cwt stosowano równie często bruzdowanie o rowkach z przekrojem w kształcie piły, takie jak pokazano na rysunku. Komora prochowa nie była bruzdowana, natomiast komora nabojowa była gwintowana dopiero tuż przy swoim końcu, tuż przed stożkowanym zwężeniem przechodzącym w lufę o kalibrze 7,00 in (177,80 mm). Za komorą nabojową rowki gwintowania rozciągały się na jednakową głębokość aż do wylotu lufy, ale od punktu znajdującego się kilka cali przed komorą nabojową, aż do punktu znajdującego się kilka cali przed wylotem lufy, prześwit był nieco powiększony (zazwyczaj 0,005 in (0,13 mm)), to znaczy, że szczyty rowków były nieco ścięte. Miało to na celu uformowanie ołowianej powłoki pocisku w pierwszym momencie ruchu, danie mu swobody w przemierzaniu pozostałej części przewodu lufy, a także wyśrodkowanie przy wylocie.

Jedną z charakterystycznych cech tej broni była konstrukcja zamka. Mechanizm zamka Armstronga wykorzystywał ciężki blok (klin) włożony w pionową szczelinę w lufie za komorą prochową, z dużą wydrążoną śrubą za nim, którą po załadowaniu ręcznie dokręcano mocno do bloku. Wymienna, metalowa miseczka z przodu bloku wykonana z cienkiej blachy pokrytej cyną wraz z naciskiem śruby za nią zapewniała skuteczniejsze "zatkanie" i uszczelniała komorę prochową, aby zapobiec ucieczce gazów do tyłu podczas strzelania. Poprzez ten blok zamka wprowadzono zapłonnik, który po aktywowaniu pozwalał wystrzelić z działa. System ten był w rzeczywistości pionowym zamkiem klinowym (blokowym), takim jak zamek później używany przez niemieckie zakłady Kruppa zarówno w formie poziomej, jak i pionowej, z tą zasadniczą różnicą, że Armstrongowi nie udało się przejść do załadowania ładunku prochowego (miotającego) do metalowej łuski, w wyniku czego całkowite uszczelnienie komory podczas strzału było niemożliwe. W przypadku dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL obu wersji blok (klin) zamka ważył 136 lbs (61,69 kg) więc przy założeniu, że przy każdorazowym załadowaniem i strzałem działa trzeba było go usuwać i umieszczać z powrotem na miejscu, to obsługa tych armat nie należała do zadań dla słabeuszy. Kompletna śruba zamkowa, wraz z dźwignią, gwintowanym pierścieniem i szpilami blokującymi ważyła 634 lbs (287,58 kg), natomiast skok jej gwintu wynosił 1,4 in (35,56 mm). Gwint śruby (w przypadku dział 7-calowych podwójny) miał rowki o kształcie klinowym (tzw. "V bevelled"), który był mocniejszy niż używany we wcześniejszych konstrukcjach gwint prostokątny, a na dodatek był łatwiejszy do wykonania. W przypadku dział 7-calowych Armstronga śruba była wykonana w większości z żelaza kutego, jednak w czoło śruby był wkręcony odcinek o długości 6 in (152,40 mm) wykonany ze stali hartowanej w oleju, który mógł być wymieniany w razie potrzeby.

Działa RBL Armstronga były wyposażone w łącznie cztery przyrządy celownicze, umieszczone parami po obu stronach działa: dwa celowniki czopowe (przednie) i dwa kątowe (tangensowe). Takie umieszczenie celowników pozwalało na ich użycie bez względu na położenie działa (np. krańcowe wychylenie w furcie działowej) i jego pochylenie, poza tym uszkodzenie jednego z zestawów pozwalało na bezproblemowe używanie działa z drugim zestawem celowniczym. Celownik kątowy (inaczej celownik tangentowy, ang. "tangent sight") miał postać prostokątnych w przekroju, stalowych prętów wyskalowanych w zależności od odmiany działa. Na szczycie znajdował się umieszczony poprzecznie wskaźnik odchylenia poprzecznego działa. Do około 1867 r. miał on postać cylindrycznego wskaźnika (ang. "barrel-shaped", takiego jak na rysunku obok) wyposażonego w śruby na obu końcach. Ich obracanie pozwalało przesuwać wskaźnik w lewo lub w prawo, Każdy pełny obrót oznaczał 10 minut kątowych, dodatkowo obwód przy śrubach był wyskalowany od 0 do 10, co pozwala na ustawienia z dokładnością do 1 minuty. Na łbie pierścieni znajdowały się strzałki wskazujące kierunek, w którym należy kręcić śrubą, aby uzyskać wychylenie w prawo lub w lewo, a skala była maksymalnie ustawna do pół stopnia (30') z każdej strony w trzech działkach po 10 minut. Cały celownik tangensowy jest ustawiony nieco pod kątem w lewo (w tego typie dział dokładnie o 2°16'), aby zrekompensować odchylenie boczne spowodowane przez prawoskrętne gwintowanie, konieczne było jedynie użycie skali odchylenia (poprzez pokrętła), aby uwzględnić wiatr, brak wypoziomowania działa lub inne przyczyny nieregularności.

Stalowe pręty pionowe były wyskalowane na jednym z płaskich boków zwróconych w kierunku wylotu lufy w stopniach (do 15 stopni), a na przeciwnym w jardach (do 3600 yds (3292 m)). Każdy stopień na skali był podzielony na 6 pól po 10 minut kątowych każde. Dodatkowo, w działach używanych na lądzie powyżej podziałki znajdowała się nakrętka dystansowa, wyskalowana od 1 do 10 minut - wykręcanie jej lub wkręcanie pozwalało na bardziej precyzyjne określenie kąta. W działach okrętowych nie używano tego dodatkowego wskaźnika, gdyż nie uznawano za celowe aż tak precyzyjne manewrowanie wzniosem działa ze względu na przechyły związane z falowaniem morza. Jako dodatkowy wskaźnik wychylenia działa, wyłącznie w armatach używanych na okrętach (od 7-calowych do 20-funtowych włącznie) montowano na boku lawet drewniany wskaźnik, wyskalowany na 12° w górę i 6° w dół. Pozwalał on zgrubnie ocenić stopień wychylenia lufy. Celowniki kątowe dla dział 7-calowych 82 cwt, 64-funtowych i 40-funtowych dodatkowo posiadały również podziałkę na jednym z płaskich boków (po prawej), wskazującą numer podziałki na zapalnikach czasowych odpowiadającą zasięgowi na jaki miano zamiar oddać strzał.

Po roku 1867 zaczęto w działach Armstronga RBL montować celowniki kątowe innej budowy. Miały one płaską głowę z wskaźnikiem poprzecznym w formie płaskiego kształtownika, który był wyskalowany po 30 minut w lewą i w prawą stronę. Po ręcznym przesunięciu kształtownika w zakładanym kierunku był on blokowany przez śrubę dociskową. Te celowniki nie były aż tak dokładne jak celowniki o głowicach cylindrycznych, jednak uznano że spełniają swoje zadanie w odpowiedni sposób.

Działa 7-calowe Armstronga RBL wersji 72 cwt, kilka dział wczesnych serii produkcyjnych wersji 82 cwt oraz oraz działa polowe 12-funtowe miały nieco inne celowniki kątowe, ponieważ skala wskaźników pionowych kończyła się na 10° oraz miały postać sześciokątnych w przekroju skal z brązu zamiast płaskich stalowych prętów używanych we wszystkich innych celownikach. Powodem tej różnicy jest to, że te działa były jednymi z pierwszych dział Armstronga wprowadzonych do służby i wtedy sądzono, że sześciokątne pręty z brązu będą najlepszym rozwiązaniem, a później, kiedy preferowano płaskie pręty stalowe, uznano, że nie warto zmieniać celowników w stosunkowo niewielkiej liczbie dział 7-calowych znajdujących się w służbie.

Celowniki czopowe (ang. "trunnion sight") różniły się w przypadku dział 7-calowych Armstronga RBL w zależności od wersji. W przypadku odmiany 72 cwt miał on na jednym z końców gwint wkręcany we wcześniej przygotowane gniazdo, przy czym zarówno śruba zaciskowa, jak i gniazdo mogły być wyjmowane z działa na czas transportu, ponieważ wystawały ponad korpus działa i dlatego były podatne na uszkodzenia. Odległość pomiędzy celownikiem kątowym, a czopowym w przypadku dział 72 cwt wynosiła 41,20 in (1046 mm). We wszystkich pozostałych odmianach dział RBL Armstronga używanych stacjonarnie i o większych kalibrach (w działach polowych 12-funtowych i lżejszych był wkręcany) celownik czopowy (tzw. typu kroplowego) był unieruchamiany ruchomym zaciskiem. W przypadku dział 82 cwt znajdował się w odległości 45 in (1143 mm) od celownika kątowego. Składał się ze słupka, kołnierza i tulei z brązu, skrzydełek ze stali oraz śruby mocującej skrzydełko. Gniazdo było trwale zamocowane w korpusie działa, a kolumna i kołnierz były w nim blokowane za pomocą złącza bagnetowego, tak że gdy celownik znajdował się w swojej właściwej pozycji, nie można go było wyjąć bez uprzedniego podniesienia kołnierza i obrócenia tulei o ćwierć obrotu. Wymiana tego typu celowników była szybka i nie nastręczała żadnych problemów, ani nie wymagała specjalnej kalibracji (niestety niezbędnej w przypadku celowników czopowych z osadzeniem śrubowym).

W przypadku dział 7-calowych Armstronga posadowionych na wychylnych lawetach Moncrieff'a (używanych w zastosowaniach fortecznych) dodatkowo stosowano wspomagający celownik refleksyjny. Do windy lub wahacza lawety przykręcany był pręt wyskalowany w stopniach. Na ten pręt nasuwało się umieszczone pod kątem lustro z poprzecznymi liniami, które były skalibrowane na wymaganą wysokość odpowiadającą pożądanemu kątowi. Do czopu działa przykręcany był wspornik, na którym znajdowało się drugie lusterko z zaznaczonymi również liniami poprzecznymi. Kiedy przecięcia linii poprzecznych lustra czopowego odbijały się razem na przecięciu linii na dolnym lusterku, działo po wychyleniu do położenia bojowego znajdowało się w wymaganym kącie elewacji.

Amunicja - pociski

Amunicja używana w działach 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowe (110 pdr) RBL konstrukcyjnie była bardzo podobna dla wszystkich dział Armstronga ładowanych odtylcowo, różniąc się oczywiście rozmiarami zależnymi od kalibru i wielkości komory prochowej. Zastosowanie bruzdowania w lufie powodowało wymuszenie takiej a nie innej budowy samego pocisku, który musiał mieć możliwość przejścia przez lufę i poprzez wykorzystanie naciętych w niej rowków uzyskać po wylocie z lufy moment obrotowy, który w znaczący sposób zwiększał celność takiego działa. W momencie wprowadzenia do służby odtylcowych dział gwintowanych systemu Armstronga w służbie znajdowały się również inne systemy gwintowania (m.in. Woolwich, system francuski, czy system Armstronga do dział gwintowanych ładowanych odprzodowo), jednak w przypadku gwintowania wielorowkowego, a więc takiego jakiego używano w działach RBL Armstronga sam pocisk był pokryty warstwą zewnętrzną wykonaną z miękkiego, podatnego na odkształcenia materiału i dodatkowo posiadał miękki kołnierz, który przechodząc przez bruzdowanie odkształcał się uszczelniając przewód lufy. Rowki wrzynając się zarówno w pocisk jak i w kołnierz nadawały pociskowi ruch obrotowy. Aby tak się stało średnica pocisku musiała być nieco większa niż kaliber lufy działa. W przypadku pocisków do dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowe (110 pdr) RBL w których kaliber wynosił 7,00 in (177,8 mm), sam pocisk miał średnicę 7,036 in (178,71 mm), natomiast kołnierz na końcu pocisku (w podstawie) miał średnicę 7,0875 in (180,02 mm).

W przypadku broni gwintowanej nie ma przerwy pomiędzy kalibrem działa, a średnicą pocisku, co powoduje że pocisk jest zatrzymywany w lufie do momentu osiągnięcia odpowiednio silnego ciśnienia w komorze prochowej, a ruch obrotowy który jest nadawany przez skręcenie gwintowania powoduje znaczne zwiększenie celności. Brak szczeliny pomiędzy pociskiem, a lufą dodatkowo zapobiegało zjawisku znanemu z dział gładkolufowych - tzw. rynnowaniu, czyli niszczycielskiemu działaniu gazu opływającego pocisk i jego "obijaniu się" o wnętrze lufy podczas wystrzału. System gwintowania dział odtylcowych Armstronga generował również problemy - przymus zastosowania zapalników udarowych innych niż przy działach ładowanych odprzodowo, konieczność użycia znacznej siły aby pokonać tarcie w lufie (zarówno przy strzale jak i podczas ładowania armaty), oraz dodatkowo miękkie pokrycie pocisków powodowało problemy przy wnikaniu w żelazne płyty pancerza przy trafieniu. Jak można było się spodziewać, system ten był bardziej skuteczny w przypadku mniejszych kalibrów niż większych, jednak jego zalety były niezaprzeczalne i znacznie przeważały nad wadami.

Do dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowe (110 pdr) RBL, podobnie jak do innych odtylcowych dział gwintowanych Armstronga używano pocisków odłamkowych, granatów, pełnych oraz pocisków śrutowych. W pierwszym przypadku występowały odmiany w postaci pocisków segmentowych, zwyczajnych (tzw. "common shell") oraz pocisków odłamkowych (ang. "schrapnel", zwanych również pociskami Boxera). Pociski segmentowe składały się z bardzo cienkiej żeliwnej cylindryczno-konoidalnej skorupy, wyłożonej żeliwnymi segmentami które były zabudowane warstwami, z cylindryczną komorą na ładunek kruszący pośrodku, który miał postać gruboziarnistego prochu czarnego odmiany "L.G.". Podstawa zamknięta była żeliwnym krążkiem. Segmenty i cylinder spajała ze skorupą pocisku warstwa stopu ołowiu (początkowo w postaci 8 części miękkiego ołowiu, 1 części ołowiu antymonowego i 2 części cyny, od czerwca 1862 r. tańsza odmiana stopu w postaci 19 części miękkiego ołowiu na 1 część ołowiu antymonowego), utrzymując również na miejscu krążek podstawy. Powłoka ze stopu ołowiu pokrywała również korpus pocisku i tworzyła kołnierz przy podstawie, który odkształcał się na bruzdowaniu. Ołowiana powłoka przylegała do korpusu na trzy sposoby (w zależności od rodzaju pocisku): poprzez lut cynowy i kwadratowe w przekroju rowki w korpusie pocisku, wyłącznie za pomocą oddziaływania powierzchniowego, tj. podciętych rowków albo za pomocą wyłącznie lutu cynkowego, bez żadnych rowków. Cynk w wystarczającym stopniu łączył się z żelazem i ołowiem, dając bardzo kompletne i solidne połączenie. Aby zrekompensować brak rowków na zewnątrz skorup z mocowaniem cynkowym, podobne rowki były odlewane od wewnątrz (w tego typie amunicji wręcz osłabiano konstrukcję skorupy, zamiast ją wzmacniać). W pociskach do dział 110-funtowych występowały również rowki biegnące wokół zewnętrznej strony podstawy i wewnętrznej krawędzi korpusu, to znaczy na powierzchniach podstawy i korpusu, które stykały się, aby przewód mógł wejść i uszczelnić złącze. Dodatkowo każda skorupa pocisku segmentowego posiadała cztery podłużne rowki we wnętrzu głowicy. Czoło pocisków segmentowych zazwyczaj było ostrzej zakończone niż w przypadku pocisków typu "common", natomiast jego długość zasadniczo przekraczała nieco 2 kalibry.

Pociski segmentowe do dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowe (110 pdr) RBL występowały wyłącznie w odmianach z przeznaczeniem do wykorzystania w służbie garnizonowej (fortecznej) lub w Royal Navy. Charakteryzowały się zastosowaniem gniazda zapalnika typu Moorsom (wycofanym w latach 60-tych XIX wieku), które poprzez odpowiedni adapter dostosowywano do tzw. standardu "G.S." (ang. "General Standard"), oraz wewnętrznym cylindrem na ładunek kruszący pokrytym czarnym (stopniowo wycofywanym) lub czerwonym lakierem (emalią) w celu przeciwdziałania przedwczesnej eksplozji w wyniku wymuszonej rotacji pocisku. Zapalniki stosowane do tych pocisków należały do odmian zapalników czasowych i udarowych różnych wersji. Były używane w zależności od rodzaju prowadzonego ognia - dla przykładu w przypadku żołnierzy ukrytych za drewnianymi lub cienkimi osłonami albo przeciwko drewnianym celom (statkom, okrętom) częściej wykorzystywano zapalnik udarowy Pettmana dla gniazda G.S., natomiast w przypadku celów na otwartej przestrzeni najlepiej sprawdzał się zapalnik udarowy bezpośredniego działania, np. typu "Fuze, Percussion, R.L. Mark II".

Wracając do samych pocisków segmentowych używanych w działach 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL, to przedstawione są one w poniższej tabeli. Należy pamiętać, że podane w tabeli gwinty mocowania zapalników zostały przystosowane w późniejszym okresie poprzez adaptery do standardu "G.S.".

Oznaczenie pocisku Data zatwierdzenia Długość Średnica podstawy Segmenty Średnia waga (pustego pocisku) Ładunek kruszący Rodzaj gwintu zapalnika Typ mocowania pokrycia Uwagi
(bez oznaczenia) 21.02.1861 14,23 in (361,44 mm) 7,0875 in (180,02 mm) 112 o wadze 3,36 oz (95,26 gr) każdy 97,94 lbs (44,424 kg) 50 oz (1,4175 kg) Moorsom Lut cynowy i rowki Czarny lakier
(bez oznaczenia) 30.12.1861 13,75 in (349,25 mm) 7,0875 in (180,02 mm) 112 o wadze 3,36 oz (95,26 gr) każdy 97,81 lbs (44,378 kg) 50 oz (1,4175 kg) Moorsom Rowki na obudowie Czarny lakier
Mark I 02.12.1861 14,48 in (367,79 mm) 7,0875 in (180,02 mm) 112 o wadze 3,36 oz (95,26 gr) każdy 98,61 lbs (44,727 kg) 50 oz (1,4175 kg) Moorsom Lut cynkowy Czerwony lakier

Kolejnym typem pocisków używanych w działach 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL, to pociski zwane w nomenklaturze brytyjskiej "common", czyli zwykłe, zasadą działania odpowiadające z definicji granatom. Miały tradycyjną budowę skorupy w której centrum znajdowała się komora prochowa różnych kształtów zawierająca ładunek kruszący, którym był gruboziarnisty czarny proch odmiany "L.G.". Generalnie używano ich przeciwko celom "stałym": budynkom, fortyfikacjom czy okrętom. W przypadku pocisków typu "common" do dział 110-funtowych były używane zarówno w służbie garnizonowej i fortecznej, jak i w Royal Navy. Pociski używane na lądzie były na ogół cięższe (patrz tabela), gdyż siły odrzutu działające na działa strzelające przy ich użyciu były trudne do zaakceptowania na pokładach okrętów. Z kolei na lądzie raczej unikano używania lżejszych (morskich) odmian pocisków typu "common" w połączeniu z działami 110-funtowymi w odmianie 72 cwt i ładunkiem miotającym o wadze 10 lbs (4,54 kg), gdyż taka kombinacja powodowała nieprawidłowe rozprowadzanie lubrykantu w trakcie wystrzału (zbijał się w grudki zamiast być rozprowadzony po całej lufie by ułatwić oczyszczenie lufy z pozostałości ołowianej powłoki pocisków). Pociski w zastosowaniach lądowych mogły być używane, podobnie jak opisywane wyżej pociski segmentowe, razem z zapalnikami dla gniazd "G.S.", w tym czasowymi zapalnikami systemu Boxera o opóźnieniu początkowo 9 lub 20, a później 15 sekund oraz zapalnikami udarowymi bezpośredniego działania Pettmana i "Fuze, Percussion, R.L. Mark II", natomiast w Royal Navy podobnie, ale z wyłączeniem tych ostatnich (zbyt wysoka czułość zapalników Mark II powodowała eksplozje pocisków nawet podczas zahaczenia o wodę, co niezbyt podobało się artylerzystom na okrętach). Jeżeli chodzi o zapalniki czasowe to używano ich raczej sporadycznie, jednak było to jak najbardziej możliwe. Pociski odmiany "common" znalazły się w użytkowaniu już od lutego 1861 r. jednak dopiero od 13 stycznia 1865 r. ujednolicono kształt czoła pocisku, wybierając kształt ostrołukowy o promieniu krzywizny wynoszącym około 1,5 kalibra. Dotyczyło to niemal wszystkich rodzajów armat, ale w szczególności pocisków do dział stosunkowo dużych kalibrów, m.in. opisywanych tutaj dział 110-funtowych. Wcześniejsze odmiany pocisków miały czoła zakończone w różny sposób, w tym w bardzo "ostrym" kształcie - badano w ten sposób właściwości aerodynamiczne i zdolności penetracyjne tak ukształtowanej amunicji. Wraz z ustabilizowaniem kształtu czoła pocisku, ujednolicono również jego średnią długość, która dla tej odmiany amunicji oscylowała w okolicach 2,5 kalibra.

W poniższej tabeli przedstawione są pociski odmiany "common" do dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL. Pierwsza dwójka charakteryzowała się podstawą pocisku wypiętrzoną na spodzie i z płaskim centrum, natomiast następna dwójka posiadała owalnie zakończoną podstawę skorupy pocisku. Cała ta czwórka nie posiadająca specjalnych oznaczeń należała do odmian używanych w służbie fortecznej i garnizonowej, Pociski odmian Mark I i Mark II były używane w służbie na morzu, były lżejsze i krótsze, co redukowało odrzut. Podstawa skorupy pocisku miała już płaski kształt, natomiast w najnowszym Mark II zastosowano już gwint pod zapalnik typu "G.S." oraz lakierowanie komory prochowej czerwonym lakierem, znacznie skuteczniejszym w zabezpieczeniu pocisku przed przypadkową eksplozją.

