Włoski ciężki krążownik pozostaje klasą przewrotnie fascynującą: olśniewający techniczne, zdumiewająco nieskuteczne operacyjnie. Żaden inny przykład z okresu II wojny światowej nie ilustruje tak dobitnie przepaści między zamierzeniami projektantów a rzeczywistością bojową jak historia "TRENTO", "TRIESTO" i "BOLZANO" - trzech "waszyngtońskich" krążowników Regia Marina, którym los nie pozwolił spełnić pokładanych w nich nadziei. Właśnie temu zagadnieniu poświęcony jest czwarty numer pisma "Morskaja kampanija" z 2007 roku, przygotowany przez dwójkę uznanych rosyjskich historyków marynarki wojennej.
Publikacja wpisuje się w szerszy projekt redakcyjny: rok wcześniej jedno z numerów siostrzanego periodyku "Morskaja kollekcija" poświęcono czterem "waszyngtończykom" typu "ZARA", a numer Małowa i Patianina dopełnia ten cykl, dając czytelnikowi możliwie pełny obraz wszystkich włoskich ciężkich krążowników z okresu II wojny światowej. Tak pomyślana kompozycja serii świadczy o programowym podejściu autorów do tematu: nie chodzi o pojedyncze monografie, lecz o konsekwentne budowanie spójnego obrazu całej floty.
Struktura publikacji jest klasyczna dla tego rodzaju opracowań technicznych: historia powstania, opis konstrukcji (z osobnymi rozdziałami dla "TRENTO", "TRIESTO" oraz "BOLZANO"), nazewnictwo, malowanie, modernizacje, a następnie szeroka historia służby, prowadzona przez kolejne operacje na Morzu Śródziemnym - od Punta Stilo, przez Matapan, po konwojowe bitwy z lat 1941–1942 i losy okrętów po kapitulacji Włoch. Autorzy nie poprzestają na suchym wyliczaniu faktów - każdy etap historii służby jest osadzony w szerszym kontekście strategicznym, co pozwala zrozumieć, dlaczego tak znakomite okręty osiągały tak mizerne wyniki bojowe.
Walorem merytorycznym pracy jest precyzyjne rozróżnienie między "TRENTO" i "TRIESTO" a ich następcą - "BOLZANO". "BOLZANO" osiągnął na próbach rekordową dla ciężkiego krążownika prędkość 36,81 węzła, jednak w warunkach bojowych reszta tzw. skrzydła szybkiego - krążowniki typu "TRENTO" - mogła długotrwale utrzymywać nie więcej niż 30–31 węzłów, co pozbawiało sens operacyjny wybitnych osiągnięć tego okrętu. Ta obserwacja, wpleciona przez autorów w narrację o modernizacjach i planach taktycznych, jest znakomitą ilustracją tezy, że nawet wybitna jednostka nie może zastąpić dobrze skoordynowanej doktryny floty.
Projektowanie pierwszych włoskich krążowników waszyngtońskich rozpoczęto w 1923 roku pod kierownictwem generała Filippe Bonfigliettiego; przed twórcami postawiono ambitne zadanie stworzenia okrętów zdolnych pełnić rolę głównej siły uderzeniowej floty. Autorzy analizują, w jakim stopniu projekt sprostał tym oczekiwaniom - i ocena ta jest, co warto podkreślić, wyraźnie dwuwartościowa: konstruktorzy osiągnęli swoje cele, dając flocie okręty szybkie, dobrze uzbrojone i efektowne. Odpowiedź na pytanie, czy te cechy zostały właściwie wykorzystane, jest już znacznie mniej pochlebna dla admiralicji.
Książka stawia tezę, że konstruktorom udało się stworzyć wybitne okręty nieprzeciążone słabościami, które trapiły inne floty - za niepowodzenia bojowe odpowiedzialni byli w pierwszej kolejności dowódcy, a nie inżynierowie. Autorzy nie moralizują jednak bezproduktywnie: twierdzenie o winie admirałów jest dokumentowane, nie deklarowane, a czytelnik sam wyciąga wnioski z zestawionych faktów. To analityczna rzetelność rzadka w popularnych opracowaniach historyczno-morskich.
Wydawnictwo należy do kategorii popularno-naukowych periodyków bogato ilustrowanych, a materiał fotograficzny i plansze rysunkowe stanowią jego integralną część. Nakład 600 egzemplarzy sytuuje publikację w niszy przeznaczonej dla prawdziwych entuzjastów - i do nich adresowany jest również język: precyzyjny, terminologicznie wymagający, zakładający u czytelnika elementarną znajomość realiów floty wojennej. To zaleta dla znawców, ale realna bariera dla osób dopiero wchodzących w tematykę.
Jedynym istotnym zastrzeżeniem jest format: jako zeszyt periodyczny "Morskaja kampanija" siłą rzeczy narzuca ograniczenia objętościowe, których nie da się w pełni zrekompensować ani gęstością tekstu, ani jakością ilustracji. Zagadnienia takie jak plany przebudowy "BOLZANO" w okręt lotniczy czy epizod wojenny "TRIESTO" w Hiszpanii zasługiwałyby na bardziej rozbudowane opracowanie. Publikacja spełnia jednak to, co obiecuje: jest solidnym, dobrze udokumentowanym ujęciem tematu, wykraczającym poza popularne kompilacje, i stanowi wartościowe uzupełnienie rosyjskojęzycznej literatury o flocie włoskiej okresu II wojny światowej. Dla kogoś, kto poważnie interesuje się Regia Marina, ten numer "Morskiej kampanii" jest lekturą obowiązkową.