Zacznijmy od suchych faktów, bo tych akurat w tej publikacji jest sporo, a dopiero na ich tle widać, jak bardzo skondensowaną formę przyjął autor. To pozycja numer 238 w kultowej już serii Men-at-Arms brytyjskiego wydawnictwa Osprey, wydana pierwotnie w 1991 roku, licząca zaledwie 48 stron, wzbogacona fotografiami archiwalnymi oraz ośmioma pełnostronicowymi kolorowymi planszami autorstwa Simona McCouaiga. Ta objętość to zarazem największa zaleta i największe ograniczenie tej książki - Osprey od dekad specjalizuje się w gęstych, przystępnych porcjach wiedzy dla modelarzy, kolekcjonerów i rekonstruktorów, i tutaj ten model sprawdza się połowicznie: dostajemy solidny szkielet faktograficzny, ale temat tak rozległy jak losy uchodźczych armii sojuszniczych po prostu nie mieści się w 48 stronach bez poważnych kompromisów.
Układ treści jest przejrzysty i logiczny - po krótkim wstępie autor prowadzi czytelnika kolejno przez rozdziały poświęcone Czechosłowacji, Polsce, Norwegii, Danii, Belgii, Holandii, Francji, Jugosławii i Grecji, kończąc częścią poświęconą omówieniu plansz ilustracyjnych. To układ funkcjonalny, ale zdradza też słabość konstrukcyjną książki: dziewięć krajów na trzydzieści kilka stron tekstu oznacza, że niektóre formacje - jak choćby polskie Siły Zbrojne na Zachodzie, temat sam w sobie wystarczający na osobny tom - muszą zmieścić się na dwóch, trzech stronach. Efekt jest taki, że Thomas częściej wylicza fakty (daty formowania jednostek, numery dywizji, zmiany podporządkowania), niż je interpretuje, a czytelnik szukający kontekstu politycznego czy szerszej narracji o losach żołnierzy na uchodźstwie wyjdzie z lektury lekko niezaspokojony.
Mocną stroną tekstu jest za to warsztat autora jako specjalisty od mundurologii i organizacji wojskowych - Thomas, z wykształcenia germanista i romanista, zgromadził przez lata obszerne archiwum dotyczące XX-wiecznych mundurów wojskowych i organizacji jednostek, i to widać: informacje o dystynkcjach, oznaczeniach formacji czy strukturze dowodzenia są precyzyjne i rzetelnie sprawdzone, co czyni książkę wiarygodnym źródłem referencyjnym, choć niekoniecznie wciągającą lekturą narracyjną. To różnica zasadnicza - to nie jest opowieść o wojnie, tylko skrupulatny katalog faktów organizacyjnych, i trzeba mieć tego świadomość, sięgając po ten tytuł.
Warstwa ilustracyjna broni się zdecydowanie lepiej niż tekst. Osiem kolorowych plansz Simona McCouaiga, ówcześnie określanego jako wschodząca gwiazda ilustracji wojskowej, wcześniej pracującego przy cenionym tomie o siłach specjalnych Azji Południowo-Wschodniej, prezentuje mundury poszczególnych armii uchodźczych z dbałością o detal, która czyni je użytecznym materiałem referencyjnym dla modelarzy i rekonstruktorów - i to właśnie ta grupa odbiorców najczęściej poleca ten tytuł w sklepach kolekcjonerskich i na forach hobbystycznych, nie miłośnicy historii politycznej czy operacyjnej. Fotografie archiwalne uzupełniające tekst są dobrze dobrane, choć ich jakość reprodukcji, typowa dla wczesnych lat 90., miejscami pozostawia sporo do życzenia.
Jeśli spojrzeć na to, jak książkę oceniają czytelnicy w internecie, obraz jest spójny z moimi wrażeniami z lektury: tytuły z serii Men-at-Arms poświęcone temu okresu wojny cieszą się umiarkowanie pozytywnymi, ale nie entuzjastycznymi ocenami - rzędu trzech i pół do czterech gwiazdek na pięć, co w praktyce oznacza "solidne kompendium, nie arcydzieło". Recenzenci na portalach kolekcjonerskich i militarnych chwalą przede wszystkim wartość praktyczną - bogactwo szczegółów mundurowych i organizacyjnych trudnych do znalezienia gdzie indziej w jednym miejscu - a krytykują powierzchowność narracji i brak głębszej analizy politycznego kontekstu formowania sił na uchodźstwie. To ocena, z którą trudno polemizować.
Warto też zaznaczyć, kim był drugi bohater tej publikacji od strony redakcyjnej - tekst otwiera zdanie mówiące, że w ciągu zaledwie dwóch lat, między marcem 1939 a kwietniem 1941 roku, dziesięć krajów uległo błyskawicznym kampaniom niemieckim, a część pokonanych żołnierzy zdołała przedostać się do państw sprzymierzonych, gdzie ich rządy na uchodźstwie formowały z nich nowe jednostki bojowe. To zdanie dobrze streszcza ambicję książki - i jednocześnie pokazuje, że temat, jaki sobie postawiono, zasługiwał na znacznie obszerniejsze opracowanie niż skromny format Men-at-Arms na to pozwala.
Podsumowując: to pozycja, którą warto polecić kolekcjonerom militariów, modelarzom i osobom szukającym zwięzłego kompendium mundurowo-organizacyjnego, natomiast czytelnik oczekujący pogłębionej opowieści historycznej o losach polskich, czeskich, norweskich czy jugosłowiańskich żołnierzy na Zachodzie powinien traktować tę książkę jedynie jako punkt wyjścia do dalszych poszukiwań, nie jako ostateczne źródło wiedzy na ten temat.
Tu można zakupić książkę: Amazon, AbeBooks, BookFinder