Oznaczenie pocisku Data zatwierdzenia Długość Średnia waga (pustego pocisku) Ładunek kruszący Rodzaj gwintu zapalnika Typ mocowania pokrycia Uwagi
(bez oznaczenia) 21.02.1861 18,73 in (475,74 mm) 95,88 lbs (43,49 kg) 122 oz (3,46 kg) Moorsom Lut cynowy i rowki Czarny lakier
(bez oznaczenia) 30.12.1861 18,75 in (476,25 mm) 97,94 lbs (44,42 kg) 122 oz (3,46 kg) Moorsom Rowki na obudowie Czarny lakier
(bez oznaczenia) 10.05.1862 18,53 in (470,66 mm) 98,13 lbs (44,51 kg) 122 oz (3,46 kg) Moorsom Lut cynkowy Czarny lakier
(bez oznaczenia) 26.03.1863 18,53 in (470,66 mm) 98,00 lbs (44,45 kg) 122 oz (3,46 kg) Moorsom Lut cynkowy Czarny lakier
Mark I 15.09.1865 15,80 in (401,32 mm) 83,00 lbs (37,65 kg) 104 oz (2,95 kg) Moorsom Lut cynkowy Czarny lakier
Mark II 11.05.1867 15,80 in (401,32 mm) 83,00 lbs (37,65 kg) 104 oz (2,95 kg) G.S. Lut cynkowy Czerwony lakier

Kolejnym rodzajem amunicji używanej w armatach 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL była amunicja rozpryskowa, nazywana w terminologii brytyjskiej mianem "shrapnel" (lub "Boxer shrapnel"). Generalnie zastosowanie tej amunicji z założenia było podobne jak pocisków segmentowych (głównie przeciwko sile żywej i nieopancerzonym celom), jednak pociski typu "shrapnel" miały inną budowę i rodzaj efektorów. O ile w początkowym okresie w tym typie dział nie zamierzano wprowadzać do użytku tego rodzaju amunicji, to jednak z biegiem czasu wdrożono co najmniej dwie odmiany amunicji typu "shrapnel". Wydrążony korus pocisku był wykonany z żeliwa, z lekko przymocowaną częścią czołową. Podobnie jak w przypadku opisywanych wyżej pocisków segmentowych i typu "common" powierzchnia skorupy pocisku była pokryta miękkim stopem ołowiu, co pomagało w nadaniu ruchu obrotowego podczas przejścia przez bruzdowanie lufy. Charakterystyczne dla tego typu amunicji w działach 110-funtowych było to, że pokrycie skorupy było nieco grubsze o 2,5 in (63,5 mm) wyżej ponad dnem skorupy niż w pociskach mniejszych kalibrów (tak samo były skonstruowane jedynie pociski do dział 64-funtowych RBL). Taka konstrukcja pocisku powodowała, że usadawiał się on płycej w przewodzie lufy podczas ładowania właśnie o te 2,5 in (63,5 mm), co zbliżało go do ładunku prochowego i powodowało, że pocisk miał większą energię podczas inicjacji ładunku miotającego i dodatkowo wzrastała pewność aktywowania zapalnika czasowego zamontowanego w tego typu amunicji. Skorupa pocisku była celowo osłabiona przez nacięcie sześciu rowków wewnątrz pocisku. Podstawa była uformowana w komorę ładunku kruszącego, która była lekko stożkowa (to znaczy że rozszerzała się w kierunku czoła pocisku, powodując wzrost średnicy o około 1 in (25,4 mm) w przypadku większych kalibrów i połowę tego przy mniejszych).

Nad wlotem komory prochowej spoczywał żelazny krążek lub "przepona" wsparta albo na kołnierzu umieszczonym na skorupie, albo na częściowych wypustkach, w zależności od rodzaju pocisku. Membrana posiadała centralnie umieszczony, gwintowany otwór, do którego wprowadzana była rurka wykonana z żelaza zgrzewnego, przy czym sama ta rurka była gwintowana u góry, aby można było do niej zamocować spłonkę wykonaną z brązu, która wspomagała zapalnik w przeniesieniu reakcji zapłonu do położonej niżej komory w której znajdował się ładunek kruszący. W wyłożonej papierem komorze wewnątrz skorupy umieszczało się efektory - kule wykonane ze stopu ołowiu i zalewało się je kalafonią (lub innym spoiwem, w zależności od wersji). Czoło pocisku wykonane było z drewna (zazwyczaj z wiązu) pokrytego cienką blachą, dawniej wykonywaną z żelaza zgrzewnego, a od lat 70. XIX wieku z żelaza Bessemera. Czoło pocisku było rozwiercone, a w powstałym otworze znajdowała się tuleja z brązu, stanowiąca gniazdo typu "G.S." dla zapalnika. Czoło pocisku było przymocowane do skorupy za pomocą niewielkich nitów (12 w pociskach dużych kalibrów, a 4 w mniejszych) oraz czterech stalowych kołków. W gnieździe "G.S." umieszczano zapalnik czasowy, w przypadku dział 110-funtowych były to opisywane już wyżej zapalniki Boxera "9 second B.L. Fuze", a wiec o maksymalnym opóźnieniu 9 sekund, w późniejszym okresie zapalniki "No. 43 Mark III" o opóźnieniu 15 sekund. Nie stosowano zapalników "20 second B.L. Fuze" z powodu większej długości tego zapalnika, która uniemożliwiała montaż w gnieździe. Zapalniki "5 second B.L. Fuze" były używane, jednak wyłącznie w mniejszych kalibrach. W ostatnich latach służby dział Armstronga RBL wprowadzono również nowoczesne zapalniki czasowe "Fuse, Time sensitive, Middle, No. 24, Mark I" o maksymalnym czasie nastawy wynoszącym ok. 15 sekund.

W poniższej tabeli przedstawione są dwie znane odmiany pocisków typu "shrapnel" dla dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL. Oba te rodzaje pocisków były produkowane przez zakłady Royal Laboratory. Ładunkiem kruszącym był czarny proch, początkowo w odmianie "F.G.", później "R.F.G.". Oba typy pocisków były używane wyłącznie na lądzie.

Oznaczenie pocisku Data zatwierdzenia Długość Średnia waga (pustego pocisku) Ładunek kruszący Rodzaj gwintu zapalnika Typ efektora Uwagi
(bez oznaczenia) 28.01.1867 16,10 in (408,74 mm) 96,00 lbs (43,55 kg) 8 oz (0,2267 kg) G.S. 360 kul o wadze 1,143 oz (32,4 gr) każda brak
(bez oznaczenia) 04.04.1868 16,10 in (408,74 mm) 97,00 lbs (44,00 kg) 8 oz (0,2267 kg) G.S. 305 kul o wadze 1,143 oz (32,4 gr) każda brak

Kolejnym rodzajem amunicji używanej w działach 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL były pociski pełne (ang. "solid shot"). Zewnętrznie te pociski bardzo przypominały opisywane wcześniej pociski segmentowe, jednakże różniły się długością. Amunicja ta wyróżniała się tym, że wewnątrz nie umieszczano ładunku kruszącego, zaś sam pocisk był w całości wykonany z żeliwa. Niektóre odmiany pocisków dla mniejszych kalibrów były wewnątrz wydrążone, tak aby uregulować wagę pocisku w stosunku do jego wymiarów, jednak w powstałej komorze nie umieszczano ładunku kruszącego - moc niszcząca pochodziła w ich wypadku wyłącznie z energii kinetycznej wygenerowanej przez uderzający w cel pocisk. Pociski tego typu miały kilka wad: duży ciężar, zdecydowanie największy spośród wszystkich klas amunicji używanych w działach Armstronga, co bez zmiany ładunku miotającego powodowało że osiągi zarówno dotyczące zasięgu jak i przebijalności w stosunku do odległości znacznie spadały w porównaniu chociażby do lżejszych pocisków typu "common" czy segmentowych. Dodatkowo pociski pełne dla dużych kalibrów były krótsze, aby utrzymać w rozsądnych granicach wagę całkowitą, co miało swoje konsekwencje w postaci innej charakterystyki balistycznej i innego zachowania tych pocisków podczas przejścia przez gwintowanie lufy. Amunicja typu pełnego dla dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL pod względem zdolności penetracji na krótkich i średnich dystansach z pewnością przeważała nad innymi rodzajami pocisków, jednak różnice ostatecznie nie okazały się decydujące. Kiedy po serii eksperymentów i danych pochodzących z użycia ćwiczebnego i bojowego okazało się że osiągi dotyczące przebijalności są wystarczające przy użyciu amunicji segmentowej i "common" rozpoczęto najpierw przekierowanie pełnych pocisków do celów szkoleniowych (za czym przemawiał zdecydowanie niższy koszt ich wytworzenia), a od 20 stycznia 1865 r. zostały one całkowicie wycofane z użycia i skierowane do recyklingu.

W poniższej tabeli są wyszczególnione pociski typu pełnego (ang. "solid shot") używane w zarówno w służbie garnizonowej i fortecznej jak i w Royal Navy. Pierwsze trzy odmiany pocisków pełnych były określane ogólnikowo jako pociski 100-funtowe, gdyż nie miały one oficjalnego oznaczenia przydzielonego przez Royal Laboratory. Ich waga wahała się w zakresie podanym w tabeli, charakteryzowały się niemal półkolistym kształtem powierzchni czoła pocisków oraz płaskim dnem i różnice między nimi sprowadzały się generalnie wyłącznie do sposobu przytwierdzenia ołowianego pokrycia do skorupy pocisków. Ostatni z pocisków wymieniony w tabeli należał do kategorii pośredniej pomiędzy pociskiem pełnym a typem "common", w nazewnictwie angielskim pociski tej klasy nazywano początkowo "battering shell", a później "hollow shot". Był to zasadniczo wydrążony pocisk pełny z komorą na ładunek kruszący w postaci czarnego prochu. Od pocisku typu "common" odróżniała go mniejsza waga zarówno ładunku kruszącego jak i samego pocisku oraz wymiary skorupy. W czubie pocisku znajdowało się gniazdo typu "G.S." w które wkręcano opisywany wyżej zapalnik udarowy "Pettman Percussion Fuze, G.S.". Samo czoło pocisku miało kształt stożkowy i płaskie dno. Ta odmiana amunicji została wycofana z użytkowania już na początku lat 70. XIX wieku.

Oznaczenie pocisku Data zatwierdzenia Długość Średnia waga (pustego pocisku) Ładunek kruszący Rodzaj gwintu zapalnika Typ mocowania pokrycia Uwagi
"100-pr" 16.08.1861 12,30 in (312,42 mm) 1736 oz - 1770 oz (49,22 kg - 50,18 kg) brak brak Lut cynowy i rowki brak
"100-pr" 30.12.1861 12,30 in (312,42 mm) 1736 oz - 1770 oz (49,22 kg - 50,18 kg) brak brak Rowki na obudowie brak
"100-pr" 02.12.1861 12,30 in (312,42 mm) 1736 oz - 1770 oz (49,22 kg - 50,18 kg) brak brak Lut cynkowy brak
(bez oznaczenia) 30.05.1865 12,50 in (317,50 mm) 1408 oz (39,92 kg) 44 oz (1,25 kg) G.S. Lut cynkowy Czerwony lakier

Kolejnym rodzajem amunicji dla dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL były puszkowe pociski rozpryskowe, w polskim nazewnictwie zwane kartaczami, natomiast w angielskim "case shot". Była to amunicja stosowana przeciwko sile żywej i nieopancerzonym celom, jednak w przeciwieństwie do pocisków segmentowych czy "shrapnel", w których działanie efektorów następowało dopiero w pewnej, założonej wcześniej odległości od wylotu lufy (po aktywowaniu zapalnika i rozerwania skorupy pocisku przez wewnętrzny ładunek kruszący), w pociskach klasy "case shot" efektory tworzyły stożek rażenia niemal tuż za wylotem lufy. O ile w działach gładkolufowych, zwłaszcza używanych w warunkach polowych przez siły lądowe był to bardzo popularny i śmiertelnie skuteczny na małych dystansach rodzaj amunicji, w Wielkiej Brytanii dopiero w 1863 r. rozpoczęto prace nad amunicją tego typu dla dział gwintowanych (zarówno odprzodowych jak i ładowanych odtylcowo). Zostały one zapoczątkowane przez porucznika (ang. lieutenant) R.A. Reevesa, który zwrócił uwagę, że w używanych pociskach segmentowych i "shrapnel" nawet ustawienie zapalnika czasowego na "0" nie powodowało rozerwania pocisku tuż za wylotem lufy, a dopiero po przebyciu jakiegoś dystansu.

Jednakże zaprojektowanie kartacza dla dział gwintowanych nie było tak proste jak dla dział gładkolufowych. W przypadku dział niegwintowanych wystarczyło jedynie umieścić efektory wraz z dodatkowym wypełniaczem w pojemniku wystarczająco mocnym, aby nie rozpadł się pod wpływem działania gazów prochowych jeszcze w przewodzie lufy, a jednocześnie na tyle słabym aby rozpaść się i uwolnić efektory dopiero tuż za wylotem. Aby zabezpieczyć się przed rozpadnięciem kartacza w przewodzie lufy w działach gładkolufowych stosowano drewniane krążki jako podstawy pocisku. W przypadku dział gwintowanych zaprojektowanie kartacza wymagało przezwyciężenia kilku problemów. Pierwszym było takie zbudowanie korpusu pocisku aby zapobiec jego obracaniu się w lufie. Efektory po opuszczeniu lufy miałyby zbyt wielki rozrzut wynikający z dodatkowego działania siły odśrodkowej, a przez to niewielki zasięg, a tego należało uniknąć. Paradoksalnie w tym wypadku musiano tak zbudować kartacz, aby zachowywał się nie jak w broni gwintowanej, a gładkolufowej. Drugim warunkiem była taka konstrukcja pocisku, aby zapobiec rozpadowy wewnątrz przewodu lufy i poprzez to ochronienie wrażliwego na uszkodzenia gwintowania, jednocześnie musiała ona być na tyle słaba, aby rozpaść się po opuszczeniu lufy i uwolnić efektory. Wymagało to pewnego kompromisu i znalezienia złotego środka w procesie projektowania i konstrukcji kartaczy dla dział gwintowanych, tym bardziej, że dochodziła jeszcze sprawa przechowywania i transportu.

Najwcześniejsze wersje pocisków typu kartacz zaprojektowanych przez Lieut. Reevesa zaprezentowane do zatwierdzenia przez Ordnance Committee zakładały użycie niewielkich kul, o zmiennym ciężarze poczynając od kul 1 oz (28,4 gr) dla amunicji do dział polowych, 2 oz (56,7 gr) dla dział 20-funtowych i 40-funtowych (w obu tych przypadkach kule były wykonane ze stopu ołowiu) oraz do 4 oz (113 gr) dla większych kalibrów (w ich przypadku kule były wykonane z żelaza - tzw. "sand shot"), umieszczonych w metalowej puszce. Inną wersją zaprezentowaną do zatwierdzenia było umieszczenie efektorów na drewnianych (najczęściej wykonanych z jaworu) dyskach, osłabionych poprzez nacięcia na obwodzie i ułożonych warstwami w metalowym pojemniku. Sama skorupa była wykonana z ocynkowanego żelaza i miała przylutowane do podstawy kołki, które miały zatrzymać pocisk we właściwym położeniu podczas załadowywania działa. Po wstępnej ocenie przez Ordnance Committee zaakceptowano propozycje wykorzystującą drewniane krążki, jednakże ze zmianą efektorów na znacznie większe niż zaproponował Reeves, który zawsze utrzymywał, że niewielkie kule "sand shot" i kule muszkietowe, umieszczone luzem w puszce, są znacznie skuteczniejsze niż duże, zarówno przeciwko żołnierzom, jak i drewnianym celom (budynkom i okrętom) na krótkim dystansie (do 50 yd (46 m)), podczas gdy na dalszych zasięgach lepsze wyniki osiąga się stosując pociski typu "shrapnel". Lieut. Reeves rekomendował używanie kartaczy w formie tzw. "buck shot" czyli śrutowej, gdzie niedużej wielkości efektory były wymieszane z wypełniaczem w postaci kalafonii lub trocin drewnianych z ewentualnym zastosowaniem wzdłużnych przegród wykonanych z drewna.

W opozycji do propozycji Lieut. Reevesa był General Boxer, ówczesny Nadinspektor (Superintendent) Royal Laboratory, który zaproponował podobne rozwiązanie, jednakże z wykorzystaniem wewnętrznych komór umieszczonych w skorupie pocisku wykonanych z cienkiej blachy, które zawierały efektory umieszczone w wypełniaczu z pyłu węglowego. General Boxer, podobnie jak Reeves był przekonany, że użycie zbyt dużych efektorów stoi w sprzeczności z zasadniczym celem użycia tego rodzaju amunicji. W trakcie testów wykonanych pod nadzorem pana Whitworth'a na poligonie należącym do Armstrong Whitworth wykazano, że efektory o wadze 6 oz (170,1 gr) wystrzelone z działa 7-calowego (niestety nie wyszczególniono czy odprzodowego, czy odtylcowego) penetrowały na odległości 200 yd (183 m) drewniany, wykonany z teku cel na grubość 6-7 in (152 - 178 mm). General Boxer sugerował, że taki rezultat gwarantuje wystarczającą skuteczność przeciwko kadłubom okrętów i ich załogom, dodatkowo efektory o mniejszej wadze były liczniejsze niż zaproponowane przez Ordnance Committee kule o wadze 16 oz (454 gr). Generalnie rozmaite warianty efektorów i wypełniaczy pocisków "case shot" dla dział gwintowanych były testowane i wchodziły do użycia na stosunkowo krótki okres, będąc zastępowanym przez kolejne, bardziej dopracowane wersje. Jednakże jedną z najważniejszych cech tej amunicji było to, że mogły być one używane zarówno w działach ładowanych odprzodowo jak i odtylcowo tego samego kalibru, gdyż ich średnica była zawsze nieco mniejsza niż średnica przewodu lufy - dla dział o kalibrze 7 in (177,8 mm) średnica amunicji "case shot" wynosiła 6,89 in (175 mm) i nie wymagały dopasowania do gwintowania.

Poniżej prezentowane są warianty pocisków typu "case shot" dla dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL. Odmiana Mark I (przedstawiona na ilustracji nieco wyżej) została zbudowana na podstawie pierwotnego projektu Lieut. Reevesa (ze zmianami wymaganymi przez Ordnance Committee) i została wprowadzona na szybko, aby zaspokoić pilne potrzeby zarówno w zakresie amunicji do dział gwintowanych ładowanych odprzodowo jak i odtylcowo. Skorupa byłą wykonana z cienkiej blachy żelaznej z trzema kołkami przylutowanymi przy jednym z końców, na którym zamocowany był też uchwyt ułatwiający ładowanie i przenoszenie pocisku. W przypadku dział ładowanych odtylcowo ładowano pocisk uchwytem do tyłu, natomiast w przypadku ładowania armat odprzodowych uchwyt znajdował się od strony wylotu lufy. Kule efektorów były wykonane z żelaza (tzw. "sand shot"). Poszczególne kule o wadze 16 oz (453,6 gr) były układane warstwami na łącznie 12 krążkach drewnianych, ponacinanych na obwodzie. Wypełnienie w tym akurat przypadku stanowił pył węglowy. Wersja Mark II została wykonana w oparciu o wytyczne Royal Laboratory. Budowa wewnętrzna była podobna, jednakże wszystkie elementy były wykonane z blachy żelaznej. Oprócz 112 kul o wadze 6 oz (170,1 gr) każda, w segmentach pocisku znajdowały się 23 mieszane, metalowe kule muszkietowe oraz 22 mieszane kule pistoletowe. Wszystkie efektory były zanurzone w wypełniaczu w postaci pyłu węglowego. Wersja Mark III charakteryzowała się budową wewnętrzną podobną do odmiany Mark II, jednak blacha użyta do wewnętrznych segmentów była cieńsza. Efektorami były 74 wykonane z żelaza kule o maksymalnej wadze 8 oz (226,8 gr) każda. Nie wszystkie były dokładnie tej samej wielkości, ich łączna waga wynosiła 581 oz (16,47 kg), co nie stanowi wielokrotności 8 oz. Ciężar wypełniacza w postaci pyłu węglowego wynosił 73 oz (2,07 kg), natomiast waga samej skorupy wraz z wewnętrznymi segmentami wynosiła 418 oz (11,85 kg). Odmiana Mark IV budową była niemal identyczna jak wersja Mark III, różniła się ilością efektorów oraz wypełnieniem, które w tym przypadku było postaci mieszaniny gliny i piasku. Ostatnia, widoczna na ilustracji obok najnowsza wersja charakteryzowała się brakiem wewnętrznych segmentów co spowodowało niewielki spadek ciężaru pocisku. Różniła się też ilością efektorów. Wypełnienie składało się z mieszaniny piasku i gliny, podobnie jak w odmianie Mark IV. Zamiast przylutowanych kołków ta wersja posiadała niewielkie segmenty pierścieni, przylutowane 3,5 in (88,9 mm) od podstawy skorupy. Podobnie jak i kołki nie miały one za zadanie nadania ruchu obrotowego pociskowi, lecz wyznaczały dystans nie pozwalający na zbyt głębokie wepchnięcie pocisku do przewodu lufy. W przypadku pocisków Mark V ładowanie następowało rękojeścią transportową w kierunku wylotu lufy, zarówno w działach ładowanych odprzodowo jak i odtylcowo. Wszystkie pociski wymienione w tabeli poniżej mogły być używane zarówno w służbie garnizonowej i fortecznej, jak i w Marynarce Wojennej.

