Dave McComb, z zawodu konsultant biznesowy, a z pasji wieloletni badacz historii amerykańskich niszczycieli i prezes Destroyer History Foundation, napisał książkę, która w zaledwie 48 stronach próbuje ogarnąć losy 287 okrętów trzech typów: "FLETCHER", "ALLEN M. SUMNER" i "GEARING". To ambicja godna szacunku, bo mówimy tu o trzonie amerykańskiej floty niszczycieli z okresu największej intensywności wojny na Pacyfiku, a mimo to autorowi udaje się utrzymać tekst w ryzach - bez efektu encyklopedycznego wyliczanki, który tak łatwo mógłby zdominować materiał o tej objętości.
Układ książki jest klasyczny dla serii New Vanguard i sprawdza się tu bardzo dobrze: wstęp, rozdział o projektowaniu i rozwoju konstrukcji, część poświęcona modyfikacjom oraz przezbrojeniom w trakcie służby, obszerna historia operacyjna i krótkie zakończenie. Ten podział ma realną wartość merytoryczną, ponieważ pozwala oddzielić inżynierską genezę okrętów od ich bojowego wykorzystania - a to dwie różne opowieści, które w słabszych publikacjach tego typu często się ze sobą zlewają. McComb konsekwentnie tego unika, prowadząc czytelnika najpierw przez decyzje projektowe, a dopiero potem przez Salomony, kampanię filipińską i kamikadze pod Okinawą.
Najmocniejszą częścią książki jest rozdział operacyjny, w którym autor śledzi ewolucję taktyki nocnych starć nawodnych na wodach Salomonów oraz równoległy rozwój Combat Information Center - czyli miejsca, gdzie radar i łączność zaczęły realnie zmieniać sposób prowadzenia walki morskiej. To fragment, w którym widać przewagę McComba nad wieloma autorami piszącymi o sprzęcie: on rozumie, że niszczyciel bez taktyki i systemu dowodzenia to tylko blacha i działa, i konsekwentnie pokazuje, jak jedno wymuszało zmiany w drugim. Słabiej wypada natomiast partia poświęcona defensywie radarowej pod Okinawą - temat sam w sobie dramatyczny, ale potraktowany bardziej sprawozdawczo niż analitycznie, jakby autor uznał, że skala strat mówi sama za siebie.
Warstwa techniczna - uzbrojenie, napęd, kolejne warianty mostków i konfiguracji - jest solidna i dobrze udokumentowana, choć trzeba przyznać, że to typowa cecha całej serii Osprey New Vanguard: precyzja kosztem głębi interpretacyjnej. Czytelnik dostaje pełne zestawienie 343 jednostek według numerów kadłubowych i stoczni, co jest bezcenne dla modelarzy i kolekcjonerów, ale osoba szukająca szerszej refleksji nad tym, dlaczego akurat te rozwiązania konstrukcyjne okazały się trafione, będzie musiała sięgnąć po coś obszerniejszego - choćby po klasyczną pracę Normana Friedmana o projektowaniu amerykańskich niszczycieli.
Ilustracje Paula Wrighta, doświadczonego malarza marynistycznego współpracującego wcześniej przy książkach Patricka O'Briana czy C.S. Forestera, utrzymują wysoki poziom typowy dla tego autora - kolorowe profile okrętów i sceny batalistyczne są wykonane z dbałością o detal historyczny, a nie tylko o efekt wizualny. Tu jednak pojawia się realny mankament wydawniczy, wskazywany zresztą przez czytelników w recenzjach sklepowych: dwustronicowy przekrój USS "LAFFEY", okrętu typu "SUMNER", został wydrukowany w taki sposób, że jego środkowa część ginie w grzbiecie książki. Jeden z recenzentów na Amazonie napisał wprost, że z tego właśnie powodu obniżył ocenę z pięciu do czterech gwiazdek, dodając, że rozkładówka powinna była zostać zaprojektowana jako wyjmowana wkładka. To detal, ale w publikacji, która swoją wartość buduje właśnie na materiale wizualnym, taki błąd redakcyjny nie powinien się zdarzyć.
Fotografie towarzyszące tekstowi są liczne i dobrze dobrane, szczególnie przydatne dla osób budujących modele redukcyjne - tu opinie w internetowych sklepach są zgodne i pozytywne. Trzeba jednak zaznaczyć, że format 48 stron (w wydaniach papierowych; wersja elektroniczna liczy więcej ze względu na inny skład) narzuca nieuchronne kompromisy: książka jest bardziej kompendium referencyjnym niż narracją historyczną w pełnym tego słowa znaczeniu, i tego oczekiwania trzeba mieć świadomość przed lekturą.
Nota bibliograficzna sama w sobie nie budzi zastrzeżeń - McComb korzysta z materiałów źródłowych gromadzonych przez własną fundację, co daje mu dostęp do dokumentów niedostępnych szerzej, choć książka nie zawiera rozbudowanego aparatu przypisów typowego dla prac akademickich, co zresztą nie jest wadą w kontekście serii popularnonaukowej, do jakiej należy.
Podsumowując: to rzetelna, gęsta faktograficznie pozycja, która najlepiej służy czytelnikom już zorientowanym w temacie i szukającym konkretnego materiału referencyjnego, a nie osobom stawiającym pierwsze kroki w historii wojny na Pacyfiku. Jako wprowadzenie może być zbyt skondensowana, jako uzupełnienie większej biblioteki o niszczycielach - warta swojej ceny, mimo wspomnianej usterki z przekrojem.
Tu można zakupić książkę: Amazon, AbeBooks, BookFinder