Seria Campaign wydawnictwa Osprey ma swój ustalony kształt: 96 stron, 63 ilustracje czarno-białe i 37 kolorowych, pierwsze wydanie z maja 2003 roku. W takich ramach trzeba opowiedzieć o kampanii, która trwała rok i obejmowała pięć bitew. Stuart Reid, szkocki autor znany przede wszystkim z prac o armii brytyjskiej XVIII wieku, radzi sobie z tym lepiej, niż sugerowałaby objętość. Książka nie jest jednak neutralnym przewodnikiem po kampanii Montrose'a. To wyraźnie autorska interpretacja i to ona decyduje o wartości pozycji.
Układ tomu jest klasyczny dla serii. Po wprowadzeniu i chronologii następują kolejno rozdziały: "Opposing Commanders", "Opposing Armies", "Opposing Plans", "The Campaign Begins", "The Battle of Auldearn" i "The Campaign Continued". Całość zamykają "Aftermath", "The Battlefields Today", bibliografia i indeks. Konstrukcja jest rzeczowa, choć ma znaną wadę. Bitwa pod Auldearn, obiecana w tytule, zajmuje tylko jeden rozdział, a fabuła obejmuje także Tippermuir, Aberdeen, Inverlochy, Kilsyth i finałowe Philiphaugh. Tytuł obiecuje więc więcej, niż książka daje. Z drugiej strony zaleta jest oczywista: czytelnik dostaje spójny obraz całej kampanii, a Auldearn wpisuje się w nią jako punkt środkowy, nie jako odosobniona potyczka.
Najmocniejszą częścią są rozdziały o wojskach i dowódcach. Reid dobrze zna realia XVII-wiecznej armii i pisze o nich jak praktyk. Trudno się dziwić: łączy pracę pisarską z rekonstrukcją historyczną i doradztwem dla producentów filmowych. Zestawia irlandzkich weteranów Alasdaira MacColi i górskie klany z improwizowanymi siłami Covenanterów, które rząd mógł formować od nowa przed każdą bitwą. Ta asymetria strukturalna, czyli jednorazowe armie po jednej stronie i wykruszający się, niemożliwy do uzupełnienia trzon po drugiej, wyjaśnia logikę kampanii lepiej niż rozprawy o geniuszu wodza. Użyteczność stanów liczebnych potwierdza ich praktyczne zastosowanie: autorzy kampanii wargamingowej zalecają korzystanie z rozpisek sił opublikowanych przez Reida. To nie jest recenzja w klasycznym sensie, ale dobry test przydatności.
Rozdział o samej bitwie, stoczonej 9 maja 1645 roku, jest najbardziej dyskusyjny, a przez to najciekawszy. Reid nie przyjmuje uproszczonej wersji, w której Montrose z premedytacją wystawia MacColę jako przynętę, a potem wyprowadza decydujący kontratak. Badacze pola bitwy zwracają uwagę, że w odróżnieniu od innych opracowań Reid odczytuje relację Montrose'a jako wskazującą na oskrzydlające uderzenia po północnej i południowej stronie wsi. To odważne odczytanie, a odwaga ma tu wartość poznawczą: zmusza do ponownego przejrzenia źródeł, zamiast powielać utrwaloną wersję. Nie wszystko jednak wytrzymuje krytykę. Jeden z blogerów zajmujących się grami bitewnymi nazywa szacunek Reida dotyczący konnicy Gordonów, sięgający 600 jeźdźców, "wręcz nieprawdopodobnym". Uważam, że ta uwaga jest zasadna. W książce tej wielkości brakuje miejsca na rozbudowany aparat krytyczny, a autor podaje własne liczby bez dostatecznego uzasadnienia.
Ten problem prowadzi do najpoważniejszego zarzutu, jaki stawiają czytelnicy. Recenzent z Goodreads określa książkę jako "Reida w wersji skrajnej": widzi w niej podważanie wielkości dowódców, skłonność do niedoceniania rojalistów i żonglowanie liczbami, które ma pomniejszać ich sukcesy. Zauważa też, że seria zwycięstw Montrose'a należy do najbardziej imponujących w dziejach wojskowości, a więc musiał on mieć zalety wykraczające poza samą brawurę. Zgadzam się z częścią tej krytyki. Reid ma rację, sprowadzając mit do ziemi i przypominając o błędach Montrose'a oraz o strukturalnych słabościach Covenanterów. Ale niekiedy sceptycyzm przechodzi w kontrarianizm, który upraszcza równie mocno jak romantyczna legenda, tyle że w przeciwnym kierunku. Dowódcy Covenanterów, którzy tak konsekwentnie przegrywali, nie mogą być jedynie ofiarami okoliczności.
Warstwa graficzna to mocna strona tomu, choć nierówna. Ilustracje Gerry'ego Embletona, weterana ilustracji historycznej mieszkającego w Szwajcarii, są wykonane starannie i dobrze oddają wygląd górali oraz irlandzkich muszkieterów. Mapy i plany bitewne pełnią zasadniczą rolę w serii Campaign, ale w opisie bitwy pod Auldearn, gdzie liczy się układ wsi, bagien i zarośli, przydałoby się więcej szczegółu. Rozdział "The Battlefields Today" jest krótki, lecz przydatny dla kogoś, kto planuje wizytę na miejscu. Batalistyczny entuzjasta doceni tę praktyczną perspektywę.
Odbiór książki wśród czytelników jest ciepły, choć niejednorodny. Na Goodreads na 2026 r. średnia wynosi 3,71 na podstawie 24 ocen, co dobrze oddaje podział na tych, którzy cenią rzeczowość, i tych, którzy nie zgadzają się z interpretacją. Na Amazon.co.uk edycja Praegera zbiera 4,6 na 5 przy 26 ocenach, a recenzenci chwalą zwięzłość i przystępność, zwłaszcza dla osób zaczynających poznawać temat.
Podsumowując: to solidny, dobrze zorganizowany i intelektualnie prowokujący przewodnik po kampanii, która zasługuje na więcej uwagi poza Wyspami. Poleciłbym go czytelnikom znającym już podstawy wojen trzech królestw i gotowym na dyskusję z autorem. Początkujący powinni sięgnąć po niego równolegle z innym opracowaniem, aby nie przyjąć bezkrytycznie sądów Reida. Dla kogoś, kto szuka pełnej biografii Montrose'a albo szczegółowej monografii bitwy pod Auldearn, to zbyt mało. Jako punkt wyjścia i materiał do polemiki sprawdza się dobrze.
Tu można zakupić książkę: Amazon, AbeBooks, BookFinder.com