Oznaczenie pocisku Data zatwierdzenia Długość Średnia waga Średnica korpusu Średnica maksymalna (z kołkami) Typ efektora (śr. waga) Średnia waga efektorów Ilość kołków
Mark I 29.06.1866 22,00 in (558,8 mm) (+/- 1 in) 1632 oz (46,28 kg) (+/- 24 oz) 6,89 in (175 mm) (+/- 0,03 in) 7,097 in (180,26 mm) (+/- 0,03 in) 87 kul o śr. wadze 16 oz (453,6 gr) każda 1392 oz (39,46 kg) 3
Mark II 21.11.1866 10,40 in (264,16 mm) (+/- 1 in) 1072 oz (30,39 kg) (+/- 24 oz) 6,89 in (175 mm) (+/- 0,03 in) 7,097 in (180,26 mm) (+/- 0,03 in) 112 kul o śr. wadze 6 oz (170,1 gr) każda brak danych 3
Mark III 24.03.1868 10,25 in (260,35 mm) (+/- 1 in) 1072 oz (30,39 kg) (+/- 24 oz) 6,89 in (175 mm) (+/- 0,03 in) 7,097 in (180,26 mm) (+/- 0,03 in) 74 kule o śr. wadze 8 oz (226,8 gr) każda 581 oz (16,47 kg) 3
Mark IV 25.01.1872 10,25 in (260,35 mm) (+/- 1 in) 1104 oz (31,30 kg) (+/- 40 oz) 6,89 in (175 mm) (+/- 0,03 in) 7,097 in (180,26 mm) (+/- 0,03 in) 70 kule o śr. wadze 8 oz (226,8 gr) każda 560 oz (15,88 kg) 3
Mark V 13.03.1876 10,25 in (260,35 mm) (+/- 1 in) 1090,5 oz (30,92 kg) (+/- 40 oz) 6,89 in (175 mm) (+/- 0,03 in) 7,11 in (180,59 mm) (+/- 0,03 in) 71 kul o śr. wadze 8 oz (226,8 gr) każda 568 oz (16,10 kg) 3

Oprócz przedstawionego wyżej zakresu amunicji bojowej występowała również amunicja ćwiczebna. Dla dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL została ona zatwierdzona 3 stycznia 1863 r. w postaci opisywanych wyżej pełnych pocisków "solid shot", jednak dla oszczędności z niewielkim tylko odcinkiem pokrycia ołowianego. W późniejszym okresie używano również zwykłych, pełnopłaszczowych pocisków "solid shot", w okresie kiedy były one powoli wycofywane z użycia. Ostatecznie, decyzją z 12 lutego 1869 r. pociski ćwiczebne zostały w całości wycofane z użycia. Ich miejsce podczas ćwiczeń zastąpiły pociski "common shell" ze starszych partii, z których usunięto większość zewnętrznego płaszcza ołowianego.

Amunicja - zapalniki

Jeżeli chodzi o zapalniki czasowe to wykorzystywano tzw. zapalniki systemu Boxera o opóźnieniu 9 lub 20 sekund, a w ostatnich latach użytkowania pojawiły się również zapalniki 15-sekundowe. W budowie były one bardzo podobne do zapalników czasowych dla armat ładowanych odprzodowo, jednakże z racji odmiennej budowy armat ładowanych odtylcowo (płomień z ładunku miotającego nie miał szans dotrzeć do umieszczonego na szczycie zapalnika, z powodu bardzo ścisłego usadowienia pocisku w lufie), różniły się od nich budową części czołowej, która zawierała bezwładnościowy element inicjujący zapłon. Detonator składał się z cylindra z brązu, który był wkręcony w głowicę zapalnika. Ten cylinder zawierał kurek (młoteczek) wsparty na miedzianym drucie, poniżej młotka znajdowało się wgłębienie w cylindrze zawierające kompozycję detonującą (zazwyczaj w latach 60-tych i 70-tych XIX wieku stosowano mieszankę składającą się z 6 części chloranu potasu, 4 części piorunianu rtęci oraz 4 części siarczku antymonu). W cylindrze znajdował się otwór w celu przejścia ognia do mieszanki prochowej poniżej. Kurek podtrzymywany był również zawleczką, którą usuwało się za pomocą taśmy tuż przed umieszczeniem pocisku w armacie. W zapalniku istniały dwa (w przypadku zapalnika 20-sekundowego) lub trzy otwory wylotowe (jeden pokazany na rysunku obok w przekroju), aby umożliwić ucieczkę gazu. Otwory te były chronione cienkimi miedzianymi krążkami i zatyczkami z papieru, które były wypychane przez gaz, gdy następowało zainicjowanie zapalnika. Widoczne na powierzchni zapalnika boczne otwory pozwalały na wbicie do środka specjalnego przebijacza, który robił otwór, który łączył wewnętrzny kanał zapłonnika z kanałem prochowym. Im bliżej dna ten łącznik był wbity w zapalnik tym później następowała eksplozja, gdyż zapłonnik spalał się w ściśle obliczonym, jednostajnym tempie (dla zobrazowania: 2 cali długości tej mieszanki w tego typu zapalniku spalało się ok. 10 sekund). Zapłon był inicjowany przez bezwładność młoteczka, który po wystrzale z działa ścinał miedziany drut i spadał na zapłonnik doprowadzając do jego zapłonu.

Tak jak wspomniano wyżej w przypadku dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL początkowo używano wyłącznie zapalników o opóźnieniu 9 i 20 sekund. Zapalnik czasowy "9 second B.L. Fuze", miał kanał zapłonnika o długości właśnie 2 cali, jednakże mimo że w stanie spoczynku zapalnik wypalał się w 10 sekund to jednak dla uwzględnienia czasami bardzo ciężkich pocisków w których był on używany został on dopasowany do ich nieco innej charakterystyki balistycznej. Był on używany w działach ładowanych odtylcowo (nie tylko w opisywanych właśnie działach 7-calowych) w pociskach segmentowych, "common" oraz w szrapnelach (wyposażonych w gwint zapalnika typu "G.S." lub zmodernizowanych adapterem gwintach typu Moorsom) zarówno w służbie fortecznej jak i na morzu. Zapalnik "20 second B.L. Fuze" był identyczny w budowie, jednak miał kanał zapłonnikowy o długości 4 cali, co wydłużało spalanie w stanie spoczynku do 20 sekund. Był używany na długich dystansach w pociskach segmentowych i "common", natomiast nie stosowało się go zasadniczo w szrapnelach. W latach 80. XIX wieku zaczęto stosować uniwersalne czasowe zapalniki "No. 43 Mark III" (jak na rysunku obok), które budową nie odbiegały zasadniczo od opisywanych wyżej starszych odmian. Były jednak skonstruowane tak, aby można było ich używać w szeregu dział używających pocisków z gwintem zapalnika "G.S.", tak więc mieszanka inicjująca była wyskalowana w znacznie szerszym, dokładniejszym zakresie, obejmującym inne parametry armat odtylcowych (określanych skrótem BL), które pojawiły się pod koniec wieku. Te zapalniki posiadały aż sześć kanałów dla gazów wylotowych i sześć odpowiadających im podziałek (od 30 do 0) widocznych na rysunku. Maksymalny czas inicjacji (przy ustawieniu 30) odpowiadał w przybliżeniu 15 sekundom.

Jednak Royal Navy, która zazwyczaj wykorzystywała zapalniki Boxera tylko do szrapneli, dla granatów wystrzeliwanych ze swoich gwintowanych dział odtylcowych Armstronga zastosowała specjalny czasowy zapalnik Armstronga. Miał on korpus i ruchomy kołnierz (dający się obracać wokół szyi korpusu) wykonane ze spiżu, zaciskane specjalną nakrętką. Mieszanka pirotechniczna była zaprasowana w biegnący wokół zapalnika rowek (znajdujący się blisko zewnętrznej części korpusu), tworząc otwarty od góry pierścień. Paliła się z prędkością cala na 2 sekundy. Na zewnętrznym pierścieniu korpusu (ponad gwintem do wkręcania w granat) nanoszono skalę oddającą nastawioną długość ścieżki pirotechnicznej w calach i dziesiątych częściach cala. Istniały różne wersje zapalnika, z których najczęściej występowały dwie odmiany. 

Bezwładnik w jednej wersji był bijnikiem z iglicą, zaś spłonkę osadzano nieruchomo w korpusie w pobliżu iglicy. Do podtrzymywania bezwładnika służył cienki drut. Otwartą powierzchnię pierścienia mieszanki pokrywano cienkim papierem. Na całość przychodził od góry ruchomy kołnierz spiżowy. Podczas wystrzału siła bezwładności działająca na bijnik ścinała drut podtrzymujący. W rezultacie bijnik z iglicą przesuwał się w kierunku spłonki i powodował jej detonację. Z cylindra, w którym znajdowała się spłonka, płomień od niej przeskakiwał otworami do okrężnego rowka (w kształcie torusa) w kołnierzu, a stąd skośnym kanałem doprowadzającym do ścieżki pirotechnicznej. Kiedy ta ostatnia spaliła się przez nastawiony czas (mechanizm nastawy omówię na końcu), płomień przechodził kolejnym skośnym kanałem (tym razem w korpusie) – wypełnionym miałkim prochem - w dół, do centralnego kanału walcowego w osi zapalnika. Kanał ten, o dużej średnicy, również zawierający proch strzelniczy, działał jako wzmacniacz prochowy i prowadził do wnętrza granatu, do ładunku rozrywającego.

W innej wersji bezwładnik miał formę obsady spłonki; podtrzymywała go mosiężna miseczka i wypełniał proch drobnoziarnisty. Nieruchoma iglica znajdowała się w bezpośredniej bliskości spłonki. Kanał, którym ogień ze spłonki w bezwładniku przechodził do pierścienia mieszanki pirotechnicznej, miał skrętkę z lontu szybkopalnego, aby działała jako przekaźnik płomienia (łącznik pirotechniczny). Otwartą powierzchnię pierścienia mieszanki pokrywano skórzaną podkładką. Jak w poprzedniej wersji na całość przychodził od góry ruchomy kołnierz spiżowy. Po jednej stronie kołnierza kanał wypełniony miałkim prochem łączył się z rowkiem biegnącym wokół szyi zapalnika, który to rowek również zawierał miałki proch i prowadził do komory wybuchowej wypełnionej takim samym prochem (wzmacniacza prochowego), prowadzącej z kolei do wnętrza granatu. Podczas wystrzału następowało skruszenie mosiężnej miseczki, bezwładnik (obsada spłonki) uderzał w iglicę, która powodowała wybuch mieszanki detonującej, a płomienie zapalały pierścień mieszanki pirotechnicznej. Spalała się ona wokoło zanim doszła do kanału łączącego z rowkiem wokół szyi, gdzie zapalała miałki proch. W tym momencie płomień był natychmiast przekazywany do wzmacniacza prochowego i stąd do ładunku rozrywającego granatu. W tej wersji, kilkanaście lat późniejszej i technicznie bardziej zaawansowanej, zmieniono kształt zewnętrznej powierzchni kołnierza, aby dawało się go łatwiej obracać, oraz zmodyfikowano płaszczyznę styku nakrętki z kołnierzem, by zacisk był lepszy a przez to unieruchomienie kołnierza w wybranej pozycji – pewniejsze.

W obu opisanych odmianach nastawa długości ścieżki pirotechnicznej, czyli czasu palenia się zapalnika czasowego, przebiegała bardzo podobnie. Pierścieniowa ścieżka w rowku na obwodzie korpusu (na górnym czole pierścienia ze skalą) była w jednym miejscu przerwana przez metal. Paląc się w tym kierunku nie inicjowała niczego i nigdzie nie przekazywała płomienia. Obracając ruchomy kołnierz, ustawiając go na skali (grot strzałki na zewnątrz kołnierza wskazywał na określony punkt skali biegnącej wokół korpusu zapalnika) i zaciskając nakrętką, ustalało się natomiast długość ścieżki pirotechnicznej palącej się w drugą stronę. W pierwszej wersji wyznaczało to bowiem punkt przyłożenia (poprzez skośny kanał w kołnierzu) płomienia przeskakującego w dół od spłonki, czyli miejsce zapalenia ścieżki, która paliła się aż do przekazania płomienia w dół przez skośny kanał w korpusie. W drugiej wersji takie postępowanie wyznaczało miejsce końca palenia się ścieżki, która przez kanał w kołnierzu przekazywała płomień w górę do pierścienia prochowego wokół szyi korpusu i stąd w dół do granatu.

W ostatnim okresie użytkowania dział 7-calowych Armstronga RBL wprowadzono do użytku nowoczesny zapalnik czasowy "Fuse, Time sensitive, Middle, No. 24, Mark I". Był to zapalnik mechaniczny, o sporym stopniu skomplikowania ale równocześnie o sporym zakresie uniwersalności oraz przede wszystkim niezawodności. Przedstawiony na rysunku po prawej stronie zapalnik posiadał skalę na śrubie, którą obracano za pomocą uniwersalnego klucza do zapalników (ang. "Key, fuze, universal"). Najpierw luzowano zakrętkę kontrującą znajdującą się na szczycie zapalnika, potem za pomocą klucza obracano kopułą i pierścieniem, aż do momentu gdy wymagana podziałka na kołnierzu pokrywała się z grotem strzałki bazowej na korpusie zapalnika, a następnie dociskano zakrętkę, która jednocześnie zamykała umieszczony na obwodzie pierścienia kanał prochowy zapłonnika i odcinała go na odpowiedniej długości, tak aby czas spalenia dozowanego w ten sposób prochu odpowiadał założonemu czasowi inicjacji zapalnika. Pierścień był wyskalowany do 30, a maksymalny czas na który można było ustawić ten rodzaj zapalnika wynosił od 14,6 s do 15,8 s. Waga całego zapalnika wynosiła 1 lbs 4 oz (567 gr). Zasada działania polegała na tym, że po wkręceniu do gniazda pocisku, zluzowaniu zawleczek zabezpieczających, ustawieniu wymaganego opóźnienia oraz odpaleniu działa, siła odśrodkowa powodowała przemieszczenie na zewnątrz kulistej spłonki, która uderzała w igłę i ulegała zapaleniu, wraz ze znajdującym się poniżej zapłonnikiem. Zapłon spłonki przenosił się na umieszczony na pierścieniu zapłonnik czasowy który po wypaleniu się inicjował umieszczony centralnie główny ładunek powodujący zapalenie ładunku kruszącego w pocisku.

Oprócz zapalników czasowych stosowano również zapalniki działające przy uderzeniu. W przypadku dział Armstronga używano w początkowym okresie zapalników udarowych Moorsoma, zaadaptowanych z pocisków do dział gładkolufowych. Wynaleziony w 1850 r. zapalnik został nazwany "pierwszym satysfakcjonującym, metalowym zapalnikiem uderzeniowym dla marynarki brytyjskiej”. Skonstruował go William Moorsom, oficer Royal Navy. Zapalnik miał spiżowy korpus w kształcie walca - górnego o większej średnicy i dolnego, ze stożkowym przejściem między nimi - całość mierzyła około 102 mm (4 in). Walec górny, o średnicy 30 mm (1,2 in), miał u góry niski talerz głowicy o jeszcze większej średnicy. W tym talerzu wiercono najpierw dwa, potem cztery płytkie otwory - służyły do wkręcania i wykręcania całości z granatu specjalnym kluczem. W korpusie zapalnika poniżej tego gwintu wiercono poprzecznie dwa owalne otwory, leżące względem siebie pod kątem prostym, a w nich zawieszano dwa z grubsza cylindryczne bijniki (bezwładniki) spiżowe, z małymi występami czyli grotami, które znajdowały się blisko spłonek, umieszczonych po obu końcach. Bezwładniki te były zawieszone i unieruchomione przy górnych ściankach owalnych otworów za pomocą cienkich, miedzianych drutów. Wstrząs od wystrzału ścinał druty i uwalniał bezwładniki. U podstawy zapalnika znajdował się długi otwór pionowy, cylindryczny, zwężony u góry, aby utrzymywać spłonkę, natomiast poziomo wykonany był otwór ogniowy, w pobliżu tego zwężenia. Mały, cylindryczny bezwładnik spiżowy zawieszano poniżej zwężenia za pomocą miedzianego drutu i wspierano u podstawy na ołowianym słupku (pełnił rolę swoistego amortyzatora). Drut zabezpieczający, też z czystej miedzi, biegł w poprzek górnej powierzchni tego bezwładnika (ten drut usuwano przed załadowaniem pocisku do działa). Działanie było dużo prostsze niż budowa - wstrząs przy wystrzale ścinał wszystkie druty podwieszeniowe i uwalniał bezwładniki. Gdy granat uderzał w cel, przynajmniej jeden bijnik znajdował się w takiej pozycji, że siła bezwładności pchała go na którąś z jego spłonek. Tylko pozycja dokładnie dnem zapalnika do przodu tego nie zapewniała. Spłonka detonując przekazywała płomień przez swój otwór ogniowy do pocisku, w ten sposób doprowadzając do wybuchu ładunku rozrywającego. Brytyjczycy bardzo chwalili zapalnik Moorsoma, wprowadzony do użytku w lipcu 1851, i równocześnie mocno eksponowali jego niedostatki. Było z nim - przynajmniej początkowo - sporo kłopotów. Głownie dlatego, że dosyć często okazywało się, że nie po prostu nie działał. Zapalników Moorsoma używano w marynarce brytyjskiej do maja 1865 r., chociaż stały się przestarzałe już w 1862 (tym niemniej zasadę podwieszania na drutach zachowano prawie do końca XIX w.).

O ile jednak zapalnik Moorsoma był tylko tymczasową adaptacją istniejącego projektu do nowo wprowadzanych do służby dział, biuro konstrukcyjne Armstronga samo zajęło się zaprojektowaniem nie tylko pocisków ale i zapalników do swoich armat. Po serii testów, w 1861 roku wdrożono zarówno w wojskach lądowych jak i w Royal Navy uderzeniowy zapalnik słupkowy Armstronga ("Armstrong Pillar Fuze"), przeznaczony specjalnie do pocisków wystrzeliwanych z gwintowanych dział odtylcowych. Składał się z korpusu z miękkiego brązu zamkniętego na szczycie przez pokrywkę z wgłębieniem. Wewnątrz znajdował się cylinder z miękkiego brązu, ze spłonką na szczycie. Bezwładnik ten utrzymywany był na swoim miejscu przez "bezpiecznik" z metalu (grubą tulejkę nie pozwalającą bezwładnikowi posunąć się do góry, czyli do przodu, gdyż zaczepiał o jej krawędź drobnymi występami, które zwano piórami) oraz "regulator" wokół szyi, czyli cienką miseczkę utrzymującą czubek bezwładnika (ze spłonką) z dala od pokrywki. Podczas wystrzału "bezpiecznik" (tulejka z białego metalu), który siła bezwładności pchała do tyłu, ścinał trzy "pióra" (występy) bezwładnika i zakleszczał się w powiększonej części blisko dna zapalnika, przez co "słupek" (bezwładnik ze spłonką) był odtąd podtrzymywany tylko "regulatorem" (miseczką czołową), który kruszył się od wstrząsu przy zderzeniu granatu z każdym ciałem twardszym od wody; bezwładnik powodował wtedy detonację spłonki i w ten sposób odpalał granat. Zapalnik ten występował w kilku, niezależnych od rodzaju działa odmianach (mogły być używane w wielu kalibrach bez modyfikacji). W przypadku dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL wykorzystywano w latach 1861 - 1869 zapalniki odmian "Fuze, pillar, R.L. 79P", "Fuze, pillar, R.L. 98M" i ""Fuze, pillar, E.O.C.P". Różniły się one nieznacznie budową i posadowieniem (średnicą gniazda), jednakże zasada działania pozostawała ta sama. Ich wadą była niska skuteczność przy prędkości pocisków przy uderzeniu poniżej 274 m /s (900 ft/s), a także zbyt duża podatność na przedwczesną eksplozję w przypadku dział o stosunkowo dużym ładunku prochowym (jak właśnie 110-funtówki, w działach o mniejszych kalibrach ten problem nie występował). 

Kolejnym zapalnikiem używanym w pociskach dla dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL był zapalnik udarowy (uderzeniowy) Pettmana (pełna nazwa "Pettman Percussion Fuze, G.S.") był wyjątkowo uniwersalnym zapalnikiem uderzeniowym. Przyjęto go do użytku w brytyjskiej artylerii lądowej (L.S. = Land Service) 30.10.1861, a w marynarce brytyjskiej 2.08.1862 (S.S. = Sea Service). Od 19.05.1866 r. wykorzystywano zapalniki w wersji "Pettman Percussion Fuze, G.S.", stosując je w działach kalibru do 7 cali, zarówno odprzodowych, jak odtylcowych, gwintowanych i gładkolufowych. Używano go zarówno w pociskach segmentowych jak i w pociskach typu "common" oraz w szrapnelach (w specyficznych sytuacjach). Ten zapalnik został specjalnie zaprojektowany tak, aby działał przy solidnym uderzeniu - nie powodował wybuchu pocisku przechodzącego przez falę, ale detonował pocisk uderzający w drewnianą burtę okrętu. Nie miał opóźnienia czasowego, a do jego aktywowania wymagane było całkiem solidne uderzenie - szczególnie popularny był w Royal Navy, używany podczas ostrzeliwania fortyfikacji nabrzeżnych lub celów na brzegu, gdyż nawet jeżeli wystrzelony pocisk zrykoszetował o powierzchnię wody to nie powodowało to jego przedwczesnej detonacji. Amunicja uzbrojona w ten typ zapalnika była również używana do określania (zgrubnego) czasu dolotu, gdyż po obraniu celu lub obszaru ziemi w pobliżu oraz zmierzenia czasu od wystrzału do eksplozji można było określić nastawy dla kolejnych, już wyposażonych w zapalniki czasowe pocisków odłamkowych. Zapalniki tego typu były pakowane po pięć w cynowych cylindrach i wkręcane do pocisków tuż przed załadowaniem do lufy.

