Pozycja Dericka Wrighta, wydana przez Osprey w serii Campaign jako numer 77, należy do tej kategorii książek wojskowych, które trzeba oceniać dwutorowo - osobno jako kompendium faktograficzne, osobno jako narrację. Pod względem warsztatowym to typowy produkt Osprey: 96 stron, twarda struktura rozdziałowa (geneza kampanii, chronologia, dowódcy obu stron, organizacja wojsk, plany operacyjne, przebieg walk, skutki, pole bitwy dzisiaj, aneksy), bogato ilustrowany mapami, fotografiami archiwalnymi i kolorowymi planszami Howarda Gerrarda. Ta formuła sprawdza się znakomicie jako pierwsze zetknięcie z tematem - i tu leży główna zaleta książki: w niespełna stu stronach Wright potrafi przekazać esencję 76-godzinnej rzezi na Betio bez rozwadniania narracji.
Merytorycznie autor opiera się na solidnych podstawach - jest weteranem tematu, autorem obszerniejszej monografii "A Hell of a Way to Die: Tarawa 1943", z której ta książka stanowi w istocie skondensowaną wersję. Widać to w sposobie prowadzenia narracji: Wright nie ucieka od trudnych liczb (ponad 3000 strat marines wobec garnizonu liczącego ok. 3700 żołnierzy japońskich) i nie stara się ich estetyzować frazesami o heroizmie. To podejście rzeczowe, choć - jak zauważają niektórzy recenzenci na Goodreads - miejscami sprawia wrażenie suchego, niemal protokolarnego. Jeden z czytelników ujął to dosadnie: "wysoka ocena wynika głównie z map i fotografii, sama proza jest sucha jak pieprz". To trafna obserwacja - siła książki leży bardziej w warstwie wizualnej i strukturalnej niż w stylistyce.
Poważniejszym problemem, który wyłapali bardziej dociekliwi czytelnicy, są błędy faktograficzne, które podważają zaufanie do tekstu jako źródła referencyjnego. Najbardziej rażący dotyczy chronologii - Wright umieszcza bitwę pod Midway przed bitwą na Morzu Koralowym i błędnie datuje ją o miesiąc, co jest o tyle kuriozalne, że sam określa Midway jako punkt zwrotny wojny na Pacyfiku. Drugi błąd jest jeszcze bardziej wymowny: autor opisuje upalną pogodę na Betio jako efekt "szczytu lata", podczas gdy listopad na półkuli północnej, blisko równika wprawdzie, ale jednak nie jest porą roku o wyraźnych wahaniach - sam zresztą sobie zaprzecza, w innym miejscu pisząc o tym samym zjawisku innymi słowy. Do tego dochodzi opis zanieczyszczonej wody pitnej transportowanej w beczkach po paliwie - epizod, który zdaniem jednego z recenzentów wygląda na żywcem przeniesiony z relacji o bitwie o Peleliu, stoczonej jedenaście miesięcy później. Niezależnie od tego, czy to przeoczenie redakcyjne czy pomylenie źródeł, tego typu nieścisłości nie powinny się zdarzać w pracy autora, który deklaruje się jako specjalista od tematu.
Pewne zastrzeżenia budzi też terminologia techniczna - Wright dwukrotnie określa działa kalibru 75 mm (zarówno haubice, jak i działa czołgów Sherman) jako działa ".3 cala", by później, w aneksie, podać już poprawne dane kalibrowe. To detal, ale w publikacji wojskowo-historycznej, gdzie precyzja techniczna jest częścią wartości poznawczej, takie niedopatrzenia budzą niepokój co do staranności redakcyjnej całości. Podobnie zagmatwana jest klasyfikacja strat w aneksie końcowym, gdzie kategorie w rodzaju "ranny-zaginiony zmarły" czy "ranny-zabity" wprowadzają więcej zamętu niż porządku.
Mimo tych usterek książka spełnia swoją podstawową funkcję - jako zwięzłe wprowadzenie do tematu broni amfibijnej i jednej z najkrwawszych operacji desantowych wojny na Pacyfiku. Czytelnicy na Goodreads (na 2026 r. średnia ocena 3,70 na podstawie 50 głosów) doceniają ją właśnie w tej roli - jako "doskonały punkt startowy dla każdego zainteresowanego bitwą i wojną na Pacyfiku w ogóle", jak ujął to jeden z recenzentów. Innym mocnym punktem jest umiejętność oddania grozy walk bez popadania w tani sensacjonizm - autor pokazuje koszmar lądowania na rafie koralowej, błędy planistyczne dotyczące pływów i sprzętu desantowego, oraz fanatyczny opór garnizonu japońskiego, nie uciekając się przy tym do patetycznych sformułowań.
Reasumując, "Tarawa 1943" to książka warta polecenia jako szybkie, dobrze zilustrowane wprowadzenie do tematu, ale nie jako ostateczne źródło dla kogoś szukającego precyzji faktograficznej. Dla czytelnika, który zna już podstawy kampanii na Gilbertach i szuka pogłębionej, wiarygodnej analizy, lepszym wyborem będzie wspomniana wcześniejsza, obszerniejsza praca tego samego autora albo inne, bardziej drobiazgowo zredagowane opracowania. Jako pozycja na półkę "pierwszego kontaktu z tematem" - format Osprey sprawdza się tu doskonale; jako praca naukowa do cytowania - wymaga ostrożności i konfrontacji z innymi źródłami.
Tu można zakupić książkę: Amazon, AbeBooks, BookFinder.com