Steven J. Zaloga to autor, którego nazwisko na okładce serii New Vanguard działa niemal jak gwarancja solidnego rzemiosła, i ta pozycja - wydana przez Osprey Publishing w 2012 roku jako tom 192. tej serii, 48 stron, ilustracje Henry’ego Morsheada - tej reputacji nie zawodzi, choć jednocześnie nie jest to książka, która wychodzi poza standardowy format wydawnictwa. Temat sam w sobie jest niszowy nawet jak na warunki militarnej literatury pop-historycznej: czołgi pływające używane przez armię amerykańską od Operacji Torch po lądowanie na Okinawie to zagadnienie, które w większości ogólnych opracowań o wojnie pancernej zajmuje najwyżej akapit. Zaloga poświęca mu całą monografię i to jest właśnie największa wartość tej książki - wypełnia lukę, której istnienia czytelnik często nawet nie był świadomy.
Struktura publikacji jest chronologiczna i logiczna: po wstępie omawiającym wczesne amerykańskie próby z czołgami pływającymi następują rozdziały poświęcone kolejnym operacjom desantowym - Torch, Husky, Overlord, Dragoon - a potem osobna część poświęcona Pacyfikowi, w tym Teatrowi Pacyfiku jako całości, tzw. Ritchie Project oraz urządzeniu T6 użytemu podczas operacji na Okinawie, a na koniec rozdział o czołgach do forsowania rzek. Taki układ sprawdza się dobrze, bo pozwala śledzić ewolucję sprzętu równolegle z ewolucją doktryny - widać wyraźnie, jak doświadczenia z Tarawy (gdzie nieprzystosowane czołgi nie mogły bezpiecznie wyjść na brzeg nawet w płytkiej wodzie) wymusiły zupełnie inne podejście na Pacyfiku niż to, które sprawdzało się w Europie z czołgami DD. To rzeczowe, inżynieryjne myślenie o problemie jest mocną stroną książki - Zaloga nie opowiada tu głównie o bitwach, tylko o tym, jak sprzęt reagował na konkretne ograniczenia terenowe i taktyczne, co czyni lekturę bardziej analityczną niż większość pozycji tej serii.
Rozdział poświęcony Operacji Overlord, najdłuższy w książce, zasługuje na osobną uwagę, bo to właśnie tam autor demontuje kilka utrwalonych mitów na temat wykorzystania czołgów DD w Normandii - w tym popularne, uproszczone wyjaśnienia strat wśród jednostek desantowych na Omaha Beach. To fragment, w którym widać przewagę Zalogi jako analityka wojskowego nad zwykłym kompilatorem faktów: sięga po źródła, które pozwalają skorygować obiegowe narracje, a nie tylko je powtórzyć. Szkoda tylko, że ten sam poziom dociekliwości nie towarzyszy całej książce w równym stopniu - część rozdziałów pacyficznych, choć merytorycznie solidna, ma bardziej charakter przeglądowy niż polemiczny.
Warstwa techniczna budzi mieszane odczucia. Z jednej strony autor skrupulatnie opisuje różne warianty sprzętu do brodzenia w głębokiej wodzie (deep-wading equipment), zestawy Blue Freeze do lekkich czołgów M3 i M5, a także pojazdy desantowe typu LVT, LCS czy LSD, co jest szczególnie przydatne dla czytelnika, który nie odróżnia tych skrótów na pierwszy rzut oka. Z drugiej strony - i to zarzut podnoszony też w recenzjach modelarskich - książce brakuje prostego wyjaśnienia fizyki unoszenia się tych konstrukcji na wodzie, co dla czytelnika technicznie zainteresowanego tematem jest odczuwalnym niedosytem, nawet jeśli nie jest to grzech ciężki jak na 48-stronicowy zeszyt.
Ilustracje Henry’ego Morsheada - sześć pełnostronicowych plansz kolorowych, w tym jedna dwustronicowa przedstawiająca urządzenie T6 - utrzymują standard, jakiego można oczekiwać po New Vanguard, choć nie są to plansze wybitne na tle innych tomów serii; poprawne warsztatowo, dobrze oddające detale sprzętu, ale bez tego rodzaju dramaturgii, która zapada w pamięć. Fotografie archiwalne, w tym rzadko publikowane ujęcia testowanych prototypów, są mocniejszym atutem wizualnym książki niż same plansze - to właśnie one dają czytelnikowi i modelarzowi realny materiał referencyjny, którego nie znajdzie się łatwo gdzie indziej. Warto jednak zaznaczyć, że część zdjęć jest wydrukowana w rozmiarze utrudniającym dostrzeżenie szczegółów, co przy tak niszowym i wizualnie nieoczywistym sprzęcie jest odczuwalnym mankamentem.
Jako lektura dla modelarza budującego makiety czołgów pływających w skali czy dla kolekcjonera literatury o desantach morskich, ta pozycja spełnia swoje zadanie z nawiązką - to rodzaj książki, po którą sięga się wielokrotnie jako po materiał referencyjny, a nie czyta raz od deski do deski. Jako lektura dla czytelnika szukającego szerszej narracji historycznej o wojnie na Pacyfiku czy w Europie - jest zdecydowanie zbyt wąska tematycznie i zbyt skondensowana formatowo, by dać pełny obraz kontekstu operacyjnego; to raczej uzupełnienie wiedzy już posiadanej niż punkt wyjścia. Zaloga potwierdza tu swoją markę solidnego, rzeczowego badacza sprzętu wojskowego, ale to książka dla odbiorcy, który wie, czego szuka, a nie dla kogoś, kto dopiero zaczyna przygodę z historią wojskową drugiej wojny światowej.
Tu można zakupić książkę: Amazon, AbeBooks, BookFinder