Te trzy wersje (L.S., S.S. i G.S.) działały oczywiście na podstawie tej samej idei, ale dość mocno różniły się konstrukcyjnie. Idea polegała na oblepieniu mieszanką detonującą małej kulki i umieszczeniu jej we w miarę kulistej przestrzeni. Bez względu na pozycję pocisku i zapalnika przy uderzeniu w cel, siła bezwładności miotała kulką na jakiś fragment komory, wywołując detonację. Gwintowany na zewnątrz na całej długości pod kołnierzem (wersja L.S.) lub na 3/4 cala pod kołnierzem (wersja S.S.), względnie w ogóle na całej długości (wersja G.S.) korpus i gwintowany górny korek wykonywano ze spiżu. W zapalniku tym znajdowała się też tzw. zatyczka stożkowa (rzeczywiście o takim kształcie w L.S. i S.S., ale w wersji G.S. zmieniła się w z grubsza walec dwustopniowy). Ową zatyczkę stożkową, kulę detonującą i zatyczkę ustalającą również wytwarzano ze spiżu, jednak twardszego (o zwiększonej zawartości cyny), aby nie ulegały odkształceniom. Korpus w części gwintowanej miał kształt stożka ściętego o bardzo nieznacznym pochyleniu. W wersjach L.S. i S.S. u góry znajdował się płaski kołnierz, na którym opierał się zapalnik po wkręceniu do pocisku. Centralny kanał korpusu mocno się różnił w zależności od wersji. W L.S. był w zasadzie cylindryczny, poza lekkim zaokrągleniem zaraz powyżej korka dolnego. W S.S. poszerzono go znacznie w rejonie umieszczania kuli detonującej - po pierwsze dlatego, że ostateczna wielkość tej kuli była tu większa, po drugie dla wyrównania siły, z którą kula uderzała w ściankę poruszając się w różnych kierunkach. W wersji G.S. kanał też był w środku lekko powiększony (wybrzuszony), aby ułatwić ruch kuli detonującej, podobnie rozszerzono go blisko podstawy, by umożliwić zakleszczanie się ołowianej miseczki po jej mocnym naciśnięciu (co występowało również w wersji S.S.). W wersji L.S. u góry i na dole kanału centralnego nacinano gwint, w który wkręcano odpowiednio korek górny i korek dolny. Wersje S.S. i G.S. miały korek górny, ale żadnego korka dolnego. Korek górny wyglądał inaczej w każdej wersji (w różnych służbach używano odmiennych kluczy do wkręcania), ale jedyna istotna różnica polegała na wykonywaniu specjalnego wgłębienia centralnego na dolnej powierzchni korka w wersji G.S., do przytrzymywania dodatkowej małej kulki metalowej, nie występującej w wersjach L.S. i S.S.
Korek dolny w wersji L.S. miał wystający w górę mały czop. Wzdłuż osi cały korek przewiercano, tworząc kanał ogniowy, przez który płomienie przedostawały się do ładunku rozrywającego granatu. Jednak korek wiercono też poprzecznie i w ten otwór wkładano lont szybkopalny, który nie przeszkadzając (a nawet pomagając) przejściu płomieni w dół, stanowił zarazem „zakrywkę” zabezpieczającą przed wsypywaniem się prochu z ładunku rozrywającego granatu do zapalnika, co podobno mogło go zaczopować. Wersje S.S. i G.S. nie miały, jak już napisano wyżej, korka dolnego - otwór ogniowy w korpusie zatykano tu kartonowym krążkiem powlekanym cienką kalką papierową. Natomiast zatyczki stożkowe różniły się w sposób bardzo istotny. W wersji L.S. górna część zatyczki miała kształt bardzo krótkiego walca (dokładnie pasującego do średnicy kanału centralnego), zakończonego w górze stożkiem o małym pochyleniu tworzących. W dole zaopatrzono ją w krótki czop wchodzący w otwór górny ołowianej miseczki podtrzymującej, o której później. Całość wiercono wzdłuż osi dla stworzenia kanału ogniowego. W wersji S.S. dolny czop zatyczki był znacznie dłuższy, sięgając poprzez otwór w ołowianej miseczce aż do spodu zapalnika, czyli wchodząc do dolnego otworu ogniowego w korpusie. Czop ten wypełniano miałkim prochem (wierconym wzdłużnie dla szybszego przekazywania płomienia) i zamykano u dołu małym krążkiem kartonowym. W wersji G.S. zatyczka "stożkowa" nie miała już żadnej stożkowej powierzchni, tworzył ją zespół dwóch czopów (walców, cylindrów) o różnych średnicach. Od górnej powierzchni czopu większej średnicy prowadziły do wnętrza czopu mniejszej średnicy trzy otwory (prosty centralny i skośne boczne). To wnętrze czopu mniejszej średnicy stanowiło kanał (jak w S.S.) wypełniony miałkim prochem, czyli pełniący rolę wzmacniacza prochowego. U dołu zatyczki wiercono otwór prostopadły od osi głównej, w który wprowadzano drut podtrzymujący.
We wszystkich wersjach w miejscu uskoku średnicy między górną a dolną częścią zatyczki wykonywano na obwodzie rowek, w który mógł wciskać się górny kołnierz ołowianej miseczki podczas ekspandowania. Ołowianą miseczkę podtrzymującą wykonywano dość podobnie we wszystkich trzech wersjach, w postaci cylindra odwracanego denkiem do góry i z wierconym w denku otworem centralnym na czop zatyczki stożkowej. Różne były wymiary, nieco odmienne zarysy zewnętrzne, zależne od kształtu kanału zapalnika. W wersji L.S. miseczka spoczywała na korku dolnym, otaczając, ale nie dotykając jego czopa centralnego. Pomimo zbliżonej budowy, rola miseczek była inna – w wersjach L.S. i S.S. pełniła przede wszystkim funkcję bezpiecznika, nie pozwalając na uwolnienie się kuli detonującej przed wystrzałem (a przy okazji po wystrzale blokowała zatyczkę stożkową w dolnym/tylnym położeniu). W wersji G.S. rolę bezpiecznika przejął drut podtrzymujący, więc zadanie miseczki ograniczało się teraz tylko do "wychwytywania” zatyczki stożkowej w dolnej/tylnej pozycji. Zatyczkę ustalającą (usytuowaną w zapalniku nieznacznie poniżej górnego korka) wykonywano w formie grubej tarczy dopasowanej ściśle do średnicy kanału zapalnika. Przez jej oś przechodził centralny kanał, który w dole przytrzymywał pasujący do niego górny występ na kuli detonującej. Jednak o ile w wersjach L.S. i S.S. do tego przytrzymywania (ustalania kuli detonującej) ograniczała się jej rola, a więc i konstrukcja, w wersji G.S. i jedno i drugie było dużo bardziej skomplikowane. Tutaj na górnej powierzchni zatyczki ustalającej wykonywano pierścieniowo płaski rowek, a samą górę kanału centralnego rozszerzano w formie części czaszy, w której umieszczano małą kulkę metalową, wspomnianą juz przy opisie korka górnego tej wersji zapalnika Pettmana. Ponieważ w wersji G.S. mogło dochodzić do detonacji także w górze zatyczki ustalającej, przewiercano ją (poza kanałem centralnym) dwoma pionowymi kanałami bocznymi o stożkowym przekroju, wiodącymi od rowka pierścieniowego do samego dołu. Rowek szorstkowano dla lepszego trzymania mieszanki pirotechnicznej, którą w niego wprasowywano. Mieszankę osłaniano z góry cienką, miedzianą podkładką – chodziło o to, by nie detonowała przy lekkich uderzeniach, np. rykoszetach, a robiła to przy gwałtownym uderzeniu w cel.

Kula "detonująca" miała we wszystkich wersjach ten sam wymiar spiżowego jądra, wykonywanego z twardego stopu miedzi z cyną. Żłobiono owe jądro licznymi pionowymi rowkami i głębokim rowkiem poziomym – trzymały one masę pirotechniczną, którą pokryta była kula. Masę robiono z chloranu potasu, siarczku antymonu, siarki sublimowanej i miałkiego prochu, rozrobionych na pastę za pomocą alkoholu metylowego i szelaku. Dwa występy kuli (w dole stożkowy, w górze walcowy, oba odsadzone od niej kołnierzami) wchodziły do pasujących wgłębień - jednego w kanale centralnym leżącej powyżej zatyczki ustalającej, drugiego w kanale centralnym leżącej niżej zatyczki "stożkowej". Różnice polegały na metodach dodatkowego osłaniania masy detonującej. Robiono to dla utrzymania trwałości kształtu, bezpieczeństwa, ochrony przed wilgocią, regulowania czułości (detonacja już przy słabym uderzeni, np. przy rykoszecie, albo dopiero przy solidnym uderzeniu w cel). Ta ochrona stanowiła zresztą najsłabszy punkt zapalników Pettmana do końca ich eksploatacji, mimo nieustannych modyfikacji i ulepszeń. Bardzo dobre własności masy na początku, szybko ulegały degradacji, zwłaszcza w gorącym i wilgotnym klimacie. W wersji L.S. masę pirotechniczną na kuli osłaniano flakiem owczym obwiązywanym jedwabnym sznurkiem i lakierowanym. Gdy to okazało się niewystarczające, dodawano bardzo gęsty jedwab, podobnie obwiązywany i lakierowany. W wersjach S.S. i G.S. na masę detonującą, oblepiającą kulę, przychodziły najpierw dwie cienkie półsfery miedziane (z blachy grubości 0,2 mm), łączone na maksymalnej średnicy paskiem z lakierowanej bibułki. Potem kładziono osłonkę z owczego jelita, szelakowany papier i pokostowany jedwab. Taki kokon zabezpieczał przed przypadkowym zapłonem i zawilgoceniem, a przede wszystkim sprawiał, że mieszanka nie detonowała przy lekkich uderzeniach, np. od rykoszetów o wodę, tylko przy silnym uderzeniu granatu trafiającego w cel (np. burtę okrętu). Tylko w wersji G.S. występowała dodatkowa kulka mosiężna. Toczono ją z drutu odpowiedniej średnicy, była całkiem gładka i mała. Normalnie spoczywała w środku przestrzeni między korkiem górnym a zatyczką ustalającą, przytrzymywana tam przez wgłębienia na dolnej powierzchni korka i górnej powierzchni zatyczki. Przy wystrzale, siła bezwładności w wersji G.S. ścinała drut podtrzymujący. We wszystkich wersjach ta sama siła powodowała cofanie się zatyczki ustalającej, kuli detonującej i zatyczki stożkowej w kanale zapalnika. Cofająca się zatyczka stożkowa rozgniatała ołowianą miseczkę. W wersji L.S. miseczka rozgniatając się wciskała dolny kołnierz pod krawędź czopu centralnego na korku dolnym, a górny kołnierz - w rowek na zatyczce stożkowej. W ten sposób zatyczka stożkowa pozostawała na stałe unieruchomiona w dolnej/tylnej pozycji, związana z korkiem, kiedy zatyczka ustalająca i kula detonująca zachowywały pewną swobodę ruchów. W wersjach S.S. i G.S. dolna krawędź ołowianej miseczki ekspandowała do rozszerzonej części kanału centralnego zakleszczając się w nim (a więc w korpusie – tu nie było korka dolnego), zaś z górną krawędzią działo się to samo co w L.S. Efekt był podobny, z tym że długi tutaj czop dolny/tylny zatyczki stożkowej przebijał przy cofaniu tekturowe denko, otwierając się do wnętrza granatu.

Występowały dwa działania tego zapalnika Pettmana, zależne od stabilności lotu granatu. Jeśli pocisk mocno chybotał, jak w działach gładkolufowych i gwintowanych działach odprzodowych, drgania wyrywały kulę detonującą z jej dolnej i górnej blokady, przez co była gotowa do działania. Przy uderzeniu w cel, siła bezwładności miotała gwałtownie kulę detonującą na ścianki zapalnika, a to powodowało wybuch oblepiającej ją mieszanki. Płomienie przechodziły przez otwór/otwory w zatyczce stożkowej, zapalały proch drobnoziarnisty w dolnej komorze, i przez otwór dolny dochodziły do wnętrza granatu. Jednak w wielu gwintowanych działach odtylcowych pociski leciały zbyt stabilnie, by uwolnić kulę detonującą z jej połączenia z zatyczką ustalającą. Nie mogła więc doprowadzić do wybuchu mieszanki, którą ją oblepiała. Do takich przypadków Pettman skonstruował swój zapalnik General Service. Cofnięcie się zatyczki ustalającej przy wystrzale uwalniało małą kulkę mosiężną leżącą między tą zatyczką a górnym korkiem. Siła odśrodkowa powstająca w pocisku wirującym wokół wzdłużnej osi wypychała ową kulkę na zewnątrz, do ścianek kanału zapalnika. Gładka kulka toczyła się teraz po obwodzie czoła zatyczki ustalającej, niczym kula w ruletce. Tor jej ruchu prowadził po znajdującej się tam mieszance pirotechnicznej, zaprasowanej w rowku i przykrytej cienką miedzianą podkładką. Podczas uderzenia granatu w cel, zatyczka ustalająca z pierścieniem mieszanki rzucana była na kulkę, co powodowało detonację. Płomienie przechodziły w tył przez otwory ogniowe w tej zatyczce i kanały w zatyczce „stożkowej”, aż do ładunku rozrywającego granatu. 

O ile jednak zapalniki Pettmana były najczęściej używane w Royal Navy, to w służbie garnizonowej i fortecznej dla dział 110-funtowych Armstronga częściej używano zapalnika udarowego "Fuze, Percussion, R.L. Mark II" (skrót "R.L." pochodził od nazwy Royal Laboratory). Był on odmianą gładkiego zapalnika uderzeniowego "Fuze, Percussion, B.L.", który wcześniej był używany w brytyjskiej artylerii lądowej do granatów i szrapneli, a w Royal Navy tylko do szrapneli – w obu służbach wyłącznie wystrzeliwanych z odtylcowych dział gwintowanych nie większych niż 20-funtowe. Był jednak nieco inaczej zbudowany zewnętrznie - gładki zapalnik uderzeniowy B.L. miał formę małego, gładkiego (czyli bez gwintu) cylindra mosiężnego, długiego na około 25 mm, który wsuwano go do pocisku po wykręceniu korka zamykającego otwór w korpusie granatu. Następnie zakręcano ten korek z powrotem, albo (w Royal Navy) wkręcano w otwór zapalnik czasowy Armstronga, to zapalnik "Fuze, Percussion, R.L." zarówno w wersji Mark I (dla dział mniejszych kalibrów) jak Mark II, miał spiżowy korpus i głowicę odlewane jako jedna część oraz zewnętrzny gwint do wkręcania w pocisk.

Zapalnik "Fuze, Percussion, R.L." miał konstrukcję i zasadę działania prawie taką samą jak uderzeniowy zapalnik słupkowy Armstronga. W górnej, nieruchomej pokrywce (z mosiądzu lub spiżu) osadzona była w środku stalowa iglica, zwrócona czubkiem w dół. Korpus oraz mosiężny "bezpiecznik" (tulejkę) przewiercano na wskroś dla wprowadzenia zawleczki bezpieczeństwa ze skręconego drutu (w modelu Mark I zawleczkę bezpieczeństwa przechodzącą w poprzek korpusu i tulei bezpiecznika wykonywano z gładkiego drutu mosiężnego w modelu Mark II ze złożonego na pół i skręconego drutu). Zawleczka utrzymywała bezpiecznik w górnej pozycji (przez co on przytrzymywał bezwładnik w pozycji dolnej) i musiała być wyciągana bezpośrednio przed wsunięciem zapalnika do granatu. Tulejka bezpiecznika różniła się tutaj od tej z zapalnika słupkowego faktem, że naciskała na dwa (we wcześniejszych wersjach zapalnika na cztery) występy bezwładnika swoją dolną krawędzią, nie kołnierzem wewnętrznym u góry, i zakleszczała się po wystrzale (tym właśnie kołnierzem) na bezwładniku, a nie w korpusie. Powyżej występów wycinano bowiem wokół bezwładnika pierścieniowe wgłębienie V-kształtne, a mosiężny bezpiecznik miał V-kształtne podcięcie pod wewnętrznym kołnierzem. Kiedy podczas wystrzału siła bezwładności pchała bezpiecznik w tył, odcinając występy bezwładnika, następowało sczepienie się bezwładnika i bezpiecznika w miejscu podcięć, gdyż miękki metal się rozgniatał i odkształcał w rowku. Sam bezwładnik (osada spłonki) zrobiony był ze stopu ołowiowo-cynowego. Miedzianą miseczkę spłonki wypełniała mieszanka detonująca z piorunianu rtęci, siarczku antymonu i chloranu potasu, wprasowywana i pokostowana. Przed przypadkową detonacją chroniła ją jeszcze mosiężna blaszka grubości 0,025 mm. Z góry spłonkę w bezwładniku przykrywał krążek z szelakowanego papieru. W dole bezwładnika wprasowywano cylinder z prochu, pełniący rolę spłonki pobudzającej, zasłaniany u samego dołu przez cienki krążek mosiężny. Przy uderzeniu w cel cała masa bezwładnika i sczepionego z nim bezpiecznika była razem pchana do przodu, przez co spłonka gwałtownie uderzała w iglicę. Płomienie przechodziły do tyłu trzema otworami, dostając się do prochu w dole bezwładnika. Wybuch tego prochu wyrzucał dolny krążek i powodował wybuch ładunku rozrywającego w granacie. 

Zapalniki w wersji Mark I były używane w odprzodowych działach gwintowanych niewielkich kalibrów, natomiast wersja Mark II była używana w pociskach z gwintem odmiany "G.S." dla dział gwintowanych ładowanych odprzodowo jak i odtylcowo używanych w służbie na lądzie, jak również dla 7-funtowych i 9-funtowych dział gwintowanych ładowanych odprzodowo używanych na okrętach. Stosowano je w pociskach segmentowych, "common" i szrapnelach, zaś w odróżnieniu do zapalników Pettmana charakteryzowała je znacznie większa czułość. Zapalnik Mark II został wprowadzony, ponieważ stwierdzono, że zapalnik Mark I często zawodził po wystrzeleniu z użyciem ciężkich ładunków miotających. Ściany zostały znacznie wzmocnione, co pociągnęło za sobą zmniejszenie rozmiaru wewnętrznych części zapalnika - zasadniczo różnice pomiędzy wersją Mark I i Mark II sprowadzały się do tego, że model Mark II miał bezpiecznik i bezwładnik o mniejszej średnicy niż w modelu Mark I (dla zwiększenia grubości ścianek korpusu, by mógł znosić odpalenia większych ładunków miotających, przy których Mark I zawodził), zrezygnowano w nim z ładunku prochowego w bezwładniku, zwiększono masę mieszanki detonującej w spłonce (aby przyspieszyć działanie i uczynić je pewniejszym), zmieniono sposób wyciągania zawleczki na prostszy i nie wymagający kołnierza na korpusie.

Ponieważ jednak otwory na zawleczkę wystawały w tej wersji poza granat czy szrapnel, a strzelano pociskami także z dział gwintowanych odprzodowych, obawiano się, że płomień wylotowy armaty może czasem przejść do przodu i przez ten kanał po zawleczce spowodować wybuch granatu już w lufie. Dlatego od czoła korpusu zapalnika wiercono otwór prostopadły do otworu na zawleczkę (blisko ścianki), umieszczano w nim ołowiany walec ślizgający się w otworze i zalutowywano powstały w ten sposób kanalik cienkim krążkiem mosiężnym. Tuż przed wystrzałem wyciągano zawleczkę. Na razie zostawiała po sobie niebezpieczny kanał wlotowy, ale kiedy pocisk dobijano stemplem na swoje miejsce, siła bezwładności pchała do tyłu ołowiany walec, który wpadał aż od kanału po zawleczce i go zatykał. Zapalniki B.L. i R.L. skonstruowano tak, by działały już przy lekkich muśnięciach (rykoszetach). Były ciągle używane pod koniec XIX wieku. W latach 1870-tych ten drugi wykorzystywano w brytyjskiej artylerii lądowej w granatach aż do 80 funtów i szrapnelach do 40 funtów włącznie (przy odprzodowych armatach gwintowanych), a także w granatach do 7 cali i 40-funtów oraz szrapnelach do 12 funtów (w odtylcowych działach gwintowanych). W Royal Navy znajdował znacznie mniejsze zastosowanie: z odprzodowych armat gwintowanych strzelano tak wyposażonymi grantami 7- i 9-funtowymi.

Oprócz opisanych wcześniej, ciekawych zapalników uderzeniowych wykorzystujących do odbezpieczania siły bezwładności przy wystrzale, odśrodkową siłę bezwładności przy ruchu wirowym pocisku gwintowanego, siłę bezwładności do zasłaniania otworu po wyciągniętej zawleczce, używano też bardzo wielu odmian niezwykle prostych zapalników uderzeniowych, opartych na zwyczajnym wtłaczaniu iglicy w nieruchomą spłonkę przy uderzeniu przodem zapalnika w cel. Występowały w wielu typach i wzorach w każdym typie, zależnym głównie od rodzaju i odmiany działa i używanej w nim amunicji. Zapalnik uderzeniowy bezpośredniego działania (dla armat 110-funtowych Armstronga występował pod nazwą "Fuze, Percussion, Direct action, No. 3") został wprowadzony dla zastąpienia "czułego zapalnika" w brytyjskiej artylerii oblężniczej i górskiej, ale do końca XIX wieku jego użycie rozpowszechniło się na prawie wszystkie gwintowane działa odtylcowe i odprzodowe eksploatowane w Wielkiej Brytanii, także w Royal Navy. Działał również przy ślizgowym dotknięciu celu przez pocisk (rykoszecie), pod warunkiem, że kąt uderzenia przekraczał 10 stopni. Składał się z nagwintowanego korpusu (początkowo poza gładkim górnym kołnierzem, w ostatnich wzorach wykonywano gwint na całej długości), w którego dolnej części znajdował się ładunek wybuchowy z prochu drobnoziarnistego (wzmacniacz prochowy). Podstawa była zamknięta gwintowanym korkiem o centralnym otworze ogniowym. Górna część korpusu miała w pierwszych wariantach gładki kołnierz, na który nakładano zakrywkę bezpieczeństwa mocowaną i luzowaną przez przekręcenie na czymś w rodzaju złącza bagnetowego. W modelach późniejszych wkręcano korek do góry gwintowanego lewostronnie kanału centralnego w korpusie. We wszystkich wariantach w kanale tym osadzano specjalną zatyczkę (z centralnym otworem dla umożliwienia ruchu iglicy) w bezpośredniej odległości od spłonki, na nią kładziono od góry miedzianą tarczę z cienkiej blaszki, w której środku osadzona była stalowa iglica, a tę blaszką utrzymywał w pożądanej pozycji dodatkowy pierścień gwintowany. Część środkowa korpusu zwężała się dla przytrzymywania spłonki, zaś poniżej znajdowało się wiele (w wersji Mark III – 9 sztuk) stożkowych otworów ogniowych zapewniających połączenie z komorą wzmacniacza prochowego. Zapalnik odbezpieczano przez zdjęcie lub wykręcenie zakrywki bezpieczeństwa. W momencie uderzenia pocisku w ciało stałe iglica uderzała w mieszankę detonującą, zapalała ją, a płomień przechodził przez stożkowe otwory do komory wzmacniacza prochowego i stąd do granatu. Ten rodzaj zapalnika udarowego bezpośredniego działania był modyfikowany kilkukrotnie, ostatecznie przekształcając się w odmianę która weszła do użytku drugiej połowie lat 80. XIX wieku, przyjmując ostatecznie nazwę "Fuze, Percussion, Direct action, No. 3" w wersjach Mark II i najnowszej Mark III (obie widoczne na rysunkach po lewej), z których ten ostatni był używany aż do momentu wycofania dział 7-calowych Armstronga RBL ze służby.

