Seria New Vanguard wydawnictwa Osprey rządzi się swoimi prawami - 48 stron, ściśle określony format, i albo autor potrafi w tej ciasnej przestrzeni powiedzieć coś istotnego, albo produkuje kolejny suchy katalog danych technicznych. David Fletcher, przez dekady historyk Tank Museum w Bovington, należy do tej pierwszej kategorii, i to właśnie odróżnia "Mark V Tank" (2011, numer 178 serii) od wielu podobnych publikacji - autor pisze z pozycji kogoś, kto realnie obcował z zachowanymi egzemplarzami, a nie tylko kompilował archiwalia. To nie jest zaleta oczywista: spora część literatury o czołgach I wojny światowej opiera się na wtórnych źródłach i powiela te same błędy, tymczasem Fletcher ma za sobą ponad czterdzieści lat pracy z brytyjskim sprzętem pancernym obu wojen światowych, co widać w precyzji, z jaką rozdziela mity od faktów.
Układ książki jest klasyczny dla serii i, moim zdaniem, dobrze przemyślany: Wstęp, Projektowanie i rozwój, Sam czołg, Działania bojowe, Okres powojenny, Bibliografia, omówienie plansz barwnych oraz indeks. Ta struktura ma jedną wyraźną zaletę - oddziela chronologicznie proces konstrukcyjny od użycia bojowego, dzięki czemu czytelnik nie gubi się w wątkach technicznych podczas lektury o bitwach, i odwrotnie. Fletcher zaczyna od lata 1917 roku i prób wyposażenia ulepszonego Marka V w nowy silnik - i to jest moment, w którym książka zaczyna naprawdę przekonywać, bo autor nie poprzestaje na wyliczeniu parametrów, tylko tłumaczy, dlaczego wcześniejsze Marki I i IV zawodziły w polu, a V wreszcie spełnił oczekiwania co do mobilności i niezawodności. To rozróżnienie - często mylone nawet przez hobbystów - jest według recenzentów jedną z mocniejszych stron publikacji, i faktycznie stanowi realną wartość poznawczą, a nie tylko kurtuazyjny komplement wobec autorytetu Fletchera.
Rozdział o działaniach bojowych to najsilniejszy fragment książki, choć jednocześnie najbardziej ograniczony przez format. Fletcher opisuje, jak Mark V dał Brytyjczykom przewagę nad Niemcami i dlaczego został przyjęty na wyposażenie amerykańskiego korpusu pancernego - to rzadko poruszany wątek w popularnych opracowaniach, więc jego obecność podnosi wartość książki dla czytelnika zainteresowanego nie tylko techniką, ale i historią operacyjną. Zarazem czterdzieści osiem stron to za mało, by rozwinąć te epizody bojowe z pełną narracją - czego skutkiem jest to, że momentami tekst przechodzi w tryb telegraficzny, wyliczając fakty bez głębszego osadzenia w kontekście kampanii. To nie jest wada dyskwalifikująca, biorąc pod uwagę format serii, ale warto mieć świadomość, że jest to synteza, nie monografia.
Warstwa ilustracyjna, za którą odpowiada Henry Morshead - inżynier-konstruktor z doświadczeniem w branży motoryzacyjnej i lotniczej (współpracował m.in. z Bentleyem i Airbusem) - zasługuje na osobną uwagę, bo to właśnie ona najczęściej wraca w opiniach czytelników jako powód zakupu. Plansze barwne pokazujące zmiany konstrukcyjne, które pozwoliły Mark V pokonywać szersze niemieckie okopy, są rzeczywiście czytelne i dobrze podpisane, a rzadkie fotografie archiwalne dodają książce wiarygodności dokumentalnej. Jeden z recenzentów na Amazonie zauważył jednak trafnie, że brakuje zdjęć wnętrza zachowanego egzemplarza, na przykład tego z Imperial War Museum - i to rzeczywiście odczuwalny brak, bo strona techniczna książki jest mocno zewnętrzna, skupiona na sylwetce i opancerzeniu, a mniej na tym, jak wyglądała praca załogi w środku.
Odbiór książki wśród czytelników jest wyraźnie pozytywny, choć niepozbawiony zastrzeżeń typowych dla tego segmentu wydawniczego. Recenzent magazynu modelarskiego Model Retailer chwalił szczegółowe plansze pokazujące zmiany konstrukcyjne umożliwiające pokonywanie szerokich okopów, a Jeff Leiby z IPMS/USA ocenił książkę jako dobry przegląd tego, co można nazwać najważniejszym czołgiem I wojny światowej, chwaląc zarówno narrację, jak i różnorodność fotografii. W komentarzach czytelników na Amazonie pojawia się określenie „zwięzły i użyteczny przegląd", pomocny szczególnie przy budowie modeli redukcyjnych - co potwierdza, że książka trafia głównie do dwóch grup odbiorców: modelarzy szukających referencji i pasjonatów historii wojskowej chcących uporządkować wiedzę bez sięgania po opasłe monografie. Krytyka, jaka się pojawia, dotyczy niemal wyłącznie objętości - czytelnicy chcieliby więcej, co paradoksalnie jest komplementem dla jakości tego, co już jest.
Podsumowując, "Mark V Tank" to solidna, rzeczowa pozycja, która robi dokładnie to, czego można oczekiwać od tomu serii New Vanguard - nie więcej, ale też nie mniej. Fletcher unika efekciarstwa i skupia się na faktach osadzonych w solidnej znajomości źródeł, a warstwa graficzna Morsheada realnie wspiera tekst, zamiast go dekorować. Dla kogoś szukającego pierwszego kontaktu z tematem brytyjskich czołgów końca I wojny światowej, zwłaszcza w kontekście modelarskim, to pozycja obowiązkowa; dla czytelnika oczekującego pogłębionej analizy operacyjnej - raczej punkt wyjścia niż ostateczne słowo.
Tu można zakupić książkę: Amazon, AbeBooks, BookFinder