Steven J. Zaloga, jeden z najbardziej płodnych autorów piszących dla Osprey Publishing, w książce "US Flamethrower Tanks of World War II" (New Vanguard #203, 2013, il. Richard Chasemore) zajmuje się tematem, który w literaturze o pancerniakach zwykle pojawia się jako dygresja, a nie osobny przedmiot analizy. To już samo w sobie jest mocną stroną pozycji - zamiast rozproszonych wzmianek w opracowaniach o Shermanie czy o kampanii na Pacyfiku, dostajemy skoncentrowane, chronologiczne ujęcie rozwoju amerykańskich czołgów-miotaczy ognia od pierwszych improwizacji z 1943 roku po masowe użycie na Okinawie w 1945. Format 48 stron, typowy dla serii New Vanguard, jest tu jednak wyraźnym ograniczeniem - temat na tyle wielowątkowy (dwa teatry działań, kilkanaście typów i modyfikacji, dwie formacje - Armia i Korpus Piechoty Morskiej - z odmienną doktryną użycia), że skondensowanie go do kilkudziesięciu stron nieuchronnie spłyca niektóre wątki.
Układ książki - wstęp i geneza, teatr pacyficzny, teatr europejski, zestawienie danych technicznych, bibliografia i indeks - odzwierciedla świadomą decyzję autora, by nierówno rozłożyć akcenty, i decyzja ta jest trafna merytorycznie. Rozdział o Pacyfiku jest wyraźnie obszerniejszy i lepiej udokumentowany niż część europejska, co nie jest przypadkiem, lecz konsekwencją faktów: to właśnie tam broń ta osiągnęła dojrzałość taktyczną, kulminując w użyciu całego batalionu czołgów-miotaczy podczas walk o Okinawę - największym pojedynczym zastosowaniu tego rodzaju uzbrojenia w całej wojnie. Fragmenty poświęcone nieudanej próbie wdrożenia brytyjskiego Crocodile'a przed inwazją w Normandii oraz późniejszemu, dość chaotycznemu użyciu tych pojazdów we Francji są rzeczowe, ale odczuwalnie skrótowe - Zaloga sygnalizuje problemy organizacyjne i doktrynalne, lecz nie rozwija ich na tyle, by czytelnik zrozumiał pełną skalę niepowodzenia programu w ETO. To jest realny minus, bo właśnie ta porażka - w konfrontacji z sukcesem pacyficznym - mogła stanowić najciekawszą oś interpretacyjną całej książki, a została potraktowana bardziej sprawozdawczo niż analitycznie.
Warstwa ikonograficzna, typowa dla serii, obejmuje archiwalne fotografie oraz barwne plansze Richarda Chasemore'a, i to właśnie one - nie tekst - stanowią główny powód, dla którego modelarze i rekonstruktorzy sięgają po tę pozycję. Zdjęcia z epoki są dobrze dobrane pod kątem szczegółów konstrukcyjnych (mocowania zbiorników paliwa, dysze miotaczy, modyfikacje kadłubów), co czyni książkę praktycznym źródłem referencyjnym, a nie tylko narracją historyczną. Plansze kolorowe są wykonane starannie, choć ich liczba - ograniczona formatem serii - nie pozwala pokazać wszystkich wariantów wspomnianych w tekście, przez co część opisanych słownie modyfikacji pozostaje wyłącznie w sferze wyobraźni czytelnika.
Odbiór książki w środowisku modelarsko-historycznym jest konsekwentnie pozytywny, choć bez entuzjazmu granicznego z zachwytem. Recenzent IPMS/USA napisał, że "autor po raz kolejny wykonał solidną pracę badawczą i dostarczył kolejną znakomitą książkę", chwaląc szczególnie fotografie jako materiał referencyjny dla modelarzy - i ta ocena wydaje się trafna w zakresie warstwy ilustracyjnej, mniej w zakresie głębi analizy. Na Amazonie recenzenci na 2026 r. przyznają książce zwykle 4 na 5 gwiazdek, podkreślając przejrzystość wywodu i przydatność map, jednocześnie sygnalizując - co uważam za uzasadnione - że temat kończy się zbyt wcześnie: jeden z recenzentów zauważył, że chętnie zobaczyłby rozwinięcie wątku aż do wojny koreańskiej, gdzie doświadczenia z czołgami-miotaczami znalazły kontynuację. Ocena na Goodreads (3,8/5 przy niewielkiej liczbie głosów) jest najbardziej powściągliwa, co koresponduje z moim wrażeniem, że książka jest solidnym kompendium faktograficznym, ale nie oferuje nowej interpretacji ani szerszego kontekstu doktrynalnego, który wyróżniałby ją na tle innych tomów serii.
Jako pozycja stricte informacyjna książka spełnia swoje zadanie bardzo dobrze - zbiera rozproszone dane w jedno miejsce, porządkuje chronologię i nazewnictwo (co przy mnogości oznaczeń typu E4-7, POA-CWS-H1 czy Satan jest samo w sobie użyteczne), i robi to językiem zwięzłym, pozbawionym zbędnej narracyjnej ozdobności. Jako książka historyczna w szerszym sensie - próbująca wyjaśnić, dlaczego broń ta sprawdziła się na jednym teatrze, a zawiodła na drugim - pozostaje niedosycona, co jest jednak w dużej mierze wpisane w ograniczenia formatu New Vanguard, a nie w warsztat autora. Polecałbym ją przede wszystkim modelarzom budującym konwersje oraz czytelnikom szukającym pierwszego, systematycznego wprowadzenia do tematu; czytelnik oczekujący pogłębionej analizy operacyjnej lub porównania z niemieckimi czy sowieckimi rozwiązaniami będzie musiał sięgnąć po inne, obszerniejsze opracowania.
Tu można zakupić książkę: Amazon, AbeBooks, BookFinder