Amunicja - ładunki miotające i spłonki


Kolejnym elementem amunicji używanej w działach 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL były ładunki miotające. Zasadniczo w działach gwintowanych Armstronga ładowanych odtylcowo trzymano się zasady, że ładunek miotający powinien mieć 1/8 wagi pocisku. Jednakże ta zasada obowiązywała w działach mniejszych kalibrów, natomiast w przypadku dział 7-calowych i 64-funtowych ładunki miały nieco inny ciężar. Zasadniczym elementem ładunku miotającego był proch, którego spalenie generowało siłę, która przeniesiona na pocisk powodowała, że przemieszczał się on przez przewód lufy zyskując jednocześnie moment obrotowy poprzez przejście przez gwintowanie. Proch miał różne gramatury które używano w zależności od okoliczności użycia i potrzeb. W przypadku ładunków miotających do armat odtylcowych Armstronga używano prochu czarnego o dużych ziarnach, w specyfikacji angielskiej przed 1865 r. określanego jako "Large grain rifle" albo "rifle L.G." W dniu 1 lipca 1870 r. wdrożono nową nomenklaturę nazewniczą, co spowodowało że proch "rifle L.G." został przemianowany na "Service R.L.G.". Dodatkowo 10 września 1870 r. Committee on Explosive zarekomendował do zatwierdzenia przez Director of Artillery (decyzja z 12 września 1870) proch o gramaturze "Service L.G." jako substytut wypełnienia ładunków miotających do wszystkich dział gładkolufowych i gwintowanych do kalibru 7-cali włącznie.

Budowa pojedynczego ładunku składała się z worka wykonanego z serży (trwałej tkaniny wełnianej lub czesankowej o splocie diagonalnym). Worek ten był wykonany z dwóch kawałków, prostokątnego na korpus i okrągłego na spód. Zakładki tkaniny zachodziły na siebie i były szyte trzema rzędami oczek, z wyjątkiem szwu tworzącego połączenie korpusu i dołu w ładunkach dla kalibrów 12-funtowych i mniejszych, gdzie dwa rzędy uważało się za wystarczające. Poczynając od 25 sierpnia 1862 r. wszystkie wytwarzane ładunki miotające dodatkowo wzmacniano poprzez oplatanie korpusu niebieską plecionką czesankową, w przypadku ładunków do dział 7-calowych i 64-funtowych było ich pięć. Na jednym z końców ładunku umieszczano smarownicę (ang "lubricator", zaprojektował ją General Boxer i została wprowadzona po raz pierwszy 5 listopada 1861 r.), która w mniejszych kalibrach była częścią samego ładunku miotającego. Smarownica składała się z dwóch cienkich kubków z ocynowanej stali, zlutowanych razem, zawierających mieszaninę równych ilości łoju i oleju lnianego, przymocowanych do zwitka filcu, wspartego na płycie pilśniowej (zwitek był pokryty woskiem pszczelim). W przypadku ładunków dla dział 7-calowych i 64-funtowych smarownica nie była częścią samego ładunku, lecz była oddzielnie dołączana. Smarownica zapobiegała zachodzeniu przewodu lufy efektami spalania prochu i resztkami ołowianego pokrycia pocisków. W momencie strzału smarownica była sprasowana, a smar wydostawał się na zewnątrz pokrywając przewód lufy, a znajdujący się za pojemnikiem ze smarem zwitek filcu oczyszczał i polerował lufę. W przypadku dział 7-calowych i 64-funtowych smarownica była wkręcana w drewniane gniazdo umieszczane w szyjce ładunku miotającego.

W przypadku używania ładunków niepełnych (np. do celów treningowych lub salutacyjnych) aby zachować niezbędną długość ładunku miotającego używało się papierowych cylindrów, które umieszczało się wewnątrz pojemnika z tkaniny. Najpierw wsypywano połowę prochu, potem umieszczało cylinder dystansowy, a potem dosypywało resztę prochu. Rysunek przedstawiający taki cylinder dystansowy znajduje się po prawej stronie.

Poniżej przedstawione są ładunki miotające do dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL obu wersji. Pierwsze ładunki w tabeli określone od nazwy działa jako "110-pounder" występowały w trzech odmianach wprowadzonych w krótkim odstępie czasu, nie różniących się prawie wcale od siebie. Nie posiadały oficjalnych oznaczeń gdyż nie były one standaryzowane przez Royal Laboratory. Były one przeznaczone wyłącznie dla pocisków pełnych "solid shot". Pozostałe w służbie na 1869 r. ładunki tego typu zostały wycofane z użycia i zwrócone do Woolwich (decyzja z 7 września 1869 mówiąca o wycofaniu wszystkich starych ładunków o wadze powyżej 11 funtów). Na ich temat nie ma zbyt wiele informacji. Kolejne ładunki nazwane podobnie nie są dosyć precyzyjnie określone w literaturze, poza tym iż wiadomo że występowały w trzech odmianach wagowych, z których tylko odmiana o wadze 12 funtów była oficjalnie przyjęta przez Royal Laboratory, na co wskazuje przyznanie oznaczenia. Zostały wycofane z użycia 16 czerwca 1868 r. W najlżejszym ładunku 11-funtowym stosowano papierowy cylinder dystansowy aby zachować zakładaną długość ładunku. W miarę użytkowania dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL wyszło na jaw, że ładunki są zbyt silne i narażają na uszkodzenie działo, a w szczególności system zamkowy. Zdecydowano więc o odchudzeniu standardowych ładunków. Dwie kolejne odmiany nazwane Mark I występowały w dwóch odmianach, z czego lżejsza, 10-funtowa była przeznaczona dla działa 7-calowego w odmianie 72 cwt, natomiast cięższa dla działa 82 cwt. Oba te ładunki były uzupełniane cylindrami dystansowymi o długości początkowo 4,7 in (119 mm), a w późniejszym okresie ustandaryzowanym cylindrem o długości 4,5 in (114 mm) i średnicy zależnej od wagi ładunku - dla ładunku 11-funtowego wynosiła 3,25 in (83 mm), natomiast dla ładunku 10-funtowego 4,1 in (104 mm). Ostatni wymieniony w tabeli ładunek ślepy był używany do celów salutacyjnych lub ćwiczebnych i w jego przypadku nie stosowano smarownicy. Oprócz ładunków wymienionych poniżej używano również ustandaryzowanych ładunków treningowych, które były wykonane z drewna i miały ogólną wielkość odpowiadającą prawdziwym ładunkom. Były one używane podczas ćwiczenia działoczynów przez obsługę dział.

Oznaczenie ładunku Data zatwierdzenia Waga ładunku Długość Średnica korpusu Ilość plecionek Uwagi
"110-pounder" 21.02.1861
15.08.1861
20.08.1861
12,00 lbs (5,44 kg) brak danych brak danych brak danych dla pocisków pełnych
brak 17.12.1861 14,00 lbs (5,44 kg) brak danych brak danych 5 wycofane 16.06.1868
7" B.L. 12 lbs 17.12.1861 12,00 lbs (6,35 kg) brak danych brak danych 5 wycofane 16.06.1868
brak 17.12.1861 11,00 lbs (4,99 kg) brak danych brak danych 5 wycofane 16.06.1868
7" Mark I 10 lbs 12.11.1862 10,00 lbs (4,54 kg) 10-11 in (254-279 mm) 7,03 in (178,56 mm) 5 dla dział wersji 72 cwt
7" Mark I 11 lbs 20.01.1865 11,00 lbs (4,99 kg) 10-11 in (254-279 mm) 7,026 in (178,46 mm) 5 dla dział wersji 82 cwt
7" B.L. 7 lbs blank 27.06.1867 7,00 lbs (3,18 kg) 6-6,5 in (152-165 mm) 7,026 in (178,46 mm) 2 ślepy ładunek ćwiczebny

Co do przechowywania ładunków, to puste były przechowywane w balach po 400 w sztuk. Bale były owijane impregnowanym olejem perkalem, w celu zabezpieczenia przed wilgocią i owadami. Jeśli chodzi o papierowe cylindry dystansowe to przewożone były w skrzyniach zawierających 220 cylindrów do ładunków 10-funtowych i 390 cylindrów do ładunków 11-funtowych. Należy tutaj wspomnieć, że napełnianie ładunków prochem i przygotowywanie ich do użycia następowało wyłącznie w placówkach Royal Laboratory, które umieszczały swoje monogramy na pojemnikach z gotowymi ładunkami. Do przechowywania napełnionych, gotowych do użytku ładunków używano różnego rodzaju metalowych lub drewnianych pojemników, różniących się wykonaniem i ilością przechowywanych ładunków. W przypadku nowszych ładunków do dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL używano skrzyń drewnianych wyłożonych miedzianą blachą (o pojemności 8 lub 3 ładunków) oraz żelaznych lub mosiężnych skrzyń: pięciokątnych mieszczących 7 ładunków oraz prostokątnych mieszczących 9 ładunków (były wykonane z blachy gładkiej lub karbowanej, tak jak pokazano na rysunku obok). Jeśli chodzi o smarownice do tego typu armat, to pakowane były w skrzyniach po 24 sztuki.

Kolejnym elementem o którym należy wspomnieć przy omawianiu ładunków miotających były blaszane krążki lub miseczki, które osadzano w gnieździe zamkowym po załadowaniu pocisku i ładunku miotającego. Ich obecność była podyktowana potrzebą uszczelnienia zamka w momencie wystrzału, ponieważ poprzez odkształcenie wypełniały możliwe mikroskopijne szczeliny i zapobiegały ucieczce gazów wylotowych przez zamek do tyłu. Po raz pierwszy oficjalnie zostały zaaprobowane dla armat Armstronga RBL kalibru 7 cali w dniu 21 lutego 1861 r. Były wykonane z ocynowanej blachy z rantem o wysokości 0,32 in (8,13 mm). Pośrodku krążka znajdował się otwór którym płomień zapłonnika (podczas odpalenia działa) dostawał się do ładunku miotającego. Widoczne na rysunku niewielkie nacięcia po obu stronach otworu zostały zaaprobowane 15 stycznia 1863 r. (dla dział kalibru 7-calowych i 64-funtowych) i miały umożliwić przymocowanie miseczki do stopera zamka. Miseczki uszczelniające z założenia miały być używane tak długo jak nadawały się do użytku, jednak w przypadku dział& 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL zazwyczaj wymieniano ją po 10 wystrzałach. Od 21 lutego 1861 r. wprowadzono trzy różne odmiany miseczek różniących się średnicami jednak dopiero 11 stycznia 1862 r. wprowadzono wreszcie standaryzowaną wersję Royal Laboratory o średnicy 7,253 in (184,23 mm).

Wspominając o ładunkach prochowych używanych w działach 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL nie należy zapomnieć o spłonkach, które używano w procesie odpalenia działa. Umieszczano je w pionowym szybie w bloku zamka i po ich aktywacji (zapaleniu) strumień gazów docierał do ładunku miotającego i powodował jego eksplozję. Początkowo (oficjalnie od 9 grudnia 1859 r.) jako spłonki (lub zapłonniki, ang. "primer") używano ślepego ładunku miotającego do broni ręcznej, a konkretnie o oznaczeniu "cartridges, small arm, blank, all arms except pistol M.L., 3½ drs.”., zawierającego wyłącznie ładunek miotający (bez kuli). Pojemnik ładunku rozrywano i wsypywano proch do gniazda zapłonnika, a papier umieszczano w otworze, aby zabezpieczyć proch podczas umieszczania zamka w gnieździe. Dodatkowo, w dniu 9 kwietnia 1864 r. specjalny pojemnik zawierający 15 takich ładunków został oficjalnie zatwierdzony jako dodatkowy ładunek spłonek zapasowych dla baterii polowych w przypadku gdyby nie zadziałały używane w tamtym czasie w bateriach polowych zapłonniki cierne. W dniu 16 września 1862 r. zostały wprowadzone do użycia specjalne zapłonniki dla dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL oraz 40-funtowych dział Armstronga. Miały postać pergaminowego cylindra o długości 1,9 in (48,26 mm) i średnicy 0,3 in (7,62 mm). Na zewnątrz były przyklejone wzdłużnie trzy paski wykonane z serży o długości 1 in (25,4 mm), które miały utrzymać spłonkę wewnątrz kanału - umieszczano ją w otworze tymi paskami do środka. W dniu 9 lipca 1964 r. wprowadzono do służby kolejną wersję, zbudowaną bardzo podobnie jak poprzednio opisywana, jednak o długości 2,6 - 2,65 in (66,04 - 67,31 mm) i innym, tańszym rodzaju papieru (używano specjalnego papieru wykonywanego ze skrawków i odpadów skórzanych, nazywanego "leather paper") zamiast pergaminu. Tego rodzaju zapłonniki stały się standardem dla dział Armstronga RBL, dodatkowo w dniu 7 września 1869 r. wydano polecenie aby wszystkie krótsze zapłonniki zostały zdane do Woolwich w celu utylizacji.

Osiągi

Tabela pokazująca prędkości początkowe dział gwintowanych używanych w służbie lądowej uzyskane eksperymentalnie oraz obliczone z równania

W poniższej tabeli przedstawiono wyniki pomiarów oraz wartości obliczeniowe gwintowanych dział używanych w służbie lądowej w Wielkiej Brytanii we wczesnych latach 60. XIX wieku. W tabeli występują zarówno działa ładowane odtylcowo systemu Armstronga, jak również działa ładowane odprzodowo, które w tym wypadku zostały przedstawione jedynie obliczeniowo, a nie eksperymentalnie. Wszystkie ładunki i pociski dla dział 110-funtowych zostały specjalnie przygotowane do testów i nie odzwierciedlały rzeczywiście używanej w służbie amunicji (w większości). Dane pochodzą z opracowania teoretycznego "The question of the day, or “iron-plates” versus “guns.” autorstwa Lieut. W. H. Noble w "Minutes of Procedings of the Royal Artillery" Volume III z 1863 r.

Typ działa Waga ładunku miotającego Waga pocisku Prędkość zmierzona eksperymentalnie
skorygowana dla jednolitego prochu.
Prędkość obliczeniowa Uwagi
12-funtowe 1,5 lbs (0,68 kg) 11,75 lbs (5,33 kg) 1240 ft/s (377,95 m/s) 1225 ft/s (373,38 m/s) Średnica pocisku - 3,074 in (78,08 mm)
12-funtowe 2,0 lbs (0,91 kg) 8,0 lbs (3,63 kg) 1730 ft/s (527,30 m/s) 1715 ft/s (522,73 m/s) Średnica pocisku - 3,074 in (78,08 mm) - pocisk segmentowy używany w Royal Horse Artillery
40-funtowe 5,0 lbs (2,27 kg) 41,5 lbs (18,82 kg) 1165 ft/s (355,09 m/s) 1190 ft/s (362,71 m/s)
110-funtowe 12,0 lbs (5,44 kg) 111 lbs (50,35 kg) 1125 ft/s (342,90 m/s) 1127 ft/s (343,51 m/s)
110-funtowe 12,0 lbs (5,44 kg) 103 lbs (46,72 kg) 1166 ft/s (355,40 m/s) 1170 ft/s (356,62 m/s)
110-funtowe 16,0 lbs (7,26 kg) 111 lbs (50,35 kg) 1307 ft/s (398,37 m/s) 1302 ft/s (396,85 m/s)
110-funtowe 14,0 lbs (6,35 kg) 111 lbs (50,35 kg) 1211 ft/s (369,11 m/s) 1217 ft/s (370,94 m/s)
110-funtowe 12,0 lbs (5,44 kg) 150 lbs (68,04 kg) 995 ft/s (303,28 m/s) 970 ft/s (295,66 m/s)
110-funtowe 11,0 lbs (4,99 kg) 174 lbs (78,93 kg) 892 ft/s (271,88 m/s) 862 ft/s (262,74 m/s)
150-funtowe 40,0 lbs (18,14 kg) 150 lbs (68,04 kg) ...... 1770 ft/s (539,50 m/s) Tylko dane obliczeniowe
300-funtowe 75,0 lbs (34,02 kg) 300 lbs (136,08 kg) ...... 1715 ft/s (522,73 m/s) Tylko dane obliczeniowe

Lawety i mocowania

Działa 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowe (110 pdr) RBL należały do kategorii dział ciężkich i jako takie wymagały solidnych lawet, wózków i mocowań. W okresie użytkowania ww. odmiany armat, lawety występowały w wielu odmianach, używanych w zależności od taktycznego umiejscowienia działa (okręt, stanowisko forteczne lub oblężnicze). W przypadku dział ciężkich, a w szczególności omawianych właśnie dział 7-calowych RBL Armstronga (nie używanych w warunkach polowych na wysoce mobilnych, kołowych lawetach) występowały one w poniższych odmianach:

  1. Lawety garnizonowe i forteczne:
    1. Przykład zwykłej drewnianej lawety garnizonowej na wózkach.Przykład zwykłej drewnianej lawety garnizonowej na wózkach.Zwykła laweta wózkowa, czterokołowa, używana stacjonarnie. Zazwyczaj taka laweta składała się z 2 wsporników (ang. bracket), 2 kanałów osiowych (ang. axletree), pawęży (ang. transom) i czterech wózków (ang. truck). W przypadku lawety wykonanej z drewna, wsporniki były wykonane dębu lub drewna tekowego w jednym lub dwóch kawałkach. Wycięto w nich otwory na czopy działa i stopnie służące jako punkty podparcia dla ręcznych klinów podczas zmiany elewacji. Aby zapobiec pękaniu drewna, w każdym wsporniku, z każdej strony otworu czopowego, znajdował się poziomy nit. Jeśli wspornik był wykonany z dwóch części, te ostatnie były połączone kołkami i śrubą łączącą, która przechodziła w dół od górnego stopnia wózka i była dokręcona nakrętką pod spodem. Wykonana z tego samego drewna pawęż spinająca wsporniki była osadzona w tych ostatnich i zabezpieczona poziomym nitem. Poziomy nit ściągający przechodził przez dolną część wsporników. Ponieważ te działa nie musiały się przemieszczać, do platformy były przymocowane tylko w cztery małe, solidne wózki których główną funkcją było toczenie się do tyłu wraz z odrzutem działa, a następnie umożliwienie przesunięcia go do przodu do pozycji strzeleckiej po przeładowaniu. Wózki w lawetach garnizonowych były zazwyczaj metalowe, lub wzmocnione metalową obręczą, aby zabezpieczyć je przed tarciem o kamienne podłoże. W brytyjskiej armii najczęściej wózki były żeliwne, przednie o średnicy 19 cali i tylne o średnicy 16 cali, zabezpieczone na osi żelaznymi zawleczkami. Na okrętach, gdzie również występowały lawety z wózkami nośnymi (jednak nie w przypadku armat 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowe (110 pdr) RBL), koła wózków wykonywano z drewna. Dodatkowo najczęściej spotykanymi elementami wyposażenia takiej lawety była platforma podporowa dla klinów i łoża śruby elewacyjnej, śruba elewacyjna z mechanizmem korbowym do zmiany elewacji działa oraz stosowany od pewnego okresu oporopowrotnik Allena (ang. Allen's brake), który ograniczał siłę odrzutu po wystrzale.

    2. Typowa garnizonowa drewniana laweta tylnoblokowa używana w drugiej połowie XIX wieku.Laweta tylnoblokowa, dwukołowa. Generalnie nie różniła się zbytnio od opisywanych wyżej lawet wózkowych, jednakże zamiast tylnej osi i wózków montowano w nich klin lub blok wykonany z drewna sabicu lub dębu afrykańskiego. Generalnie używano tych lawet w przypadku osadzania dział o większym odrzucie, gdyż powierzchnia bloku poprzez tarcie dodatkowo niwelowała siły działające na lawetę przy wystrzale. W tego typu lawetach montowano okucia w postaci śruby z oczkiem na każdym wsporniku i jedną z tyłu klina. Na tylnym klinie znajduje się również zamocowana na stałe żelazna dźwignia - handszpak - pomocny podczas przemieszczania lawety i do działoczynów, a na górnej powierzchni metalowe gniazdo na śrubę służącą do zmiany elewacji działa. Dodatkowo na prawym wsporniku znajdowała się zazwyczaj zwykła skórzana pętla na opcjonalne przewody biegnące do spłonki. Generalnie większość elementów konstrukcyjnych była bardzo podobna jak w przypadku drewnianych lawet wózkowych, z jednym wyjątkiem - śruba elewacyjna miała nakrętkę nieco innego typu, co skutkowało nieco innym kształtem i budową wcięć w platformie podporowej dla klinów i łoża śruby elewacyjnej. Należy tutaj wspomnieć również o tym, że jeżeli chodzi o działa 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowe (110 pdr) RBL, to nie używano ich w zastosowaniach garnizonowych i fortecznych w połączeniu z lawetami odmiany wózkowej czy tylnoblokowej - te ostatnie jako samodzielne lawety były używane natomiast w przypadku dział używanych na okrętach.

