Wydany w 2000 roku przez Osprey Publishing jako 76. tom serii Campaign, "Ticonderoga 1758" to klasyczny przykład formatu, który Osprey doprowadził niemal do perfekcji - 96 stron, twarda struktura rozdziałowa i nacisk na operacyjny przebieg jednej konkretnej kampanii. René Chartrand, wieloletni kustosz kanadyjskich National Historic Sites i autor kilkudziesięciu tytułów dla tego wydawnictwa, ma tu przewagę, jakiej brak wielu anglojęzycznym autorom piszącym o wojnie francusko-indiańskiej: patrzy na bitwę pod Carillon także z perspektywy francusko-kanadyjskiej, nie tylko brytyjsko-amerykańskiej. To właśnie ta dwustronność spojrzenia jest największym walorem książki i wyróżnia ją na tle wielu popularnych opracowań tematu.
Struktura tomu jest typowa dla serii i dobrze służy czytelnikowi: "Origins of the Campaign", "Opposing Commanders", "Opposing Armies", "Opposing Plans", "The Campaign & Battle", "Aftermath", uzupełnione chronologią, bibliografią oraz rozdziałem o stanie pola bitwy współcześnie. Ten układ ma swoją logikę - zanim dojdzie do starcia, czytelnik otrzymuje solidne wprowadzenie w realia strategiczne kampanii 1758 roku i sylwetki dowódców, co pozwala zrozumieć, dlaczego klęska Abercromby'ego była w gruncie rzeczy efektem błędów decyzyjnych, a nie przewagi liczebnej przeciwnika. Rozdział o dowódcach jest może zbyt skrótowy jak na czytelnika oczekującego psychologicznej głębi, ale w ramach 96 stron trudno oczekiwać więcej - i tu trzeba uczciwie przyznać, że format serii narzuca ograniczenia, których Chartrand nie próbuje przekraczać kosztem rzetelności.
Najmocniejszą częścią książki jest opis samej bitwy - rekonstrukcja kolejnych, samobójczych szturmów na francuskie umocnienia, w tym słynnego ataku 42. Pułku (Black Watch), prowadzona jest z dbałością o szczegóły taktyczne: rozmieszczenie oddziałów, charakter francuskich abatis, sekwencję natarć. To właśnie ta drobiazgowość - rzadko spotykana w bardziej ogólnych syntezach wojny siedmioletniej w Ameryce Północnej - czyni tom przydatnym narzędziem dla osób zainteresowanych nie tyle narracją historyczną, co rekonstrukcją pola walki. Recenzent z "Canadian Army Journal" określił serię jako atrakcyjną zarówno dla poważnych miłośników historii wojskowości, jak i czytelników okazjonalnych, chwaląc bogatą ilustrację mapami, rycinami i fotografiami - i trudno się z tą oceną nie zgodzić, choć warto dodać, że to pochwała kierowana raczej do formatu serii niż do unikalnych zalet tego konkretnego tomu.
Ilustracje Patrice'a Courcelle'a, samouka działającego od dwudziestu lat jako ilustrator publikacji historycznych, są mocnym atutem wydania. Pełnostronicowe plansze barwne, charakterystyczne dla serii Campaign, oddają dynamikę szturmów na francuskie pozycje z dbałością o detal umundurowania - co akurat w przypadku starcia kolonialnego, gdzie obok regularnych pułków walczyły milicje i oddziały tubylcze, ma realną wartość poznawczą, a nie tylko dekoracyjną. Mapy operacyjne, choć typowe dla skromnego budżetu serii, są czytelne i pozwalają śledzić ruchy wojsk bez konieczności sięgania po dodatkowe źródła.
Opinie czytelników w sieci są stosunkowo zgodne, choć umiarkowanie entuzjastyczne - na portalu AbeBooks/Goodreads książka ma notowanie 3,75 na 5 przy 28 ocenach (na 2026 r.), co plasuje ją w środku stawki dla tej serii. Jeden z recenzentów na Amazonie zwrócił uwagę na coś, co wydaje mi się kluczowe: to jedna z niewielu publikacji, które tak precyzyjnie opisują strategię bitwy oraz rozmieszczenie wojsk, a przy tym pokazują, że w amerykańskiej historiografii starcie to bywa odczytywane wyłącznie z perspektywy anglosaskiej, podczas gdy w Quebecu funkcjonuje jako moment ocalenia Kanady Francuskiej przez Montcalma. Ta uwaga trafnie oddaje to, co sam uważam za największą wartość książki - nie tyle nowość faktograficzną, bo opis przebiegu bitwy jest dziś powszechnie znany, ile równowagę perspektyw, rzadką w anglojęzycznej literaturze popularnej na ten temat.
Słabością tomu, wspólną zresztą całej serii Campaign, jest ograniczona głębia analityczna wynikająca z formatu - Chartrand nie ma miejsca, by szerzej rozwinąć kwestie sporne, na przykład rzeczywistą skalę błędów Abercromby'ego na tle ograniczeń logistycznych armii brytyjskiej w Ameryce Północnej, ani by polemizować z innymi historykami kampanii 1758 roku. Bibliografia jest zwięzła i nie zastąpi lektury bardziej obszernych opracowań, takich jak "Crucible of War" Freda Andersona, do którego zresztą sam Chartrand się odwołuje. Mimo to, jako wprowadzenie do tematu i kompendium faktów operacyjnych podane w przystępnej, dobrze zilustrowanej formie, książka spełnia swoje zadanie solidnie i bez zbędnych ambicji wykraczających poza format. To pozycja, którą polecam raczej jako uzupełnienie kolekcji o wojnie francusko-indiańskiej niż jako jedyne źródło wiedzy o bitwie pod Ticonderogą - ale w tej roli sprawdza się bardzo dobrze.
Tu można zakupić książkę: Amazon, AbeBooks, BookFinder.com