    3. Laweta ślizgowa. Tego typu lawety różniły się budową od lawet wózkowych tym, że zamiast osi i wózków miały drewniane bloki (podobnie jak w lawecie tylnoblokowej) zarówno z przodu i jak i z tyłu. W przypadku lawety wykonanej z drewna, bloki oporowe były również wykonane z sabicu lub dębu afrykańskiego. Bloki były mocowane do wsporników za pomocą śrub w taki sam sposób jak osie, za pomocą wpuszczonych w nie śrub i nakrętek. Pod powierzchniami nośnymi przedniego bloku zamocowane były zazwyczaj metalowe tarcze cierne, aby zapobiec nadmiernemu zużyciu bloków. Dwie 8-calowe metalowe rolki ułatwiające podjeżdżanie po wystrzale i załadowaniu działa, były zamocowane w kołnierzach z kutego żelaza przykręconych z przodu zblocza przedniego. W starszych wzorach lawet ślizgowych te rolki były mocowane oddzielnie na żelaznych płytkach przykręconych bezpośrednio do wsporników, nowy układ miał tę zaletę, że tor rolek był niezależny od szerokości między wspornikami. Kiedy trzeba było dosunąć lawetę na platformie do pozycji bojowej obsługa używała dwóch ręcznych dźwigni, handszpaków rolkowych, którymi unosiła tył lawety. Przy uniesieniu o 2 cale, przednie rolki opuszczały się na tyle (w stanie spoczynku były około 3/16 cala ponad szynami), że przejmowały ciężar lawety, co pozwalało na względnie łatwe przesunięcie całości. Wyposażenie samego wózka lawety obejmowało ponadto dwie śruby z oczkami do mocowania na każdym wsporniku, oczko na zbloczu tylnym na linę zabezpieczającą lub na trzpień wózka transportowego, otwór w przednim zbloczu do umieszczenia osi transportowej, gniazdo na śrubę elewacyjną, pętlę na opcjonalne przewody do spłonki, a w przypadku opisywanego tutaj działa 7-calowego RBL dodatkową pętlę na ekstraktor blaszek uszczelniających.

      Z biegiem czasu konstruktorzy doszli do wniosku że laweta działa na stanowisku bojowym mogła czasami wymagać specjalnej platformy nośnej, na której mogła spoczywać i oddawać odrzut. Platforma była wręcz niezbędna dla ciężkich dział, które pozostawały w stałej pozycji przez dłuższy czas. Bez niej laweta mogłaby zapaść się w podłoże (w przypadku dział na stanowiskach polowych), utrudniając lub uniemożliwiając manewrowanie działem. Odrzut lufy byłby zbyt gwałtownie zatrzymywany, co mogłoby doprowadzić do uszkodzenia lawety. Długość platformy zależała zazwyczaj od odległości odrzutu działa. Odrzut był częściowo tłumiony przez nadanie platformie niewielkiego pochylenia ku tyłowi. Dzięki temu, po załadowaniu działa, wystarczyło przesunąć je na jak najkrótszą odległość w celu oddania strzału. Należy jednak było uważać, aby nachylenie platformy nie było zbyt duże, gdyż mogłoby to spowodować uszkodzenie zarówno lawety, jak i samej platformy. Tego typu platformy występowały w różnych odmianach oraz wykazywały spory element elastyczności i uniwersalności (mogły być używane z różnymi działami, ograniczała je tylko graniczna nośność i szerokość samej platformy). O ile opisane wyżej lawety ślizgowe mogły być używane bez użycia żadnych platform pośrednich (tego typu rozwiązanie stosowano najczęściej na okrętach wojennych) to jednak tego typu mocowania armat były używane zazwyczaj w formie dwuczęściowej, w połączeniu z platformami nośnymi. Sam wózek lawety w takim przypadku bardzo często był wyposażony w opornik w postaci drewnianego elementu, składającego się z dwóch bloków wiązu, wspartego na żelaznych płytach, który był umieszczony pomiędzy wspornikami lawety, pomiędzy przednim i tylnym zbloczem. Za pomocą mimośrodu zamontowanego pośrodku i obsługiwanego za pomocą dźwigni klocki były dociskane przed wystrzałem do boków platformy nośnej, co generowało dodatkowe tarcie pochłaniające siłę odrzutu. Same lawety występowały w odmianach kazamatowej i karłowatej (ang. dwarf), zaś różnica między nimi zasadniczo polegała na wysokości wsporników (ang. bracket). Same platformy nośne również występowały w odmianach kazamatowej i "dwarf", natomiast w ich przypadku wysokość ramy platformy jest taka sama, a różnica polega na wysokości, do której platforma jest podniesiona (paradoksalnie w przypadku platformy odmiany "dwarf" boczne belki znajdują się wyżej).

    4. Drewniana laweta ślizgowa na platformie trawersowej w odmianie "dwarf"Laweta na platformie trawersowej. Lawety tej odmiany niczym nie różniły się zazwyczaj od zwykłych lawet ślizgowych, jednak platforma nośna na której były osadzone miała możliwość zmiany położenia. Takie odmiany lawet stosowało się najczęściej w bateriach nadbrzeżnych, gdzie wymagana jest szybka zmiana kierunku ostrzału. Cele ostrzeliwane z takich baterii rzadko są nieruchome. Lawety i platformy trawersowe również występowały w odmianach kazamatowej i niskiej i można było na nich osadzić niemal dowolny rodzaj lawety ślizgowej, zarówno drewnianej jak i żelaznej. Same platformy miały pewien zakres uniwersalności. W przypadku armat 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowe (110 pdr) RBL), waga platformy trawersowej w odmianie kazamatowej wynosiła 1371,68 kg (27 cwt), natomiast w odmianie "dwarf" 1693,27 kg (33⅓ cwt). Platformy wykonywano najczęściej w całości z drewna tekowego. W wersji kazamatowej składała się z dwóch belek bocznych, trzech rygli (ang. transom), jednego bloku czołowego, czterech kołnierzy i czterech wózków. Belki boczne miały wymiary 4,88 m x 0,30 m x 0,30 m (16 ft x 1 ft x 1 ft). Wewnętrzna odległość pomiędzy belkami wynosiła 533 mm (21 in). Same belki miały zewnętrzne krawędzie sfazowane, zaś ich końce były wzmocnione okuciami. Powierzchnie górne belek były pokryte płytami żelaznymi. Na bokach belek były przybite policzki (ang. cheeks), aby zapewnić wystarczające podparcie dla stóp z kołnierzem, po jednym dla każdego wózka. Rygle były wpuszczone w boczne belki i zabezpieczone śrubami ściągającymi, dwoma z tyłu, jednym przez środek i jednym przez przednią pawęż oraz jedną z tyłu przedniej pawęży. Blok czołowy był wpasowany pomiędzy boki nad przednią pawężą, do której był przykręcony, aby stanowić ogranicznik dla wózka podczas jazdy. Nachylenie platformy regulowane poprzez wysokość mocowania stóp z kołnierzem wynosiło 5°. Przednie kołnierze były metalowe, tylne z żeliwa, każdy zabezpieczony pojedynczą śrubą, która z przodu miała długość 203 mm (8 in), a z tyłu 330 mm (13 in). Przednie kołnierze były wyposażone w dwie małe żelazne płytki umieszczone nad łożyskami osi, które obracają się na śrubach dwustronnych i umożliwiały w razie potrzeby wymontowanie i oczyszczenie kółek wózka. Platforma wyposażona była w cztery wózki wykonane z kutego żelaza. Przednie koła wózków miały średnicę 102 mm (4 7/8 in), a tylne 305 mm (12 in). Przednie koła były odlane w jednym kawałku wraz z osiami. Oprócz wózków platforma posiadała również osprzęt i wyposażenie, które ułatwiało obsługę działa i zapewniają jego bezpieczeństwo. Elementy te obejmowały cztery poprzecznice umieszczone pomiędzy tylną a środkową poprzeczką, które służyły jako podnóżki dla obsługi działa, słupek cumowniczy (ang. bollard) po wewnętrznej stronie lewej belki, przeznaczony do liny zabezpieczającej, żelazne ograniczniki umieszczone 381 mm (15 in) od końców belek bocznych, służące do zatrzymania lawety podczas odrzutu, po dwa haki oczkowe (ang. eyebolts) na każdej stronie do olinowania, wygiętą płytę umieszczoną z tyłu pomiędzy ścianami belek bocznych, posiadającą otwór na czop dyszla wózka transportowego oraz obręcze na oś transportową. Wszystkie te elementy wykonane były z trwałych materiałów i solidnie zamocowane do platformy, aby zapewnić bezpieczeństwo i wygodę obsługi działa.

      Platforma odmiany niskiej (ang. "dwarf") różniła się od kazamatowej tym, że posiadała blok, który mieścił się pod belkami bocznymi z tyłu, pod policzkami i to do niego były przymocowane stopy z kołnierzem. Wychodziły z niego dwa kołki mocujące do tylnej pawęży. Śruby tylnych kołnierzy miały długość 635 mm (25 in), a przednich 330 mm (13 in) (tj. takie same jak śruby mocujące tylne kołnierze w platformie odmiany kazamatowej), czyli cała rama platformy znajdowała się wyżej. Średnica przedniego i tylnego koła wózka wynosiła 305 mm (12 in) (tak samo jak tylnym wózku w przypadku platformy kazamatowej), co również stanowi jeden z elementów pozwalających zidentyfikować odmianę platformy. Była ona również wyposażona w boczne stopnie, długi po prawej i krótki po lewej stronie. Platformę kazamatową można było łatwo przekształcić w platformę karłowatą i odwrotnie. Wózki można było również łatwo zmienić z jednego punktu obrotowego na inny, po prostu odkręcając nakrętki śrub kołnierzy, ustawiając wózki na nowe szyny, a następnie ponownie dokręcając nakrętki; przed wykonaniem tego ostatniego należało jednak przesunąć platformę z boku na bok, aby zapewnić prawidłowe ustawienie wózków.

    5. Laweta odmiany Medium no. 16 na platformie trawersowej Medium No. 16 w odmianie "dwarf"W przypadku dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL w zastosowaniach fortecznych i garnizonowych występowało wiele odmian lawet jak i platform na których były one osadzone. Same lawety zazwyczaj różniły się wymiarami lub szczegółami budowy jednak były wymienne i można było łączyć niemal dowolnie poszczególne odmiany lawet z platformami, tak aby dostosować posadowienie dział do konkretnej sytuacji i miejsca. Poniżej przedstawiono kilka odmian i zestawów stosowanych w latach 90. XIX wieku, opisanych w instrukcjach "Handbook for the 7-Inch Rifled Breech-Loading Guns of 72-Cwt and 82-Cwt on Moncrieff and Sliding Carriages, Land Service" z 1885 i 1892 r. Pierwszy z tych zestawów pokazany na rysunku po lewej przedstawia drewnianą, garnizonową lawetę ślizgową odmiany Medium No. 16 odmiany "dwarf" posadowioną na trawersowej platformie nośnej odmiany Medium No. 16. Budowa zarówno lawety jak i platformy została już opisana wyżej i stanowiła pewien przykład bazowych, standardowych na Laweta odmiany Medium No. 15 na platformie Medium No. 14 w odmianie kazamatowejowe czasy mocowań dział odmiany 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowej (110 pdr) RBL. W tym konkretnym przypadku do zmiany elewacji wykorzystywano śrubę z przekładnią, natomiast za wytłumianie odrzutu odpowiadał opisywany już wyżej drewniany opornik blokowy. Sama pusta laweta w tym wypadku ważyła 878,25 kg (16½ cwt), natomiast maksymalna wysokość palisady (czy też furty działowej) wynosiła 1,30 m (4 ft 3 in). Sama platforma trawersowa to odmiana Medium No. 16 o długości 4,88 m (16 ft) w odmianie "dwarf". Można było na niej instalować lawety ślizgowe odmiany No. 16, 17, 22 i 23. Jej standardowe nachylenie wynosiło 5° i tak jak już wspominano wyżej jej waga wynosiła 1693,27 kg (33⅓ cwt). Na rysunku po prawej z kolei jest przedstawiony zestaw lawety ślizgowej odmiany Medium No. 15 wraz z trawersową platformą nośną odmiany Medium No. 14. Zarówno laweta jak i platforma były odmiany kazamatowej. W przypadku samej lawety posiadała ona ten sam mechanizm zmiany elewacji i mechanizm oporowy jak w przypadku lawety No. 16, była jednak od niej o 178 mm (7 in) niższa i nieco lżejsza, gdyż jej waga wynosiła 762,05 kg (15 cwt). Trawersowa platforma nośna Medium No. 14 w odmianie kazamatowej, tak jak już wspomniano wyżej była nieco lżejsza (jej waga wynosiła 1371,68 kg (27 cwt)) i niższa. Stosowano ją w przypadku, gdy umiejscowienie działa wymuszało jak najniższy profil. Platforma tej odmiany miała długość 4,88 m (16 ft), a więc identycznie jak w przypadku platformy No. 16, natomiast maksymalna wysokość palisady (czy też furty działowej) wynosiła 0,79 m (2 ft 7 in), a więc niemal pół metra niżej niż w przypadku odmiany "dwarf". Można była ją stosować w połączeniu z lawetami odmian No. 15,19 i 21.

      Żelazna laweta odmiany Medium No. 3 na platformie Medium No. 13 w odmianie kazamatowejO ile do tej pory przedstawiono tutaj lawety wykonywane z drewna, to jednak w późniejszym okresie użytkowania armat tego typu zaczęły się pojawiać (głównie w przypadku zastosowań fortecznych) konstrukcje wykonane z żelaza. Występowały one w wielu odmianach i wariantach, a przykład takiej lawety jest przedstawiony na rysunku po lewej. Przedstawiona laweta należy do odmiany Medium No. 3. Składa się z dwóch wsporników bocznych (ang. bracket) wykonanych z pojedynczej płyty żelaznej, dwóch poprzecznic oraz spodniej płyty, stanowiącej podstawę lawety. Boczne wsporniki są przymocowane nitami do płyty spodniej za pomocą kątowników zamocowanych od zewnątrz, zaś całość jest wzmocniona od wewnątrz przez teowniki. Kolejne kątowniki są przynitowane wokół otworów czopa, aby wzmocnić punkt oparcia armaty na lawecie. Czopy armaty były utrzymywane na miejscu przez obejmy (ang. capsquare), które były obustronnie wymienne. W przedniej części lawety znajdowały się dwa niewielkie wózki, przymocowane do kołnierzy z kutego żelaza przynitowanych do wsporników bocznych. Podobne wózki znajdowały się w tylnej części, były nieco mniejsze i miały mimośrodowe osie. O ile system zmiany elewacji był w tym wypadku niemal identyczny z tym opisanych wyżej, to jeżeli chodzi o system wytłumiania odrzutu, to w tym wypadku zastosowano system E.O.C. Płytowy mechanizm oporowy typu E.O.C.
      Mechanizm tego urządzenia oporowego składał się z siedmiu płyt żelaznych, zawieszonych na lawecie poprzez otwór w płycie dolnej i spoczywających pomiędzy belkami żelaznymi przymocowanymi do platformy. Płyty i belki były ściskane razem przez dźwignie wahliwe poruszane śrubą dociskową i nakrętką regulacyjną, osadzone na gwintowanej śrubie, która posiadała na zewnątrz prawego wspornika lawety dźwignię dociskową. Poprzez naciśnięcie dźwigni dociskowej w dół, obie nakrętki przesuwały się na zewnątrz wzdłuż śruby gwintowanej i dociskały dolne ramiona dźwigni wahliwych do środka, blokując tym samym płyty i belki. Siła ściskania regulowana była poprzez podnoszenie lub opuszczanie dźwigni regulacyjnej umieszczonej na zewnątrz lewego wspornika (widocznej na rysunku po lewej) i ustalanie jej na łuku w pożądanej pozycji, zmieniając tym samym pierwotne położenie nakrętki regulacyjnej na śrubie. Przesuwanie dźwigni regulacyjnej w górę łuku zwiększało siłę ściskania, a przesuwanie w dół ją zmniejszało. Dźwignia dociskowa powinna być obsługiwana ręcznie, ale dla automatycznego jej działania po prawej stronie platformy zamontowany był wyzwalacz, który współpracował z występem na dźwigni dociskowej podczas odrzutu działa. Odpowiednia siła ściskania była osiągnięta, gdy jedna osoba mogła wcisnąć dźwignię dociskową pod zaczep. Po prawej stronie pokazany jest przekrojowy rysunek przedstawiający tego typu mechanizm oporowy. Sama trawersowa platforma nośna typu kazamatowego przedstawiona na rysunku po prawej należała do odmiany Medium No. 13 i miała długość 3,35 m (11 ft), zaś jej konstrukcja pozwalała na prowadzenie ognia przy maksymalnej wysokości palisady (czy też furty działowej) wynoszącej 1,07 m (3 ft 6 in). Była specjalnie przystosowana do lawet wykonanych z żelaza (odmian No. 3 i 11), gdyż była wyposażona w elementy urządzenia oporowego systemu E.O.C. Budowa tej platformy nie różni się znacząco od przedstawionej wcześniej platformie kazamatowej No. 14, jednak w tym przypadku boki platformy są wzmocnione od wewnątrz żelazną płytą, do której przynitowana jest płyta pod zaciski systemu E.O.C. Kolejna różnica polegała na budowie przednich kołnierzy i wózków. O ile tylne wózki, podobnie jak w przypadku platformy No. 14 mają koła o średnicy 305 mm (12 in), to przednie są nieco większe i mają 165 mm (6½ in) średnicy.

      Żelazna laweta odmiany Medium No. 2 na platformie Medium No. 11 w odmianie "dwarf"Żelazna laweta odmiany Medium No. 2 na platformie Medium No. 12 w odmianie kazamatowejKolejną odmianą lawety która była używana do przenoszenia dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL była odmiana Medium No. 2, przedstawiona na rysunku obok. Była ona również wykonana z żelaza i była przystosowana do posadowienia na platformach nośnych odmian Medium No. 11 (odmiany "dwarf", na rysunku po lewej) i No. 12 (odmiany kazamatowej, na rysunku po prawej). Sama laweta pod względem konstrukcji i wyposażenia była podobna do przedstawionej wyżej odmiany Medium No. 3, ale w tym przypadku konstrukcja lawety była przystosowana do hydraulicznego urządzenia oporowego, zamiast do płytowego opornika typu E.O.C. Wiązało się to z tym, że pod płytą dolną z przodu znajdował się wspornik do mocowania tłoczyska urządzenia oporowego. Co do platform nośnych, to na rysunku po lewej jest przedstawiona trawersowa platforma nośna odmiany Medium No. 11. Budowa tej platformy nie odbiega zbytnio od budowy platformy Medium No. 13, przedstawionej na rysunku wyżej, z wyjątkiem tego, że kołnierze wózków i tylny blok są podobne do modelu odmiany "dwarf". Dodatkowo tylny blok jest wzmocniony zastrzałami z blachy i kątownika. Platforma jest przystosowana również do używania na stanowiskach obrotowych typu "pivot", dlatego wyposażona jest w spodnią płytę dostosowaną do żeliwnych czopów montowanych w podłożu i mocowana jest do nich za pomocą wtyczki do bloku czopowego. W przypadku tej platformy maksymalna wysokość palisady wynosiła 1,30 m (4 ft 3 in), natomiast długość samej platformy liczyła (13 ft 2 in). Można było na tych platformach montować żelazne lawety odmian Medium No. 2, 10 i 13, generalnie wszystkie jakie posiadały mocowanie dla tłoka hydraulicznego urządzenia oporowego. Na rysunku po prawej przedstawiona jest trawersowa platforma nośna typu Medium No. 12 odmiany kazamatowej. Zasadniczo również nie odbiegała budową od przedstawionej wyżej platformy Medium No. 13. ale jej długość wynosiła 4,01 m (13 ft i 2 in) i posiada tylny blok. Była wyposażona w hydrauliczne urządzenie oporowe, który było wsparte z tyłu na wsporniku z kutego żelaza i opierało się na tylnych środkowych pawężach i było do nich przymocowany za pomocą opasek. Tej platformy można było używać tych samych lawet jak w poprzednim przypadku natomiast maksymalna wysokość palisady w tym wypadku wynosiła 1,07 m (3 ft 6 in), czyli była nieco niższa niż platforma Medium No. 11. Jak już wspomniano, w przypadku obu opisywanych platform, ich budowa. jak i konstrukcja lawety była przystosowana do hydraulicznego urządzenia oporowego. Hydrauliczne urządzenie oporoweHydrauliczny tłumik (prezentowany na rysunku po lewej) zaprojektowany jako zamiennik płytowego opornika typu E.O.C. był prosty w budowie i działał całkowicie automatycznie. Składał się on z żelaznego cylindra z tłoczyskiem i tłokiem. Tłok, o średnicy 204 mm (8,04 in), posiadał cztery otwory umożliwiające przepływ cieczy w cylindrze z jednej strony tłoka na drugą podczas ruchu. Cylinder był przymocowany do platformy za pomocą dwóch obejm, a z tyłu u góry posiadał otwór wlewowy, a z przodu na dole kran spustowy. Tłoczysko połączone było z uchwytem przymocowanym do lawety powyżej, a laweta wyposażona była w zaczepy zapobiegające jej podnoszeniu się podczas odrzutu. Tłumik był przystosowany do wszystkich ciężkich lawet dział tamtego okresu, jedyną różnicą jest wielkość otworów. W przypadku dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL wielkość otworów wynosiła 32 mm (1¼ in), przy cięższych działach otwory były odpowiednio mniejsze, aby zwiększyć opór. Cylinder mógł być wypełniony wodą lub olejem Field'a, który w przeciwieństwie do wody nie zamarzał. Cylinder mieścil 12 galonów wody lub oleju. Podczas odrzutu tłok, cofany szybko do tyłu, napotykał opór cieczy, która mogła przepływać przez otwory tylko z pewną określoną prędkością, zależną od ich średnicy. Tłumik nie przeszkadzał w powrocie działa do pozycji wyjściowej, ponieważ przy niskiej prędkości ciecz mogła łatwo przepływać przez otwory z jednej strony tłoka na drugą.

      Żelazna laweta odmiany Medium No. 1 na żelaznej platformie Medium No. 2Żelazna laweta dwupłytowaPrócz mocowań o mieszanej, żelazno-drewnianej konstrukcji pojawiły się z biegiem czasu mocowania całkowicie wykonane z żelaza. Przykład takiego mocowania przedstawione na rysunku po lewej, składa się z żelaznej lawety ślizgowej odmiany Medium No. 1 posadowionej na platformie odmiany Medium No. 2. Zarówno laweta jak i plaforma, konstrukcyjnie były konwersją morskiego mocowania przeznaczonego dla 6,5-tonowych armat 7-calowych MLR (179 mm (7 in) 6,5-tonowe MLR). Budowa samej lawety zasadniczo nie odbiegała od konstrukcji opisanych wyżej lawet Medium No. 3, wliczając również zastosowanie pochłaniacza odrzutu odmiany E.O.C. Jedyną różnicą było zastosowanie podwójnych płyt w budowie bocznych wsporników, co wzmacniało całą konstrukcję. Laweta tej odmiany mogła być wykorzystywana wraz z żelaznymi platformami trawersowymi odmian Medium No.1., Medium No. 2 oraz Medium No. 3. Platforma trawersowa No. 1 była przystosowana do prowadzenia ognia do maksymalnej wysokości palisady (czy też furty działowej) wynoszącej 1,30 m (4 ft 3 in) i posiadała nachylenie 5° (podobnie jak i inne żelazne platformy trawersowe dla tej odmiany armat). Posiadała wózki i kołnierze wykonane z żeliwa. Przednie wózki miały średnicę 330 mm (13 in), natomiast tylne 466 mm (18⅓ in). Kołnierze były przymocowane do ramy platformy za pomocą wsporników wykonanych z żelaza kutego, z których tylne miały znacznie wyższą wysokość w porównaniu do przednich. Sama rama platformy była wykonana z kutego żelaza i usztywniona krzyżowymi ryglami. Każda belka była wzmocniona przez kuty wspornik. Odmiana platformy Medium No. 2 (przedstawiona na rysunku) zbudowana była bardzo podobnie, jednakże część elementów (np. przednie wsporniki kołnierzy) były wykonane z żeliwa, zamiast z żelaza kutego, natomiast tylne wsporniki kołnierzy miały nieco mniejszą wysokość. Same wózki i kołnierze nie różniły się w ogóle. Z racji niższych mocowań, w jej przypadku maksymalna wysokość prowadzenia ognia (wysokość palisady) wynosiła 1,07 m (3 ft 6 in). Trawersowe platformy odmiany Medium No. 3 były przystosowane do prowadzenia ognia do maksymalnej wysokości palisady 0,79 m (2 ft 7 in). Ich niższa sylwetka była wynikiem między innymi odmiennej konstrukcji wózków i kołnierzy mocujących. Przednie wózki miały średnicę 165mm (6½ in), natomiast tylne 330 mm (13 in). To wraz nieco "odchudzoną" konstrukcją spowodowało, iż platformy tej odmiany były zdecydowanie najniżej osadzone.

      Mocowanie lawety systemu MoncrieffKolejną odmianą mocowań dla armat 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL były lawety uchylne systemu Moncrieff'a. Wynalazcą tej odmiany mocowań był w latach sześćdziesiątych XIX wieku brytyjski oficer Alexander Moncrieff, który wykorzystał swe spostrzeżenia z okresu wojny krymskiej, by usprawnić istniejące lawety dział tak, by móc podnosić działa ponad krawędź palisady po załadowaniu za osłoną. Jego kluczową innowacją był praktyczny system przeciwwagi, który podnosił armatę, a także kontrolował odrzut. Tego typu mocowanie miały wiele zalet. Zapewniało ono obsłudze działa ochronę przed bezpośrednim ogniem, podnosząc działo nad palisadę (lub mur przed działem) tylko wtedy, gdy należało oddać strzał, w przeciwnym razie znajdowało się ono niżej, gdzie można było je łatwo i bezpiecznie załadować. Z działami w pozycji ukrytej (w dole za palisadą) bateria była znacznie trudniejsza do zauważenia z morza, co czyniło ją znacznie trudniejszym celem dla atakujących okrętów - ogień o płaskiej trajektorii miał tendencję do przelatywania nad baterią, nie uszkadzając jej. Umieszczenie ruchomego punktu podparcia pomiędzy działem, a platformą zmniejszyło obciążenie tej drugiej co pozwalało na lżejszą konstrukcję, ograniczając jednocześnie odrzut. Proste, dobrze zabezpieczone ziemne i murowane stanowiska działowe były o wiele bardziej ekonomiczne w budowie niż wcześniejsza praktyka wznoszenia ciężkich murów i ufortyfikowanych kazamat w bardziej tradycyjnych fortyfikacjach. Cała bateria mogła być ukryta, gdy nie była używana, w przeciwieństwie do tradycyjnych fortów, co umożliwiało prowadzenie ostrzału z zasadzki. Dodatkowo armaty posadowione na tych mocowaniach miały większą częstotliwość powtarzalnego ognia w porównaniu ze standardowymi mocowaniami, a obsługa działa mniej się męczyła. Te wszystkie pozytywne cechy spowodowały że mocowania systemu Moncrieff'a szybko zyskiwały popularność i również w przypadku dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL stosowano tego typu mocowania w zastosowaniach fortecznych.

      Dla porównania - niezwykle podobna konstrukcyjnie laweta systemu Mocrieff'a Mark I dla dział 178 mm (7 in) 7-ton MLRGeneralna zasada działania mocowania systemu Moncrieff'a polegała na zastosowaniu poziomej platformy, po której poruszała się specjalna konstrukcja (zwana potocznie windą) wraz z zamocowaną na niej armatą, w ten sposób, że ze względu na swój specyficzny kształt ustawiała działo w wymaganej pozycji zarówno do ładowania, jak i strzelania. Specjalna konstrukcja ponadto obciążała za pomocą specjalnie dobranego obciążnika przeciwny koniec windy w stosunku do tego, w którym znajdowało się działo, tak że gdy siła odrzutu powodowała, że winda toczyła się do tyłu, a działo opadało, jednocześnie przeciwwaga unosiła się do góry, natomiast sama winda docierając do krańcowego położenia była blokowana przez hamulec. W takim przypadku punkt podparcia, na którym opierała się winda, nie był stały, lecz zmienny, co pozwalało uniknąć wszelkich wstrząsów lub uderzeń elementów armaty podczas wystrzału, przynajmniej w kierunku poziomym. Aby jeszcze bardziej zabezpieczyć się przed uderzeniami, krzywa powierzchni tocznej windy została tak ukształtowana, że podczas wystrzału i w trakcie pierwszego ruchu, winda poruszała się swobodnie, a przeciwwaga nie pochłaniała zbyt wiele siły odrzutu - w rzeczywistości winda przemieszczała się o około połowę długości platformy, zanim dźwignia (w zrozumieniu obliczeniowym) przeciwwagi lub oporu znacząco wzrosła. W pozostałej części długości platformy profil krzywej powodował, że przeciwwaga działała z szybko rosnącą dźwignią, podczas gdy dźwignia armaty malała, siła odrzutu była coraz bardziej pochłaniana, aż w końcu armata zatrzymywała się. Przeciwwaga, znajdując się w podniesionej pozycji, posiadała w tym momencie zmagazynowaną pewną ilość energii potencjalnej, która mogła być spożytkowana na ponowne podniesienie działa do pozycji strzału. Jednakże naturalną pozycją działa było położenie górne, gdyż grawitacja ściągała przeciwwagę na dół, powodując uniesienie się lawety.

      Winda, składała się z dwóch bocznych podwójnych wsporników, z których każdy był wykonany z płyt żeliwnych, połączonych z każdej strony żeliwną ramą. Były one połączone w dolnej części z przeciwwagą za pomocą poziomych pasów. Tylne krawędzie wsporników windy były zakrzywione i miały zęby, które pasowały do odpowiadających przestrzeni w zębatkach na platformie. Przeciwwaga składała się z czterech bloków żeliwnych, dobranych wagowo do ciężaru armaty i lawety. W górnej części windy znajdowały się mechanizmy lawety, wraz z cylindrycznymi metalowymi łożyskami dla czopów działa, które były zabezpieczone przez obejmy. Platforma nośna w przypadku odmiany Mark II dla działa 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowego (110 pdr) RBL 82 cwt miała długość 4,65 m (15 ft 3 in). Boczne belki z których była zbudowana miały 254 mm (10 in) wysokości, 127 mm (5 in) szerokości oraz długość 4,57 m (15 ft) i były rozmieszczone w odległości 838 mm (2 ft 9 in) od siebie. Wymiary platformy były ściśle przypisane do wersji dla działa 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowe (110 pdr) RBL, natomiast reszta parametrów (w tym konstrukcja innych elementów mocowania) była bardzo podobna do wersji dla dział 179 mm (7 in) 6,5-tonowych MLR, za wyjątkiem koła sterującego hamulcem, które w tym przypadku znajdowało się wyłącznie po lewej stronie platformy. Platforma była wyposażona w kołnierze i wózki (jednakowego rozmiaru, o sporej średnicy 508 mm (1 ft 8 in)) wykonane z kutego żelaza oraz system obrotu platformy typu "pivot". W tym przypadku stosowano dwie odmiany systemu obrotu typu "pivot". Odmiana "C", gdzie trzpień na którym obracała się platforma był umieszczony centralnie. W takim przypadku promień obrotu wózka wynosił 2,08 m (6 ft 10 in). W przypaku odmiany "D", trzpień nie był umieszczony centralnie, a nieco w kierunku tyłu platformy. W tym przypadku dla przednich wózków promień wynosił 2,72 m (8 ft 11 in), natomiast dla tylnych 1,44 m (4 ft 8½ in). 

      Całkowita waga platformy wynosiła łącznie 13 653 kg (268¾ cwt), w tym winda wraz przeciwwagą 9119 kg (179½ cwt), natomiast platforma wraz zmechanizmem podnoszenia 4534 kg (89¼ cwt). Działo (liczone od centralnego punktu ciężkości) w górnym położeniu znajdowało się na wysokości 3,19 m (10 ft 5¾ in). Mocowanie pozwalało na prowadzenie ognia ponad murem lub palisadą o wysokości 2,84 m (9 ft 4 in). Sama laweta pozwalała na zakres zmiany elewacji działa w zakresie +15°/-5°.
    6. Należy tutaj zaznaczyć, że działa 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowe (110 pdr) RBL mimo, że generalnie nie były przeznaczone do zadań związanych z mobilnością to jeżeli występowała potrzeba użycia tej odmiany dział w charakterze artylerii oblężniczej (co wiązało się z dostarczeniem tych armat na miejsce i odpowiednie przygotowanie ich do prowadzenia ognia w warunkach polowych), w początkowym okresie popularności tych armat istniały "quasi" mobilne lawety dla dział w odmianie 72 cwt. W ich przypadkach zastosowano zwykłą drewnianą lawetę ślizgową odmiany morskiej (waga pustej lawety wynosiła 731,20 kg (14 cwt 1 qrs 16 lbs), z dodatkowymi bocznymi opornikami blokowymi. Nośna platforma ślizgowa również była odmiany morskiej, była ustawiona do nachylenia 4° przez przedni i tylny blok oraz wyposażona w oś tylnego bloku, z otworem na czop dyszla w głowicy oraz z łańcuchami pociągowymi i zabezpieczającymi. Na czas transportu na osi umieszczane były koła odmiany oblężniczej (rozstaw 1,574 m (5 ft 2 in)), a przód platformy nośnej mocowano do dyszla przystosowanego do zaprzęgu czterokonnego. W baterii była odczepiana, koła były zdejmowane, a sama laweta była umieszczana na nośnej platformie ślizgowej. Waga pustej nośnej platformy ślizgowej w tym wypadku wynosiła 1117, 67 kg (22 cwt) (w niektórych opracowaniach spotyka się również odmiany o wadze 1346,28 kg (26½ cwt). Elementy służące do transportu (limber transportowy i koła odmiany oblężniczej) ważyły 903,57 kg (17 cwt 3 qrt 4 lbs). Jeżeli warunki polowe wymuszały posadowienie działa na gruncie, platforma nośna była podczas montażu na stanowisku bojowym umieszczana na specjalnie przygotowanej platformie pośredniej umieszczonej bezpośrednio na ziemi i umożliwiającej lepsze rozłożenie ciężaru lawety i platformy nośnej. W przypadku dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowe (110 pdr) RBL platforma ta składała się z elementu zbudowanego z dwóch dębowych belek tworzących boki, osadzonych i przymocowanych żelaznymi kołkami do dwóch dębowych rygli. W pawęży przedniej znajdował się otwór na sworzeń platformy nośnej. Podczas układania platformy poprzecznice były osadzane w ziemi. Cała platforma pośrednia ważyła 857,30 kg (16 cwt 3 qrs 14 lbs).

  2. Lawety stosowane na okrętach

    Kiedy działa 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL były wdrażane do służby, ich pierwotne zastosowanie (mowa tutaj o wersji 72 cwt) miało być związane z użyciem na lądzie w charakterze ciężkiej artylerii fortecznej. Ich stosunkowo niewielka prędkość wylotowa (średnio około 1165 ft/s (355,09 m/s )), o ile w zupełności wystarczała do pierwotnych zastosowań, to była już zupełnie niewystarczająca do skutecznego radzenia sobie z opancerzeniem okrętów, które to zaczynało się pojawiać na kadłubach nowo projektowanych jednostek. Pierwsze działa wersji 72 cwt z racji zbyt dużego odrzutu niemal natychmiast zostały przeznaczone do zadań na lądzie, natomiast wersja morska - 82 cwt - która została wprowadzona na pokłady okrętów po raz pierwszy w 1861 r. z racji słabych zdolności przeciwpancernych i trapiących działa awarii była stopniowo wycofywana z pokładów okrętow (niemal zaprzestano montażu tych dział po 1868 r.), zaś istniejące armaty obu wersji zostały przeniesione do służby garnizonowej lub fortecznej. Spowodowało to, że w przeciwieństwie do mocowań używanych na lądzie, działa montowane na okrętach używane w połączeniu z armatami 110-funtowymi Armstronga nie miały zbyt wiele czasu, aby ewoluować i występowały w stosunkowo niewielu odmianach, w porównaniu do lądowych wersji mocowań. 

    Mocowania armat na okrętach generalnie występowały w odmianach wózkowej, tylno-blokowej oraz ślizgowej, podobnie zresztą, jak w przypadku lawet używanych na lądzie, do których zresztą były bardzo podobne konstrukcyjnie. Jeżeli materiałem konstrukcyjnym było drewno zwykle używano wiązu, z wyjątkiem bloków osiowych lub klinów oporowych, które zazwyczaj wykonywano z dębu. Niemal zawsze na elementach konstrukcyjnych stosowano okucia. Podstawy wykonywano z wiązu, podobnie jak kliny, jednak w ich przypadku używano równie chętnie dębu afrykańskiego lub sabicu. W przypadku dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL z racji ich przynależności do dział o znacznej wadze, na okrętach nie stosowano lawet wózkowych. Występowały jednakże mocowania typu ślizgowego oraz zmodyfikowane odmiany lawet tylno-blokowych.
     
    1. Działa montowane na okrętach w bateriach burtowych były posadowione na lawetach różnych odmian. Z racji stosunkowo krótkiej kariery w marynarce wojennej dział armat 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL lawety na których były one posadowione w znaczącej większości stanowiły odmiany mocowań stosowanych dla gładkolufowych armat 68-funtowych, a szczególnie odmiany drewnianej lawety tylkoblokowej, która lepiej tłumiła wytłumiała naprężenia powstałe przy odrzucie, większym w przypadku cięższych odmian nowo wprowadzonych do służby armat. Modyfikacje lawety zostały wprowadzone do konstrukcji na wniosek Surveyor Department i zasadniczo sprowadzały się do zmian konstrukcyjnych powiązanych z planowanym zmniejszeniem wielkości portów (otworów na działa w burcie) armatnich. W przeszłości porty armatnie były na tyle szeroke, aby umożliwić obrót armaty w łuku 52 stopni (26 stopni w każdą stronę). Dla gładkolufowej armaty 68-funtowej wymagało to portu o szerokości około 1,17 m (3 ft 10 in). W momencie powstawania pierwszych okrętów z burtowym opancerzeniem, jak HMS "WARRIOR" (na jego uzbrojenie wchodziły właśnie m.in. działa 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowe (110 pdr) RBL oraz armaty 68-funtowe (68 pdr) SBML 95 cwt), duże porty stanowiły istotną lukę w pancerzu, dlatego zdecydowano, że rozmiar ich rozmiar powinien zostać maksymalnie zmniejszony. Zasadniczo szerokie porty były dziedzictwem epoki żaglowców, których manewrowości i zwrotność była w dużym stopniu uzależniona od wiatru. Parowe okręty wojenne nie potrzebowały takich ekstremalnie szerokich portów i lawet z możliwością przesadnie dużego trawersowania w bateriach burtowych, głównie dlatego, że okręty łatwiej i niezależnie od wiatru mogły ustawiać się burtą w kierunku wroga. Nadal jednak problemem pozostawało manewrowanie lawetą, zarówno podczas trawersowania jak i podczas działoczynów.

      Belka kierunkowa (sterująca)Rozwiązaniem okazało się zastosowanie tzw. belki kierunkowej. Była to wykonana z drewna i żelaza belka, która łączyła się z sworzniem obrotowym umieszczonym w dolnym progu portu armatniego na burcie. Sama laweta została znacznie skrócona i zmodyfikowana w taki sposób, aby przesuwać się wzdłuż belki pod wpływem odrzutu, utrzymując się w linii. Zastosowanie belki kierunkowej pozwalało na łatwiejsze kontrolowanie lawety oraz na znacznie bliższe umieszczenie jej w stosunku do portu. Pozwoliło to na znaczne zmniejszenie portów (w przypadku wspomnianego już HMS "WARRIOR" szerokość zmniejszono do 0,61 m (2 ft), natomiast wysokość wynosiła 1,10 m (3 ft 7¼ in)). Porty działowe pomimo zmniejszenia szerokości zachowały stosunkowo dużą głębokość (wynosiła ona 1,10 m (43¼ in)). Nie zostały one tak zaprojektowane przypadkowo, troska o zmniejszenie szerokości wskazywała na chęć zminimalizowania narażenia nieopancerzonych obszarów, natomiast duża głębokość portów pozwalała na zwiększenie maksymalnego wzniosu elewacji armat (na głównym pokładzie zakres zmiany elewacji mógł teoretycznie maksymalnie sięgać -7°/+15°). Dlatego głębokie porty nowych okrętów zostały celowo przyjęte przez konstruktorów jako część ich uzasadnienia zastosowania taktycznego dla nowych fregat pancernych - miały walczyć na dużym dystansie, unikając skoncentrowanego ognia drewnianych okrętów liniowych.

      Zmodyfikowane lawety zostały wprowadzone do służby po serii testów w ośrodku artyleryjskim HMS "Excellent", które zostały zakończone w 15 grudnia 1860 r. Prototyp instalacji został zbudowany w Royal Carriage Department. Próby doprowadziły do ​​pewnych modyfikacji, ale systemy zostały zamówione do zamontowania na pokładzie nowo wprowadzonych do służby pancernych fregat typu "WARRIOR", zarówno dla dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL jak i dla armat 68-funtowych (68 pdr) SBML 95 cwt. Główne różnice między nowym typem lawety a wcześniejszym typem lawet tylnoblokowych polegały na konieczności wycięcia szczeliny w przedniej pawęży oraz w tylnym bloku oporowym pod belkę kierunkową. Do zmiany elewacji dział oprócz normalnych drewnianych klinów (większego o zakresie zmiany elewacji -1,5°/+7°, oraz mniejszego o zakresie +6°/+11°, przy założeniu że bez klinów działa 110-funtowe w tych lawetach miały +20° wzniosu w spoczynku) przewidziano śrubę podnoszącą, którą nakazano zamontować w 1862 r. Tylno-blokowa laweta okrętowa dla dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBLDziała strzelały równo z burtą okrętu, ale ponieważ nowe fregaty były opancerzone, nie było niebezpieczeństwa pożaru. Dla dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL laweta ważyła 635 kg (12½ cwt), dla porównania laweta dla dział 68-funtowych (68 pdr) SBML 95 cwt była nieco cięższa, jej waga wynosiła 686 724,1 kg (13½ cwt 3 qts). Długość lawety wynosiła 1,63 m (64 in), wysokość osi czopa działa wynosiła 0,89 m (35 in) powyżej pokładu. Odrzut był kontrolowany za pomocą systemu lin, bloczków i zaczepów, mocujących lawetę do burty po obu stronach portu działowego. W położeniu bojowych, maksymalnie dosunięta laweta umiejscawiała lufę działa od 1,12 m do 1,22 m (44 in - 48 in) wewnątrz portu. Belka kierunkowa była solidnym elementem, ważącym około 250 kg (5 cwt) z żelaznym zawiasem o długości 1,14 m (3 ft 9 in). Ogon miał 0,28 - 0,33 m (12-13 in) szerokości i był wystarczająco długi, aby działo przesuwało się po nim nawet przy maksymalnym odrzucie. Gdy armata było w pełni w tylnym położeniu, wylot lufy znajdował się ok 2,13 m (7 ft) od portu strzeleckiego. W pierwotnej odmianie lawety te poza rozmiarami nie różniły się w odniesieniu do dział 68-funtowych (68 pdr) SBML 95 cwt, mając wiele wspólnych i nie różniących się wymiarami elementów, np. oba typy lawet miały takie same wózki przednie, o drewnianych kołach średnicy 0,51 m (20 in). Same lawety w dla dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL były nieco krótsze (dokładnie o 0,34 m (13½ in)), miały także nieco inną konstrukcję tylnej części spowodowanej innym systemem ładowania dział Armstronga. Zmiana elewacji w ich przypadku było zabezpieczone śrubą z grzechotką obsługiwaną dźwignią, ale nie można było go używać przy ekstremalnych zmianach wzniosu, wtedy musiano używać klinów.

      Zmodyfikowane lawety tylnoblokowe z belką kierunkową miały jednak oprócz niezaprzeczalnych zalet kilka wad. Znacznie zwiększył się wysiłek fizyczny wymagany do przemieszczenia działa. Ponadto, gdy działa były wystrzeliwane przy znacznym przechyle nawietrznym okrętu, stwierdzono, że działo często samoczynnie przemieszczało się do pozycji bojowej, zanim udało się zniwelować luz w olinowaniu. Laweta uderzała wtedy w blok czołowy belki kierunkowej, odcinając sworzeń lub zrywając mocowanie. Ponadto cały układ wymagał do ośmiu minut, aby został przygotowany do akcji z pozycji spoczynkowej. Drobne zmiany w szkoleniu były równie kłopotliwe. Dopiero dwóch brytyjskich oficerów i specjalistów od artylerii - Captain Cochrane i Gunnery Lieutenant Jackie Fisher oraz ich twórcze przekształcenie pomysłu belek kierunkowych w pełnoprawne platformy nośne i współpracujące z nimi odmiany lawet ślizgowych pomogło znacznie poprawić warunki pracy ówczesnych artylerzystów.

    2. Ślizgowa laweta drewniana dla armat 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL niewiele różniła się od swoich lądowych krewniaków. Zasadniczo, używane na morzu drewniane lawety ślizgowe, z wyjątkiem tych dla armat 20-funtowych, miały tą samą szerokość bloku prowadzącego co drewniane lawety ślizgowe do obsługi lądowej, dzięki czemu mogły być wymiennie używane zarówno na platformach lądowych jak i morskich, tak samo w odmianach kazamatowych jak i "dwarf". Różnice konstrukcyjne jednak występowały, najczęściej były związane z inną wysokością bocznych wsporników lawety, występowaniem zarówno przednich jak i tylnych rolek dojazdowych, mocowań na linę zabezpieczającą oraz tym, że najczęściej były wyposażone w opornik boczno-płytowy, pochłaniający odrzut za pomocą tarcia (niektóre odmiany lawet dla starszych armat nie były wyposażone w tego typu urządzenia). Budowa tylnych rolek dojazdowych różniła się w zależności od rodzaju lawety - dla dział 40-funtowych i lżejszych osie tylnych rolek były ukształtowane na kształt korby, co powodowało, że poprzez przyłożenie siły za pomocą specjalnej dźwigni z metalowym zakończeniem (gniazdo do przyjęcia dźwigni było przymocowane do wewnętrznego końca każdej osi) rolki opuszczały się i podnosiły tył lawety. Dla cięższych dział (68-funtowych i więcej) osie tylnych rolek były mimośrodowe, jednak i w tym przypadku do "uruchomienia" tylnych rolek używano metalowo zakończonej dźwigni. W przypadku ciężkich dział występowała również różnica w ilości mocowań na linę zabezpieczającą, ponieważ z racji cięższej wagi całej lawety wraz z armatą stosowano mocowania dla dwóch lin do tylnego bloku zamiast jednej, jak w przypadku dział mniejszych kalibrów.

      Opornik boczno-płytowy stosowany w morskich, drewnianych mocowaniach typu ślizgowego.Jednym z charakterystycznych elementów stosowanych w lawetach morskich w początkowych okresach stosowania dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL były oporniki boczno-płytowe. Jak widać na rysunku po prawej, był zbudowany z dwóch płyt przymocowanych do wsporników lawety za pomocą długich śrub. Dolna część obu płyt opornika zachodziła na belki platformy. Zewnętrzna płyta była przykręcona w górnej części nakrętką z brązu, przez którą przechodziła żelazna śruba z dzwignią. W zależności od tego, jak śruba jest obracana, wypychała ona górne końce płyt na zewnątrz od wsporników lub pozwalała im się przesuwać w ich kierunku - w pierwszym przypadku jak w imadle dolne powierzchnie płyt (poprzez zamocowane do płyt klocki drewna) dociskały się do belki platformy w ten sposób generując dodatkowe tarcie i niewelując odrzut. Aby dostosować ten typ opornika do różnych lawet i platform, stosowało się płyty o różnych kształtach i klocki drewniane o różnej grubości.

      Platforma trawersowa dla lawety ślizgowej dla działa 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL z fregat pancernych typu "Warrior"Jeżeli chodzi o konkretnie o drewniane lawety ślizgowe dla dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL, to waga samej lawety wynosiła 800,15 kg (15¾ cwt), natomiast w przypadku platformy to występowała ona w dwóch odmianach: cięższej o długości 4,27 m (14 ft) i wadze 1346,28 kg (26½ cwt) oraz lżejszej o długości 3,81 m (12½ ft) i wadze 1270,08 kg (25 cwt). Obie te platformy były stosowane uniwersalnie nie tylko dla dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL, ale również dla dział 68-funtowych SBML, oraz 10-calowych SBML. Platformy w odmianach dla dział ciężkich i średnich zazwyczaj składały się z dwóch długich boków z afrykańskiego dębu połączonych blokiem czołowym z tego samego materiału oraz dwóch dolnych bloków sabicu stanowiących pawęże, natomiast na środku między bokami umieszczone były deski wykonane z sabicu. W platformach dla dział ciężkich długie belki boczne platformy są zamocowane wobec siebie pod niewielkim kątem 2½° (w przypadku dział lżejszych kalibrów boczne belki były równoległe wobec siebie). Gdy platforma była przeznaczona do zastosowania jako platforma trawersowa, piąta rolka, również na osi mimośrodowej poruszanej dźwignią z żelaznym zakończeniem, była zamontowana bliżej centralnej części platformy, umożliwiając ruch platformy na boki.

      Laweta ślizgowa na platformie trawersowej dla działa 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL z opisem części lawety w języku angielskimLaweta ślizgowa na platformie trawersowej dla działa 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBLW przypadku wspomnianych wyżej fregat pancernych typu "WARRIOR", na górnym pokładzie zamontowano specjalne wersje lawet ślizgowych na platformach trawersowych w charakterze stanowisk dla tzw. dział pościgowych. Specjalnie zaprojektowany system rolek pozwalał platformie przemieszczać się pomiędzy czterema portami umieszczonymi na burtach. Rozwiązania te były szczególnie popularne w okresie wchodzenia do służby okrętów z napędem boczno-kołowym, gdzie nie można było używać pełniej baterii burtowej. W późniejszym okresie zaadaptowano takie rozwiązania dla okrętów wojennych, szczególnie przeznaczonych do zadań krążowniczych, gdzie często dochodziło do pościgu za przeciwnikiem, albo do odwrotu przed silniejszym wrogiem. W takim przypadku działa na pozycjach rufowych lub dziobowych były szczególnie przydatne. Lawety w tej odmianie posiadały dosyć duże dolne wypusty zarówno w przedniej jak i w tylnej pawęży, które przemieszczając się w kanale pomiędzy belkami platformy stabilizowały osiowo ruch lawety podczas odrzutu. Sam odrzut był oprócz opornika boczno-płytowego pochłaniany poprzez standardowe zestawy odpowiednio zamocowanych lin i zbloczy, mocowanych do burt po ustawieniu działa w pozycji bojowej przy wybranej furcie działowej. Sama laweta była również nieco lżejsza w porównaniu do lawet na nietrawersowych platformach - ważyła jedynie 762 kg (15 cwt) (była jednak znacznie cięższa niż lawety tylnoblokowe dla dział dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL, które ważyły 635 kg (12½ cwt), głównie dlatego, że ich konstrukcja poprzez zastosowanie zarówno przedniej jak i tylnej pawęży generowała dodatkową wagę). Wysokość osi czopa działa wynosiła 0,79 m (31 in) nad powierzchnią platformy i 1,09 m (43 in) nad powierzchnią pokładu. Zakres zmiany elewacji w tym przypadku był zależny od sposobu w jaki obsługa działa zabierała się do tego zadania. Przy użyciu śruby zamocowanej w łożu działa można było uzyskać zmianę elewacji w zakresie -4°/+6° - dodatkowo przy użyciu klina włożonego pomiędzy łoże, a tylny blok prowadzący pawęży zakres zmieniał się na -11°/+1°, natomiast użycie śruby umieszczonej na tylnej prowadnicy zmieniało elewację w zakresie +2°/+12° (wszystkie te wartości są przybliżone). 

Zdolności bojowe

Armstrong zbudował swoje pierwsze działo 3-funtowe ładowane odtylcowo zimą na przełomie 1854 i 1855 roku i przedstawił je Ministerstwu Wojny (ang. War Office) w lipcu 1855 r. Działo było małe, ale jego osiągi były niezwykłe: z odległości 1829 m (2000 yd) jego 3-funtowy pocisk przebijał ponad 2 stopy drewna wiązowego podpartego cienką płytą żeliwną. Niedługo później Armstrong zbudował działo 5-funtowe, które zostało pomyślnie przetestowane w 1856 roku, a w ciągu dwóch kolejnych lat większe działo 18-funtowe. Szybko pojawiły się potężniejsze wersje ładowanych odtylcowo dział: 25-funtowe, 40-funtowe, 70-funtowe i w końcu działo 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowe (110 pdr) RBL. Chociaż Armstrong nie był zadowolony z wytrzymałości mechanizmu zamkowego 110-funtowego działa, osiągi mniejszej broni były więcej niż zadowalające i zrobiły wrażenie na odpowiednich osobach. Sekretarz stanu ds. wojny, Lord Panmure, "wyraźnie wyraził opinię, że jest to niezwykle cenny wkład w naszą armię", zaś Książę Cambridge, naczelny dowódca armii, oświadczył, że działo Armstronga "potrafi wszystko oprócz mówienia" i listopadzie 1858 r. Specjalnej Komisji ds. Artylerii zarekomendowała używanie armat systemu Armstronga do użycia zarówno w armii jak i w Royal Navy. 

Pierwszy test bojowy 40-funtówki Armstronga odbył się podczas angielsko-francuskiej inwazji na Chiny w 1860 roku. Palmerston, którego rząd liberałów przejął władzę w czerwcu 1859 roku, niechętnie wysyłał odtylcówki na to wspólne przedsięwzięcie, obawiając się, że Francuzi mogliby je dokładnie obejrzeć. Zasugerował, że stare działa gładkolufowe "prawdopodobnie sprawdzą się wystarczająco dobrze dla Chińczyków". Niemniej jednak wojsko chciało wykorzystać te działa w akcji i niektóre z nich wysłano na wyprawę jako uzupełnienie standardowych ładowanych odprzodowo dział. Nowe armaty spodobały się wszystkim. Dowódca wyprawy, Sir James Hope Grant, chwalił celność dział Armstronga i moc pocisków. Książę Cambridge był przekonany, że "skuteczność dział Armstronga [została] całkowicie potwierdzona", a dla niego było to "nawet ważniejsze niż cała wyprawa do Chin". Magazyn "The Times" ogłosił w artykule 5 listopada 1860 r., że działa "pod każdym względem były sukcesem”: zasięgiem, celnością, siłą niszczącą, łatwością strzelania i niewielką ilością zanieczyszczeń lufy. Ładowane odtylcowo działa Armstronga kosztowały więcej niż armaty ładowane odprzodowo, ale były "dobrą inwestycją", a Times opowiadał się za wprowadzeniem ładowanych odtylcowo dział do wszystkich sił lądowych i morskich, wierząc, że działa Armstronga "prawdopodobnie nie zostaną praktycznie zastąpione przez jakiś czas". Marynarka wojenna, również pod wrażeniem nowych ładowanych odtylcowo dział, natychmiast zażądała aby Ministerstwo Wojny wysłało im "dużą liczbę" dział 70- i 110-funtowych. Armstrong ostrzegał, że siła detonacji ładunku miotającego w działach 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL zbliżyła się do granic wytrzymałości mechanizmu zamkowego, ale Admiralicja nalegała na posiadanie dział bez poddawania ich próbom. Okazało się to niestety błędem o czym przekonano się nieco później.

Jednak zanim przejdziemy do analizy awaryjności armat 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL trzeba przyjrzeć się właściwością bojowym tych armat. Kiedy te armaty wchodziły do służby, ich naturalnym konkurentem były działa gładkolufowe 68-funtowe (68 pdr) SBML 95 cwt. , w których standardowo używano pełnych i wybuchowych pocisków o okrągłym kształcie. Odnosząc się do tych armat, zalety stosowania dział gładkolufowych polegały na tym, że nie były one tak drogie jak broń gwintowana; pociski wystrzeliwane z nich mogły uzyskiwać duże prędkości wylotowe bez dużego obciążenia dla konstrukcji armaty; kuliste pociski można było łatwiej obsługiwać i przechowywać niż pociski wydłużone, oraz że okrągły pocisk tworzył większy otwór niż wydłużony pocisk o tej samej wadze. Z drugiej strony, kule miały małą moc penetracyjną, chyba że na bardzo krótkich dystansach, ponieważ ich prędkości szybko malały z powodu oporu powietrza; poza tym kula sferyczna nie jest dobrą formą do penetracji twardych substancji, takich jak żelazo kute, a uderzenie kuli rozkłada się na większej powierzchni niż u wydłużonego pocisku o równej wadze. W przypadku wspomnianych dział 68-funtowych, sferyczne pociski o nominalnej wadze 68-funtów (rzeczywista waga była zależna od materiału z którego wykonano pocisk) wystrzeliwane przy użyciu wzmocnionego ładunku o wadze 7,26 kg (16 lbs) i wzniosie lufy działa wynoszącym 12° osiągały prędkość wylotową 481 m/s (1579 ft/s) i dolatywały na odległość 2926 m (3200 yd). W przypadku dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL maksymalny, wzmocniony ładunek prochowy o wadze 6,35 kg (14 lb) wyrzucał pocisk typu "solid shot" (pełny pocisk o 110-funtowej wadze nominalnej, a rzeczywistej pomiędzy 49,22 kg, a 50,18 kg (108.5 - 110.625 lbs)) z prędkością ok. 350,52 m/s (1150 ft/s) na odległość 3658 m (4000 yds) przy wzniosie lufy wynoszącym 11¼°.

Już szybki rzut oka na podane osiągi uzmysławia sporą różnicę pomiędzy tymi armatami. Stosunkowo duża prędkość wylotowa uzyskiwana przez działo gładkolufowe nie przekładała się na zasięg, co wskazywało na to, że prędkość ta malała bardzo szybko w miarę ze wzrostem odległości. W przypadku dział 110-funtowych odwrotnie, znacznie niższa prędkość wylotowa była rekompensowana przez ruch wirowy pocisku nadany przez gwintowanie, co wraz z bardziej aerodynamicznym kształtem przekładało się na większy zasięg. Dodatkowo, wirowanie nadane przez gwintowanie znacznie zwiększało stabilność wydłużonego pocisku w powietrzu, a co za tym idzie celność działa - z armat gładkolufowych można było również strzelać pociskami wydłużonymi, jednak miały one tendencję do koziołkowania w powietrzu, co znacznie pogarszało nie najlepszą tak czy inaczej celność tego typu dział. Jednakże duża prędkość wylotowa dział gładkolufowych 68-funtowych przekładała się na dużą początkową energię kinetyczną, która z kolei powinna się przekładać na  zwiększenie zdolności penetracyjnych na krótkich dystansach. Mniejsza prędkość początkowa pocisków z dział 110-funtowych teoretycznie mogła chociaż częściowo być rekompensowana przez specjalna konstrukcję pocisków, jednak aby nie zagłębiać się w domysły przyjrzyjmy się testom, które zostały przeprowadzone z wykorzystaniem obu rodzajów armat.

Test skuteczności dział gwintowanych i gładkolufowych przeciwko celom lądowym, opancerzonym - Shoeburyness - maj-czerwiec 1861 r.

Celem eksperymentu było ustalenie, jaką ochronę zapewnią murowi żelazne płyty o grubości 2, 2½, 3 i 3½ cala.  Test przeprowadzono pod nadzorem i z inspiracji członków Specjalnego Komitetu ds. Żelaza (ang. "Special Committee on Iron" 9 maja 1861 r. w Shoeburyness z wykorzystaniem szeregu dział gwintowanych i gładkolufowych. Żelazne płyty zostały wyprodukowane z walcowanego żelaza przez firmę Messrs Brown Hughes i Co. z Newport. Każda płyta była przymocowana do muru za pomocą sześciu 2-calowych śrub, które przechodziły przez płytę i były zabezpieczone podwójnymi nakrętkami do szyn kolejowych wmurowanych pionowo na głębokość 4 stóp w murze; górne końce tych szyn były dodatkowo zabezpieczone śrubami do tylnej części konstrukcji.

Eksperyment rozpoczęto od wystrzelenia pełnego żeliwnego pocisku z 12-funtowego działa gwintowanego Armstronga z odległości 600 jardów. Pocisk nie przebił żadnej z płyt ani nie spowodował żadnych uszkodzeń muru ceglanego. Następnie użyto 25-funtowego lądowego działa Armstronga, również z pełnym żeliwnym pociskiem, z tej samej odległości. Pocisk z tego działa przebił 2-calowe płyty, ale spowodował niewielkie uszkodzenia pozostałych płyt i żadnych uszkodzeń muru za nimi. Następnie użyto 40-funtowego działa Armstronga z pełnym żeliwnym pociskiem. Pocisk przebił wszystkie płyty z wyjątkiem płyty 3½-calowej, na którą prawie wcale nie zadziałał; nawet gdy przebił płyty, spowodował bardzo niewielkie uszkodzenia muru za nimi. Następnie użyto gładkolufowego, 68-funtowego działa o wadze 95 cetnarów, z ładunkiem 16 funtów i pełnym żeliwnym pociskiem, z odległości 500 jardów. Pocisk przebił wszystkie płyty i znacznie je uszkodził; mimo to płyty nie zostały przesunięte i śruby nie zostały poluzowane. Łącznie wystrzelono 42 pociski ze wszystkich dział. Jednak ocena umocnienia testowego wykazała, że płyty nadal są mocne i w dobrym stanie, a mur jest w równie dobrym stanie do celów obronnych, jak przed rozpoczęciem ostrzału. Dlatego też w dniu 16 maja rozpoczęto kolejną serię testów, podczas których użyto m.in. dział w tym dział 178 mm (7 in) Armstrong 110-funtowych (110 pdr) RBL.

Eksperyment kontynuowano z 110-funtowym działem Armstronga, strzelając najpierw 10 pociskami "common" wypełnionymi piaskiem (waga pustego pocisku 95½ funta, pełnego 104 funty; ładunek miotający 12 funtów) następnie 4 pełnymi żeliwnymi pociskami z 68-funtowego działa o wadze 95 cetnarów, z ładunkiem miotającym o wadze 16 funtów, a następnie 21 pociskami, na przemian ze 120-funtowej armaty gwintowanej ładowanej odprzodowo (tzw. "shunt gun") i 110-funtowej armaty Armstronga, strzelając bojowymi pociskami odmiany "common". W przypadku działa 120-funtowego do pocisków użyto zapalnika morskiego Pettmana, w przypadku pocisków do dział 110-funtowych - zapalnika słupkowego Armstronga. Każdy pocisk eksplodował przy uderzeniu. Zasięg 400 jardów.

Pocisk do działa 110-funtowego wypełniony piaskiem przebił wszystkie płyty z wyjątkiem 3½-calowej. Pierwszy pocisk, który uderzył w tę płytę, najwyraźniej nie spowodował żadnych uszkodzeń - rozbił się, pozostawiając niewielkie wgłębienie na płycie. Jednak inny, uderzając w pobliżu tego samego miejsca, oderwał połowę płyty i odsłonił mur. Po wystrzeleniu 10 ślepych pocisków 100-funtowych i 4 pełnych pocisków 68-funtowych, płyty były tak uszkodzone, że użyto pocisków bojowych. Wyrządziły bardzo niewielkie szkody, gdy uderzyły w żelazną płytę, znacznie mniejsze niż ślepe pociski, prawdopodobnie z powodu eksplozji zanim cała ich siła została wyzwolona na płytę. Jednakże gdy pociski bojowe uderzyły w odsłonięty mur, spowodowały ogromne zniszczenia i szybko doprowadziły mur i otaczający go umocnienia do takiego stanu, że kilka kolejnych pocisków całkowicie by go zniszczyło wraz z sąsiednią kazamatą.

Ten eksperyment wykazał, że mur pokryty 2-calowymi żelaznymi płytami skutecznie oprze się pociskowi 12-funtowego działa Armstronga z odległości 600 jardów, pokryty 2½-calowymi płytami, wytrzyma 25-funtowego działa Armstronga z odległości 600 jardów, a umocniony 3-calowymi płytami, skutecznie oprze się pociskowi 40-funtowego działa Armstronga z odległości 600 jardów. Dowiedziono jednak, że nawet płyty 3½-calowe nie są wystarczające, aby oprzeć się cięższym pociskom.

W dniach 6 czerwca i 13 czerwca przeprowadzono kolejne testy z wykorzystaniem dział 68-funtowych 95-cetnarowych, 110-funtowych Armstronga oraz 120-funtowych gwintowanych dział odprzodowych Armstronga. Tym razem celami była konstrukcja z kilkunastu żelaznych sztab o przekroju 10 na 4 cale i długości 12 stóp, zmontowanych w postać klatki, zamocowanych dodatkowo w murze. Oprócz tej konstrukcji, zbudowano również podobną jednakże wykorzystującą nieco słabsze sztaby o przekroju 8 na 3¾ cala. Ogień prowadzono żeliwnymi pociskami pełnymi. Test miał określić zdolność radzenia sobie armat w kontakcie ze szkieletowymi konstrukcjami żelaznymi, coraz bardziej rozpowszechnianymi zarówno w fortyfikacjach, jak i w kompozytowych konstrukcjach kadłubów okrętów. Z testów zwycięsko wyszły działa Armstronga odmiany "shunt gun", których pociski o wadze 125½ funta miotane ładunkami o wadze 14 lub 18 funtów powodowały najwięcej szkód. Jednakże działa 110-funtowe Armstronga w starciu z takimi celami również nie odstawały mocno od zwycięzcy - w załeżności od trafienia odrywały żelazne sztaby lub powodowały ich rozwarstwienie.